Facebook Google+ Twitter

Pani Szumilas troska o sześciolatki

Sekretarz Stanu MEN, pani Krystyna Szumilas, wystąpiła z wnioskiem o uregulowanie sytuacji sześciolatków w przedszkolach i oddziałach przedszkolnych, będących integralną częścią szkół, w których się znajdują.

Z powodu rzekomej troski o dobro dzieci, które w przedszkolach przygotowują się do rozpoczęcia nauki w szkole, pani Szumilas wysnuła, na podstawie licznych przepisów prawnych, wniosek, iż odziały przedszkolne pracujące w szkołach działają na szkodę swych podopiecznych zachowując przerwy w okresie ferii letnich i zimowych. Jak wiemy, przedszkola zamykane są jedynie na wniosek dyrektora i rady przedszkola i są to okresy o wiele krótsze, niż zimowe ferie i wakacje.

Niestety, opierając się jedynie na przepisach i ustawach, pani Sekretarz Stanu, zapomniała o czymś bardzo ważnym, a mianowicie: praktyce. Nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek osobiście znalazła się w oddziale przedszkolnym funkcjonującym w szkole. Jej słowa o tym, iż odziały te nie są częścią szkoły, w której działają, przekonują mnie raczej, że nie. Bo jak wytłumaczyć jej niewiedzę w sprawie higieny pracy nauczycieli pracujących w takich oddziałach?

Gdzie są przepisy BHP, kiedy nauczyciel nie ma prawa podczas swojego 6-godzinnego dnia pracy wyjść do toalety, gdyż w przeciwieństwie do normalnego przedszkola, nie ma on do dyspozycji osoby do pomocy? Gdzie są przepisy BHP, kiedy odpowiada on nie tylko za przeprowadzenie podstawy programowej, ale także, sam jeden (!), za opiekę nad grupą maluchów?

Wedle pani Szumilas, dzieci w oddziałach przedszkolnych nie są w stanie zapoznać się z całym programem nauki, ponieważ ich rok szkolny trwa krócej, niż dzieci uczęszczających do tradycyjnego przedszkola. A co z faktem, iż przedszkola te podczas ferii i wakacji spełniają, w zasadzie, jedynie funkcję opiekuńczą, gdyż nauczyciele program nauki kończą już w czerwcu?
Ilość podopiecznych w trakcie ferii w przedszkolach drastycznie maleje - to fakt nam wszystkim dobrze znany.

Co z faktem, iż dzieci w oddziałach przedszkolnych spędzają tam dziennie 5 godzin zegarowych, co w przeliczeniu na godziny lekcyjne, daje przerażający rezultat niemalże 7 jednostek lekcyjnych, czyli więcej niż przewidziane jest dla klas 4, czy 5?

Co jeśli dodamy do tego fakt, iż pozbawione one są ogrodu co jest również problemem dla
nauczycieli, którzy by wyjść z dziećmi na dwór prosić muszą o pomoc rodziców, gdyż sami nie są w stanie całej grupie zapewnić opieki?

Czy nie powinniśmy, zamiast, wymagać tego samego od przedszkoli i oddziałów przedszkolnych, zastanowić się nad sensem istnienia tej drugiej jednostki na dotychczasowych warunkach?

Czy może pani Szumilas wcale nie chodzi o dobro naszych pociech, a raczej o... pieniądze? O wypłaty dla nauczycieli oddziałów przedszkolnych, które podczas ferii są wypłacane jak podczas normalnego roku szkolnego? O te żenujące, nieodpowiadające nakładowi ich pracy kilkaset złoty, które pomnożone przez ilość tych nauczycieli daje lukratywne kilkaset tysięcy?

Pani Szumilas jest być może uzdolnioną matematyczką, fizyczką i chemiczką, ale o pracy nauczycieli przedszkolnych pojęcie ma raczej blade.
Pani Szumilas, nie tędy droga...

