Facebook Google+ Twitter

Palestyńsko-izraelskie wędrówki. Wojna, która nigdy się nie skończy?

Konflikt izraelsko-palestyński zawsze budzi żywe emocje. Tym żywsze im bardziej zagłębimy się w jego genezę, konsekwentnie realizowaną politykę anektowania przez Izrael ziem palestyńskich i rosnącą wzajemną nienawiść obu zwaśnionych stron.

 / Fot. infomatique, licencja CC 2.0Trudno o pozbawiony emocji tekst dotyczący konfliktu bliskowschodniego. Obiektywizm nie wyklucza angażowania się w czyjeś losy i opowiedzenia po stronie sprawiedliwości. Ocena sprawiedliwości zależy zaś od stopnia wrażliwości i uczciwego wglądu w sytuację każdej ze zwaśnionych stron.

Zaangażowanie w poznanie wieloźródłowego spojrzenia na konflikt izraelsko-palestyński pozwala na ocenę i postawienie własnej diagnozy. Chcąc gruntownie zbadać źródło, przebieg i teraźniejsze oblicze konfliktu izraelsko-palestyńskiego nie sposób dotrzeć do każdego źródła i przebrnąć przez wszystkie zawiłe historyczno-polityczne książki na ten temat. Jednak warto spróbować i podjąć się tego wyzwania. Wówczas okaże się, że nawet w jednej z najbardziej chłodnych, pozbawionych oceny publikacji na temat konfliktu – naukowym dziele Jamesa L. Gelivina Konflikt izraelsko-palestyński natrafiamy na fragment, dający obiektywny wgląd w skalę niesprawiedliwości spotykającej Palestyńczyków: „W następstwie powstania państwa Izrael i nakby(1) członkowie społeczności międzynarodowej zbywali albo ignorowali dążenia narodowe Palestyńczyków, lub też cynicznie nimi manipulowali dla osiągnięcia własnych celów. Palestyński ruch narodowy – ten powiernik palestyńskiej tożsamości – pozbawiony właściwie pomocy na arenie międzynarodowej i stojący naprzeciw potężnego przeciwnika pragnącego go zniszczyć, wobec braku operacyjnej postawy działania i dostatecznej ilości środków, z których mógł korzystać, wydawał się skazany na zagładę”(2).

Problem w rozmawianiu i pisaniu o konflikcie izraelskim polega na tym, że krytykujący ten kraj oceniany zostaje zwykle jako antysemita lub ksenofob. A tymczasem jakże znamienne zdają się być słowa pacyfisty Mahatmy Gandhiego – „Nie jestem antyangielski, antybrytyjski, nie jestem anty – wobec żadnego rządu, lecz jestem anty –wobec nieprawdy, wobec humbugu i wobec niesprawiedliwości”(3).

Jednym z krajów, w stosunku do którego unika się krytyki jest Izrael. Unikanie tejże krytyki motywowane jest zwykle względami ekonomiczno-politycznymi i lękiem przed posądzeniem o antysemityzm. Krytyka rządów danego kraju oznacza po prostu krytykę rządów danego kraju. Krytyka działań i decyzji politycznych władz danego kraju oznacza jedynie krytykę jego działań i polityki. Nie chodzi o to, by krytykować cały naród i jego mieszkańców. Norman G. Finkelstein, słynny intelektualista amerykański żydowskiego pochodzenia, twierdzi, że najważniejsze, aby nigdy nie tracić sprzed oczu praw człowieka, ludzkiej godności i równości między ludźmi. W swojej książce Gaza – o jedną masakrę za daleko podkreśla, że zwycięstwo narodu żydowskiego nie może odbywać się czyimkolwiek kosztem, „chodzi o zwycięstwo bez podboju”. I dodaje: „W ostatnich latach coraz trudniej jest bronić postępowania Izraela (..), a inwazja na Gazę oznaczała stoczenie się Izraela na dno barbarzyństwa”(4).

Od czasu powstania państwa Izrael zbyt wiele niesprawiedliwości spotkało już Palestyńczyków. Bez międzynarodowej krytyki polityki Izraela, powstrzymania rozrastania się nielegalnych izraelskich osiedli na palestyńskich Terytoriach Okupowanych, kraj ten zniknie na zawsze z powierzchni ziemi, a Palestyńczycy stale już zmuszeni będą żyć na uchodźstwie, wygnani z własnego kraju i bez możliwości powrotu do domu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

@ Jan Lubicz - Pańska ocena mojego tekstu jako "zwierzęco antysemickiego" jest niesprawiedliwa i krzywdząca. Pana wypowiedź zaś jest smutnym przykładem rażącej islamofobii.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Obserwator
  • Obserwator
  • 05.08.2012 23:22

@Tadeusz Paluch Idąc tym tropem żądania niemieckiego (exterytorialnego) korytarza były słuszne... A może dążenie do uzyskania na wschodzie stref buforowych też były dalekowzroczną polityką. Tylko, że skończyło się to rzezią a obopólna niechęć Litwinów, Ukraińców i Polskich Panów trwa do dzisiejszego dnia

Komentarz został ukrytyrozwiń

Takich bzdur już dawno nie czytałem, Żadnych faktów tylko zwierzęcy antysemityzm i pełne nie zrozumienie, faktu, że problemem Świata, a nie tylko Bliskiego Wschodu jest islam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Izraelska aneksja przygranicznych terytoriów ma swój strategiczny sens. To powiększanie strefy buforowej na wypadek konfliktu. Im dalej granica państwa znajduje się od silosów z głowicami jądrowymi na pustyni Negef... tym bezpieczniej czuje się Izrael. To normalne.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Zuzia
  • Zuzia
  • 03.08.2012 12:29

Podczas pobytu w Izraelu Mitt Romney stwierdził, że przeniesie ambasadę USA do okupowanej przez Izrael części Jerozolimy,a nadto - w ciemno - będzie popierał wszystko, czego od kogokolwiek zażąda Izrael. Poza tym Iran zostanie niebawem przeorany amerykańskimi bombami lądowo-głębinowymi najnowszej generacji. O mamciu ! Następny kandydat do pokojowej nagrody Nobla (za napaść prewencyjną w imię pokoju). Do tego niekumaty. Nie kuma, że polityka Izraela jest wykuwana nie w tel-Avivie, a polityka amerykańska nie w Waszyngtonie. Obie są wykuwane w Nowym Yorku przez przedstawicieli pewnej mniejszości narodowej (o ile w ogóle w USA istnieje pojęcie mniejszość narodowa).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.