Pozycja materiału w rankingach:
O to, czy pod baobabem można znaleźć świąteczną paczkę, spytałam Małgorzatę Kałun, która jest Prezesem Stowarzyszenia Serce dla Afryki.
Kto założył Stowarzyszenie Serce dla Afryki?Zobacz także:
Artykuły
(20)
Galerie
(17)
Średnia ocen
(4.74)
Wiek: 39 | Miejscowość: Rzeszów | Kraj: Polska
O mnie: Fotografia, filozofia, podróże.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Ela Wiejaczka 15.12.2010 21:54
Panowie, w Waszych komentarzach widzę właśnie to, o czym wspomina tekst – zupełny brak zaufania. I rozumiem – rozczarowaliśmy się niejedną instytucją „pomagającą” najuboższym. Ale czy dlatego mamy zamknąć się w domu i nikomu nie pomagać? Nawet, gdyby ktoś przy okazji czerpał zysk – może 10 z ofiarowanych przez nas 20 zł trafi do potrzebującego? Jeśli nie porusza Was informacja, że dziecko może za 3 zł mieć obiad, to pozostaje mi chyba tylko zaproponować podróż.
Sama byłam kilka razy w Afryce i nieraz kupowałam dzieciom jedzenie. Dzieciom, które siedziały na lekcjach od rana do wieczora bez posiłku. Nie skarżyły się. Sama dopytywałam, czy miały dzisiaj lunch. Serce się kraje – ale Wy węszycie tylko, czy ktoś czasem nie podkradnie Wam z portfela złotówki.
Nie rozumiem komentarzy „w Polsce też potrzebna jest pomoc”. Kiedyś usłyszałam od jakiegoś lekarza, że interesuję się Afryką, zamiast interesować się Polską. A czy ja jego sądzę za to, że jest lekarzem, a nie politykiem? Polska bardzo różni się od krajów afrykańskich. Tutaj nie ma aż takiej biedy, nikt nikomu nie pozwoli umrzeć na ulicy z głodu.
I jeszcze raz – nie popieram robienia zysku na umierających z głodu dzieciach. Nie mam jednak złotego środka. Jeśli więc, panowie, krytykujecie – podajcie jakiś pomysł rozwiązania, jakąś alternatywę.
Pozdrawiam,
E.
Joanna Sobuś 13.12.2010 19:21
Akcja wydaje mi się bardzo ważna. W Polsce niektóre dzieci nie nie mogą się zdecydować, który gatunek szyneczki skosztować, a tamte marzą o tym, by się najeść...
Pomoc biednym jest miarą naszego człowieczeństwa, a wydaje mi się, że najgłośniej krzyczą ci, którzy do pomocy się nie kwapią, zadowoleni, że mają pełne brzuchy
Jerzy Adamiak 08.12.2010 22:03
@Aleksandra Piotrowska.
Nie omieszkałem odwiedzić stronki, a jakże, no i cóż zobaczyły moje śliczne oczęta?- ano, zobaczyły zwyczajny interes kręcony przez Kościół, kręcony na Czarnym Lądzie - i po cholerę te ckliwe hasełka o pomocy biednym dzieciom?
"A jednak uczestniczę w akcji "Adopcja serca"." - bo masz z tego jakiś zysk, droga pani, pomoc innym jest ew. produktem ubocznym Twojej chęci zysku.
Pozdrawiam. :)
Aleksandra Piotrowska 08.12.2010 18:24
To niesamowite jak osoby potrafią komentować akcję o której nic nie wiedzą. Nie wierzę w kościół, w instytucje, w Boga nie wiem, widząc co się dzieje na świecie czasami zadaję sobie pytanie "gdzie jest Bóg, że patrzy na to wszystko". Nie podążam pędem do nabijania kościelnej sakwy. A jednak uczestniczę w akcji "Adopcja serca". Wiele rodzin do niej przynależnych, nie jest chrześcijanami, nie modlą się do krzyża, mają swoje wierzenia i ideologie, a jednak pomoc jest im zapewniana, po prostu. Może za nim ktoś znowu sięgnie za klawiaturę, wejdzie na stronę zapozna się zasadami pomocy i dopiero zacznie oceniać. Wtedy to będzie miało jakiś sens.
Wiesław Tuszyński 08.12.2010 15:57
Nie mam zamiaru wspierać wojny w Sudanie czy gdzie indziej, niech się wezmą za porządną robotę a nie kapelusz wystawić i liczyć na darmochę a co w naszym kraju jest aż taki dostatek i pomocy tu nie potrzeba?
Jerzy Adamiak 08.12.2010 13:27
Faktycznie, ciekawy wywiad...
"Ale zmiany są konieczne! Byle mądre!" - to ja pytam: dla kogo one takie konieczne?- i sam sobie odpowiadam: ano, konieczne dla pani Małgorzaty Kałun, bo ona niby mądra jest.
Dalej warunek - "Paczki są rozdawane dzieciom, które przyjdą na Bożonarodzeniowe Party..." - to ja pytam: a dlaczego warunkiem dostania paczki jest uczestnictwo w ideologicznym spędzie?- i sam sobie odpowiadam: ano, bo to nie chodzi o Serce dla Afryki, tylko o kasę dla Watykanu.
Kawałek dalej - "Niedługo chcemy ruszyć z projektem w jednej z indyjskich szkół..." - to ja pytam: a po cholerę?- i sam sobie odpowiadam: ano, po to, by za rok czy dwa drzeć mordki na caaały świat, że niewinnych chrześcijan w Indiach mordują.
To ja się pytam ogólnie: a po jaką cholerę tam w ogóle leziecie?
I odpowiadam sam sobie: bo nie możecie się powstrzymać nie urządzając komuś życia wg. waszego, koślawego o nim wyobrażenia, a hipokryzją śmierdzi od was na tysiąc kilometrów.
Teraz puenta: pani Małgorzata Kałun nie jest mądra, tylko ma smykałę do interesów.
Amen.
a 08.12.2010 11:06
50 USd - niby dużo. ale jak się pomyśli że głodna rodzina ma to na miesiąc i w wigilie dziecko nie będzie głodne.. piszą wszyscy żeby pomagać w Polsce bo tu tez dzieci głodują - ale w zasadzie co za różnica? i tu głodne i tam głodne.. choć u nas chociaż jadłodajnie czy bufety świąteczne funkcjonują, wigilie przy kościołach - na upartego nikt głodny nie będzie w święta chyba, że się dumą uniesie. I tak bywa. Tam jednak ani dumy, ani nadziei na darmowe jedzenie w środku buszu nie ma..
Teresa Stachowicz 07.12.2010 18:00
Ciekawy wywiad. Warto wspierać projekty, w których beneficjentami są głodujące dzieci. Pomyślmy o tym w pogoni za kupnem prezentów "pod choinkę" naszym bliskim.
"Kościół naszym domem" - Piekary Śląskie - 27 maja 2012 r.
(odsłon: +545)