Źródła: Oficjalna Strona K. Szumilas szumilas.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Brawa za podjęcie tematu! Oddziały przedszkolne w szkołach od początku są złym pomysłem. Żadna szkoła nie jest w stanie zapewnić małym dzieciom bezpieczeństwa, spokoju i opieki, jakie zapewniają normalne przedszkola. W przedszkolach jest także cała infrastruktura dostosowana do rozwoju i wzrostu dziecka - bezpieczne małe toalety i umywalki, pomocnice nauczycielek, które pomagają jeść i się ubrać oraz towarzyszą dzieciom w spacerach, przestrzeń do zabawy. Nie ma szalejących po korytarzach starszych dzieci i nie ma przerywających ciszę głośnych terkoczących dzwonków. Nie ma przedczesnej i wymuszonej szkolnej dyscypliny. Normalne przedszkola to jedyne właściwie miejsca i dla maluszków, i dla zerówkowiczów. Ktoś, kto podjął oficjalną decyzję o wprowadzeniu oddziałów przedszkolnych w szkołach albo nie ma dzieci, albo wyobraźni, albo jednego i drugiego... Zamiast mysleć o pensjach nauczycieli w czasie ferii może warto przemyśleć ten niefortunny pomysł i zainwestować pieniądze podatników w rozwój normalnych przyjaznych dzieciom przedszkoli w całym kraju? To byłaby chyba najlepsza inwestycja w przyszłość narodu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że zdanie wprowadzające "Z powodu RZEKOMEJ troski o dobro dzieci, które w przedszkolach przygotowują się do..."jasno wskazuje, że artykuł pani Szumilas przychylny nie jest i ironię autorki co do zdania poprzedniego oraz wniosków pani Sekretarz Stanu, wymownie podkreśla.

Krytykę przyjmuję, aczkolwiek osobiście nie uważam, by artykuł był niezrozumiały.
Wystarczy uważnie się wczytać.
Ale każdy ma prawo do własnego zdania.
Pozdrawiam, Ola

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.07.2009 18:47

Artykuł musi być tak napisany, żeby każda osoba czytająca, także nie znająca problemu, mogła zorientować się w temacie bez szukania źródeł i zastanawiania się, co właściwie autor chciał powiedzieć.
Tu zajawka jest chyba pozytywna? "Sekretarz Stanu MEN, pani Krystyna Szumilas, wystąpiła z wnioskiem o uregulowanie sytuacji sześciolatków w przedszkolach i oddziałach przedszkolnych, będących integralną częścią szkół, w których się znajdują."
- O, coś się poprawi! - pomyślą zapewne nie do końca zadowoleni rodzice.
Dalej jest, że na podstawie przepisów L. Szumielska wysnuła wnioski - co też wydaje się raczej poprawne. (Ale później okazuje się, że raczej nie.) W pierwszym akapicie jest ponadto, o oddziałach przedszkolnych i przedszkolach i tych przerwach - wszystko razem, obarczone tzw. błędem znawstwa: skoro ja wiem, to wszyscy wiedzą. A w rzeczywistości, "wszyscy" albo machną ręką i przestają czytać, albo czytają dwa, trzy razy, próbując zrozumieć, albo nie zrozumieją i nie próbują zrozumieć, i są tacy sami oświeceni po lekturze, jak przed lekturą :)

Co do tego, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie maluchów (w każdym razie wiele z nich), to wiadomo - przede wszystkim dzięki protestom rodziców. Moją córka też własnoręcznie drukowała i rozwieszała plakaty. Amelka pójdzie do "starszaków" w przedszkolu :) A nawiasem mówiąc, przedszkole w naszej wsi jest zamknięte przez całe wakacje :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja, niestety, rozumiem - link
Dalej szukamy oszczędności?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Elu, "zerówki" na terenie szkół podstawowych są oddziałami przedszkolnymi, ale najczęściej pod względem lokalowym nie różnią się od zwykłej klasy szkolnej. Sześciolatki, które powinny tylko część czasu spędzać na nauce, nie mają tu warunków do zabawy, zjedzenia posiłku, przebywania na świeżym powietrzu. Nauczycielka w odróżnieniu od przedszkola jest z dziećmi sama i, jak pisze Ola, nie powinna ich spuszczać ani na chwilę z oka.
Tak naprawdę to zło konieczne - tworzy się je ze względu na to, że brakuje miejsc w przedszkolach (albo tych przedszkoli nie ma - w wielu wsiach), a dzieci gdzieś muszą program "zerówki" realizować. "Zerówka" przyszkolna nie jest w stanie tak jak przedszkole pełnić funkcji opiekuńczej i dopóki to się nie zmieni, nie ma sensu, żeby działała podczas ferii czy wakacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Elżbieta Szczesiul-Cieślak Dzisiaj 14:45

"ja niestety nie rozumiem tego artykułu :( "

? mogę spytać, czego konkretnie?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.07.2009 14:45

ja niestety nie rozumiem tego artykułu :(

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.07.2009 14:26

I właśnie dlatego polscy nauczyciele powinni juz od dawna wyjść na ulice. Inaczej nic się nigdy nie zmieni.

Na zdrowy rozsądek lub po prostu czyste sumienie pani Szumilas raczej nie ma co liczyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.