Politycy Ruchu Palikota opowiedzieli się w poniedziałek za likwidacją Instytutu Pamięci Narodowej. Podczas konferencji prasowej poseł-elekt ugrupowania Roman Kotliński ponownie zapewnił, że nie współpracował z SB.
Kotliński nie wykluczył także wystąpienia z wnioskiem o autolustrację, choć - jak zastrzegł - decyzji w tej sprawie jeszcze nie podjął.
Według sobotniej "Rzeczpospolitej" Kotliński, jako kleryk Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku, miał zostać pozyskany jako TW "Janusz" i w 1989 r. podpisać zobowiązanie do współpracy z SB. Kotliński w swoim oświadczeniu lustracyjnym twierdzi, że nie współpracował z SB.
Kotliński już w sobotę zaprzeczył, jakoby miał współpracować z SB i być tajnym współpracownikiem. Ponownie odniósł się do tej sprawy na poniedziałkowej konferencji Ruchu w Warszawie.
"Jestem ofiarą jednej z największych polskich patologii" - oświadczył. Jako "jedną z patologii" Kotliński określił "to, co robi IPN i to, co zrobiła +Rzeczpospolita+ - czyli grzebanie w tym Instytucie, wyciąganie trupów z szafy".
"W 1989 roku, ja wcześniej myślałem, że to było rok wcześniej, w 1989 roku spotkałem się z panem milicjantem, którzy wymusił na mnie rozmowę" - relacjonował Kotliński. Powtórzył, że trwała ona 15 minut, a on sam zorientował się, że to jest funkcjonariusz SB.
"Poprosił mnie, bym pokwitował odbycie rozmowy, bo nie ma po prostu możliwości w innymi przypadku odzyskać kosztów przejazdu i moje miękkie serce poskutkowało tym, że złożyłem ten podpis. Na tym moja współpraca, cała agentura moja się zakończyła" - przekonywał.
Podkreślił, że nigdy nie odbył żadnego innego spotkania i nie podpisywał żadnych dokumentów. "A w tej chwili jestem po prostu zrównany niemalże, nie wiem, z tymi, którzy donosili na ks. Popiełuszkę czy na Grzegorza Przemyka, w świadomości społecznej przynajmniej tak to wygląda" - powiedział.
Kotliński mówił, że "najgorsze jest to, że trudno jest się bronić przed takimi pomówieniami". "Bo (...) funkcjonariusze, którzy przeprowadzali takie rozmowy nie mogą w tej chwili powiedzieć, że fabrykowali jakieś dowody, że tych spotkań było więcej. Nie mogą, bo narażają się na prawo karne" - powiedział.