Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

41379 miejsce

"Pamiętamy 44" - koncert w Muzeum Powstania Warszawskiego

Po udanym zeszłorocznym koncercie upamiętniającym wydarzenia z 1 sierpnia 1944 r. z udziałem m.in. Lao Che i O.S.T.R., na tegoroczny koncert Muzeum Powstania Warszawskiego zaprosiło zespoły: Habakuk, Maleo Reggae Rockes i T.Love. Impreza odbywała się w Parku Wolności obok muzeum powstania.

Podczas piosenki "Tylko miłość" przy wersie "Rzuć mi koło, proszę, natychmiast" publiczność spełniła "prośbę" Muńka. / Fot. Fot. Gośka HermanNie było żadnego alkoholu, jedyne czym mogli się przybyli poczęstować to pączki. Na mnie zrobiło to pozytywne wrażenie. Było mnóstwo młodzieży, dorosłych i emerytów. Imprezę prowadził wokalista Maleo Reggae Rockers Dariusz Malejonek bardziej znany jako Maleo. Opowiadał o powstaniu. Moim zdaniem mówił zbyt rozwlekle, mało osób było skupionych na jego słowach, wszyscy z niecierpliwością czekali na pierwszy zespół.Impreza zaczęła się od koncertu Habakuka. Na zdjęciu Turbiarz, "Jackson" Wolski, Niedźwiecki. / Fot. fot. Gośka Herman

Na scenie pojawił się Habakuk. Wojtek Turbiarz krótko skomentował Powstanie Warszawskie i pochwalił inwestycję jaką jest Muzeum Powstania. Grali głównie utwory ze swojej nowej płyty "4 life", ale nie brakowało także "Rasta Trans" o który dopominała się publiczność. Habakuk grał też utwory Jacka Kaczmarskiego w nowej aranżacji reggae, które wcześniej znalazły się na płycie "A Ty Siej". Osobiście jednak wykonanie "Murów" nie przekonało mnie (możliwe, że było to spowodowane przyzwyczajeniem do wersji Kaczmarskiego). Zabrakło mi wyniosłości refrenu znanego z oryginału. Wokalista Habakuka nawiązał także do aktualnych wydarzeń politycznych i zachęcił młodzież do głosowania w razie wyborów.

Malejonek i jego Maleo Reggae Rockers. / Fot. Fot. Gośka HermanPotem grał zespół Maleo Reggae Rockers. Wokalista zaczął opowiadać historię wujka, który był w powstaniu, a także przekonywać - szczególnie młodzież - że każdy z nas powinien być przygotowany na sytuację w której będzie musiał bronić kraju. Zespół nie porwał mnie za bardzo, mimo że zagrali bardzo przyzwoicie. W jednym z utworów towarzyszył im Janek Pęczak - gitarzysta T.Love i The Relievers. Mimo wszystko odniosłam wrażenie, że Malejonek nieco za dużo napominał o sprawach religijnych. W pewnym momencie odczuwałam przesyt. Nie dość, że same piosenki często poruszały sferę sacrum, to jeszcze przekonywanie publiczności do radosnych okrzyków na cześć Pana Jezusa zaczęła być nieco niezręczna. Także pomylenie określenia "Godzina W" z "Godziną Zero" było nieco nie na miejscu.T.Love zaszczepił publiczności największą dawkę energii. Na zdjęciu  Nazim i Muniek. / Fot. Fot. Gośka Herman

Po koncercie Maleo przyszedł czas na gwiazdę wieczoru czyli T.Love. Zespół rozpoczął występ około godziny 23. Okropna pogoda przez cały koncert nie przegoniła nikogo. Tłum entuzjastycznie powitał kapelę. Odniosłam wrażenie, że właśnie T.Love zaszczepił publiczności największą dawkę energii. Zmęczony kilkugodzinnym koncertem całkiem odżył. Utwory takie jak "IV LO", "To wychowanie", "Jazz nad Wisłą" czy "Ajrisz" właściwie odśpiewywali zgromadzeni ludzie. W ramach nawiązania do wydarzeń związanych z Powstaniem Warszawskim, Muniek i spółka postanowili nie coverować żadnej z pieśni powstańczych. W zamian zagrali numer o kobiecie, która była działaczką powstania - "Pani z dołu". Zespół oczywiście bisował i pożegnał zgromadzonych na terenie Parku Wolności utworami "Warszawa" (który jak podkreślił Muniek w tym miejscu był wyjątkowo ważny), "Potrzebuje wczoraj" i "King". Dawno nie wyszalałam się tak jak na występie T.Love.

***

Koncert udany, ale mam zastrzeżenia do służb porządkowych. Odniosłam wrażenie jakby pracownicy ochrony nienawidzili publiczności. Na koncertach są tzw. "loty" podczas których jedna z osób niesiona jest nad głowami pozostałych uczestników imprezy. Na każdym występie na jakim byłam, kiedy zaistniała taka sytuacja i osoba "dolatywała" do barierek była przechwytywana, by bezpiecznie stanąć na nogach. Osoby, które zdecydowały się na "lot" podczas wczorajszego koncertu spadały bez żadnej asekuracji na ziemię. Mało tego były karcone i wyrzucane spod sceny.
Dostawianie kolejnych barierek uważałam za zbędne. Stałam pod sceną i nie czułam wielkiego nacisku ze strony publiczności. Służby porządkowe uznały, że bawiące się towarzystwo jest zbyt agresywne. Moim zdaniem było spokojnie. Poza tym ochroniarze stawali przed osobami niskimi zasłaniając tym samym koncert. Jakby nie rozumieli przesłania występów...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

+ za ciekawie napisany tekst :)

Szkoda, że panowie z ochrony za bardzo wczuli się w swoja rolę i zapomnieli o okazji z jakiej odbył się koncert.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.