Zakończyło się zorganizowane przez Janusza Palikota, lubelskiego lidera Platformy Obywatelskiej, czytanie pracy doktorskiej prezydenta Lecha Kaczyńskiego obronionej w 1979r. Jak twierdzi lubelski poseł, pracy podręcznikowo wręcz marksistowskiej.
Ceremonialne czytanie zorganizowano nie tak, jak to pierwotnie zaplanowano, czyli w Muzeum socrealizmu, ale w parku przy pałacu Zamoyskich w Kozłówce.
Palikot zadbał o detale - pracę czytało trzech aktorów, m.in. Witold Mazurkiewicz przebranych za "klasyków" - Marksa, Engelsa i Lenina, nie zabrakło też czerwonych chusteczek i młodych aktywistów z czerwonymi flagami.
- Vivat towarzysz Lech Kaczyński! - zaryczał Palikot na rozpoczęcie czytania.- Pierwszy Sekretarz PiS, niech żyje!
Happening obserwował naprawdę spory tłum ciekawskich - trudno powiedzieć, czy przybyli specjalnie, by posłuchać fragmentów doktoratu Lecha Kaczyńskiego - w majowy weekend Kozłówka to w końcu jedno z najbardziej popularnych miejsc spędzania wolnego czasu.
- Udało nam się zdobyć skrzętnie ukrywaną pracę doktorską prezydenta Kaczyńskiego - stwierdza Janusz Palikot.
Jak podkreślił lubelski lider PO, po lekturze pracy jasne stają się powody jej ukrywania - choćby z przyczyny wielkiej liczby cytatów z Marksa i Lenina.
- Lech Kaczyński wcale nie cytował, bo musiał, bo taki był warunek obrony pracy doktorskiej - stwierdza Palikot. - W 1979 r. można było obronić doktorat bez powoływania się na tych "klasyków".
Zdaniem Palikota, Kaczyński nie cytował też, bo "chciał się podlizać". Po prostu był marksistą, a dowodem na to, jak utrzymywał, jest przyjęcie charakterystycznych sformułowań, czy języka.
JS