Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180043 miejsce

Pączkowanie sensu

Mam wrażenie, że dzięki decyzji Benedykta XVI rzadziej będziemy słyszeć zaklęcia typu: „Człowieku, daj se spokój. W tym kraju i tak nic się nie da zrobić..”.

Sprawa abpa Wielgusa i jej rozstrzygnięcie w myśl zasady „Roma locuta, causa finita” będzie miała wiele konsekwencji. Niektóre obserwujemy już teraz. Przywrócenie słowom ich właściwego sensu spowodowało obnażenie wśród katolików rzeczywistych podziałów. Dziś już wiemy, że lansowane nie tak dawno rozróżnienia typu: „Kościół łagiewnicki” i „Kościół toruński” miały charakter czysto iluzoryczny. Były zaledwie przejawem mniej lub bardziej pobożnych życzeń.

Okazało się, że prawdziwą oś podziału – i to w całym społeczeństwie, nie tylko wśród wiernych - wyznacza stosunek do lustracji. Przy okazji wielu miało możność dowiedzieć się, że istota chrześcijaństwa nie ma nic wspólnego ze świętym spokojem i zatęchłym ciepełkiem kultywowanym w towarzystwach wzajemnej adoracji. W przeciwieństwie do niektórych hierarchów, Benedykt XVI pokazał, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Że głęboka duchowość i wyrafinowany intelekt mogą i powinny być sprawnymi narzędziami sprawowanej władzy. Że sens ojcostwa zawiera się w świadectwie miłości odpowiedzialnej, nie miłości małpiej. Ani tym bardziej w pobłażliwości bez granic. Obecny Papież jak mało kto rozumie, że słowa Chrystusa „Nie przyniosłem pokoju, ale miecz” (Mt. 10,34 ), nie zostały rzucone na wiatr. Założyciel zdawał sobie sprawę, że jego sługom nie raz przyjdzie stawać w obliczu gordyjskich węzłów.

Odbudowa przez głowę Kościoła jego autorytetu zaowocuje w wielu dziedzinach i na wielu poziomach. Zatroskanym o jedność rzekomo zagrożoną ruchami odśrodkowymi (w rodzaju „Wir sind Kirche”) warto uświadomić, że nie ma mocniejszego przejawu siły więzi łączącej Kościół powszechny, niż decyzja papieża wychodząca naprzeciw głosowi wiernych. Wielu „zwykłym” księżom, dla których powołanie to raczej służba, niż zaszczyty i kariera, pozwoli ona odnowić duchową łączność z następcą św.Piotra. Czekające nas wkrótce kolejne odsłony dramatu, pomogą polskiemu Kościołowi odzyskać twarz. Wiarygodność pasterzy ma znaczenie kardynalne. Nie tylko dla młodych, którzy nie tak dawno definiowali się jako „pokolenie JPII”.

W najsilniejszym stopniu papieska decyzja zadziała w planie nadziei. W „Raju Utraconym” John Milton napisał, że historyczny determinizm jest jednym z imion diabła. Tryumf Benedykta XVI nad piekłem przeszłości, wzmocni naszą suwerenność. Także polityczną, ale nade wszystko – duchową. W długiej perspektywie przysporzy nam sił w zmaganiach z dopadającym czasami poczuciem beznadziejności.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 11.01.2007 19:16

AMEN !!!!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zwracam uwagę na kilka istotnych elementów.
Papież nie nakazał zrzeczenia się funkcji abp Wielgusa a przyjął rezygnację. To istotna różnica. Rozwiązanie często stosowane w polityce, metoda białych rękawiczek, ale jakże dalekie od ducha prawdziwego przywództwa.
Dalej kwestia czasu załatwienia tej sprawy. W ostatnim możliwym momencie. Jeśli Benedykt XVI był wcześniej nie poinformowany, nie najlepiej świadczy to o głowie Kościoła. W sobotę w Watykanie ( drogą elektroniczną ! ) lądują jakieś papiery przetłumaczone na język niemiecki. Kto je wysłał? Kto w takim razie wysyłał poprzednie dokumenty, które były "w porządku", skoro cała sprawa znana była od wielu dni? To, że w łonie Kościoła w Polsce toczy się walka to oczywiste. Jednak słowa papieża, że polegał na słowie abp Wielgusa są dowodem, że mechanizmy kontrolne w Kościele nie funkcjonują sprawnie. A może nie mają funkcjonować sprawnie? Może jak bywało po wielokroć kwestia samooczyszczenia się Kościoła to fikcja? Usuwamy tych, których musimy bo sprawy "wypłynęły szerzej", a nie tych, o których wiemy? Dlatego mam inne zdanie o Benedykcie XVI, niż autor artykułu. Najważniejsze jednak, że do ingresu ostatecznie nie doszło. Wyznacznikiem prawdziwych intencji papieża będą następne decyzje ( lub ich brak) wobec innych hierarchów kościelnych w Polsce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Spokojny wyważony tekst, przepełniony nadzieją.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Istota chrześcijaństwa nie ma nic wspólnego ze świętym spokojem"... Fajny tekst, Michale.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tego typu tekst też skutecznie walczy z poczuciem beznadziejności. Szacunek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Michale...
sens zawsze był, tylko chyba wyjątkowo rozleniwiony momentami! Z pewnością stało się coś bardzo ważnego. Możemy przypuszczać, że to początek licznych zmian. Część z nich będzie stopniowa, cykliczna, powolna, część - szybka. Obie wersje - z pewnością przemyślane.

Niewątpliwie też wytworzył się podział: taka linia lustracyjna, która nie może stać się realnym zrodłem podziału w Kościele. I nie będzie nią. Co to znaczy w tym przypadku relany podział - stan długotrwałego załamania jedności. Sądzę, że "lustracyjna linia podziału" jest teraz bardziej nacechowana emocjami, nerwami, a to przeminie. Oby pozostało w problemie to, co najważniejsze - czyli chęć rozwiązania tych spraw, bez których zachowanie względej jedności w Kościele nie jest możliwa.

W ramach przypisu - ślicznie brzmiąca: jedność w Kosciele to oczywiście nie jakis stan idealny. Rzecz jasna błogostanu bez konfliktow nigdy nie bedzie, ale za to obowiazkiem nas wszystkich jest, by starac sie minimalizowac wszelkie formy zamętu (minimalizowac, redukować ALE NIE ukrywać).

Chwilowo tyle ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.