Pozycja materiału w rankingach:
Pamiętacie Chicago? A Moulin Rouge? No to teraz film, który ma w sobie coś z obu tych obrazów, ale musicalem z pewnością nie jest. "Pani Henderson" to świetny, lekki, zabawny film Stephena Frearsa, twórcy obecnej na naszych ekranach "Królowej" i kultowych już "Niebezpiecznych związków".
Londyn, lata 30. Laura Henderson (rewelacyjna Judi Dench), wpływowa dama z elit, która właśnie pochowała męża, wkrótce po pogrzebie uświadamia sobie, że nie zamierza spędzić reszty życia grając w brydża. Ma w sobie zbyt dużo energii i zbyt mało cierpliwości, aby siedzieć jak stateczna wdowa i wyszywać serwetki. Postanawia kupić nieczynny teatr. Zatrudnia zręcznego dyrektora (w tej roli znakomity Bob Hoskins) i w londyńskim Soho zaczyna działać wodewil, wywracając do góry nogami nocne życie miasta. Teatr pani Henderson balansuje na granicy brytyjskiego prawa, kpiąc z angielskiego konserwatyzmu i pokazując na scenie roznegliżowane dziewczęta. Wybucha wojna, zaczynają się niemieckie naloty i bombardowania Londynu. Mimo to, Windmill, jako jedyny z londyńskich teatrów, nie zostaje zamknięty i wciąż przyciąga publiczność.
Historia opowiedziana w filmie jest oparta na faktach. W 1931 r. Laura Henderson kupiła nieczynne kino przy ulicy Windmill. Przerobiła je na teatr. Zatrudniła impresario Viviana van Damma, który rozpoczął wystawiać w teatrze rewię, non-stop, od południa do nocy, sześć dni w tygodniu. Windmill stał się bardzo popularny. Zaczęły go naśladować inne teatry. Więc van Damm poszedł krok naprzód. Wpadł na pomysł, aby na scenie pokazać nagie dziewczęta… Prawdą jest, że w Paryżu od 1912 roku działał Folies-Bergere, a w 1926 r. Josephin Baker tańczyła ubrana jedynie w spódniczkę z pluszowych bananów, jednak w ówczesnych czasach nagość w londyńskim teatrze szokowała.
Relacje między van Dammem a właścicielką były dość burzliwe – niejednokrotnie impresario wyrzucał wścibską damę z jej własnego teatru, a ona próbowała się doń wślizgnąć np. w przebraniu białego niedźwiedzia czy mandaryna. Z drugiej strony darzyli się ogromnym szacunkiem i przyjaźnią. Po śmierci Laury Henderson w 1944 r. van Damm odziedziczył budynek i nadal wystawiał przedstawienia.
W teatrze Windmill rozpoczęli swoje kariery tacy wybitni aktorzy jak Peter Sellers czy Harry Secombe. Na przedstawienia przychodziła brytyjska śmietanka towarzyska, łącznie z księżniczką Heleną Wiktorią, córką królowej Wiktorii.
Historia Laury Henderson to opowieść o odważnej kobiecie, która sposobem bycia wyprzedzała swą epokę, nierzadko szokując i wzbudzając sensację.
W filmie Frearsa zachwyca popisowa gra duetu – Judi Dench i Boba Hoskinsa, którzy strzelają do siebie świetnie napisanymi dialogami. Dench wydaje się wręcz stworzona do roli ekstrawaganckiej damy z angielskiej elity, a Hoskins znakomicie wcielił się w rolę stanowczego, ale niepozbawionego poczucia humoru impresario. Razem tworzą parę, którą z przyjemnością ogląda się na ekranie. Całości dopełnia świetnie dopasowana do ówczesnych klimatów muzyka, stylowe kostiumy i dopracowana scenografia.
Kompletnie nie pasowała mi tylko ostatnia scena, ale żeby nie psuć przyjemności oglądania, nic więcej nie zdradzę…
premiera 16 marca
Zobacz zwiastun
Zobacz także:
Artykuły
(59)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.17)
Wiek: 62 | Miejscowość: Kraków | Kraj: Polska
O mnie: redaktor - SIW Znak
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Paulina Plizga 15.03.2007 12:53
:) Super!en film to jest cacuszko!Mnie się bardzo podobał! ;-)