Pozycja materiału w rankingach:
Dziewięć nagród w najważniejszych kategoriach: film, reżyser, scenariusz, aktorka, debiut... Jakby nie patrzeć - jeden z najbardziej utytułowanych filmów w historii. Połóżcie więc dzieci spać, zgaście światła i... miejcie oczy szeroko zamknięte – za chwilę rozpocznie się show!
Witajcie w Las Vegas, mieście grzechu. Seks, pieniądze, narkotyki i magia nocnego życia przyciąga tu co roku blisko 40 milionów spragnionych wrażeń turystów. Można wygrać i stracić wszystko zaledwie w przeciągu kilku sekund. Takie wyzwanie staje przez bohaterką „Showgirls", Nomi (debiutująca Elizabeth Berkley), małomiasteczkową dziewczyną, która prócz wielkich ambicji i pięknych oczu, niewiele może zaoferować. Pobyt w Las Vegas ma być swoistym katharsis, pozwalającym zapomnieć o przeszłości i umożliwiającym drogę na szczyt. Karierę zaczyna jako striptizerka, ale szybko łapie reguły gry i wskakując do łóżka odpowiedniej osobie, trafia do najbardziej znanego klubu w mieście. Sutki na wierzchu, połyskujące ciała, rozchylone usta, ocieranie się o każdego w zasięgu krocza – marzenia się spełniają.
Właśnie ze względu na wszechobecną nagość, narkotyki, scenę gwałtu i wulgarny język film oznaczono jako NC-17 (film zakazany dla osób poniżej 17. roku życia, w Polsce poniżej 16.). Do tej samej kategorii zakwalifikowano takie obrazy jak „Zwiąż mnie”, "Ostatnie tango w Paryżu” czy „Ostrożnie, pożądanie”. Z uwagi na nieobyczajność został on zabroniony w Iranie, Irlandii i Malezji.
Patrząc z perspektywy czasu, warto było nakręcić te „obrazoburcze” sceny. W pamięci zostaje intymny spektakl jaki wykonuje Nomi przed podnieconą parą, podczas gdy w tle leci piosenka ze znamiennymi słowami: „She's gotta work it for the pleasure of the people”. Cała trójka balansuje na granicy szaleństwa, co więcej, nawet nam jest trudno usiedzieć w miejscu. Kolejne przeżycie to rewia tancerek, nieustannie lawirujących między chwałą a upadkiem. Zawiść i zazdrość zwyciężają - gdy jedna z dziewcząt wypada z gry, druga wznosi się w blasku. Na uwagę zasługuje też homoerotyczny wątek Nomi i jej rywalki, Cristal (Gina Gershon). Kobiety subtelnie ze sobą flirtują, ale pożądanie oddają jedynie w tańcu, co stanowi idealną przeciwwagę dla brutalnej miłości w wersji damsko-męskiej. Ale co z tego, skoro między wspomnianymi przeze mnie scenami jest całe mnóstwo kiczowatych wstawek, jak występy primadonny ze skaczącym biustem czy wodny seks, podczas którego - jak to ktoś zgrabnie ujął - Nomi „rzuca się po basenie jak foka z epilepsją”. Idąc dalej tym wątkiem, dramat jaki przeżywa początkująca tancerka przywołuje problem „gwałtu na prostytutce”. Grono osób oburzało się, za Andrzejem Lepperem, jak można zgwałcić prostytutkę, skoro to jej zawód. Stąd chyba wynika negatywny odbiór zachowania Nomi, która świadomie wybierając karierę showgirl burzy się na nieprzyzwoite uwagi i propozycje mężczyzn. „Sama tego chciała” – ciśnie się na usta. Dziewczyna paraduje nago po lokalu, tańczy na rurze, zaspakaja potrzeby szefa, przyjmuje pieniądze od klientów, ale na słowo „prostytutka” wpada w dziką furię. A to wszystko po to, żeby następnego dnia... znów wejść na scenę. Sprowadza się to do tego, że fabuła nie ma żadnego wpływu na zachowanie Nomi. To jednak nie koniec grzechów obrazu Paula Verhoevena. Zobacz także:
Artykuły
(25)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.93)
Wiek: 24 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Anna Winczakiewicz 14.03.2009 09:48
Jasne, to nie jest wybitny dramat, ale nie taki w zamierzeniu był. Jeśli ktoś ma ochotę na erotyczne show to będzie zaspokojony - widocznie dużo osób właśnie tego chciało, i stąd miano kultowego. No i prędzej to bym poleciła, niż Kochaj i tańcz ;)
Przemysław Trubalski 13.03.2009 10:23
Jak można było tak długo trzymać fanów filmu w niepewności odnośnie dystrybucji filmu na DVD. Przecież tego klasyka nie może zabraknąć w domowej filmotece ;)