Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

184102 miejsce

Państwo w kuchennym fartuszku

Nie chcę aby, udając dobroczyńcę, za moje pieniądze państwo nosiło na co dzień kuchenny fartuszek. Zarówno prezydent Lech Kaczyński i premier Jarosław Kaczyński wyglądaliby w nich idiotycznie.

fot. MWMEDIA W moim dzieciństwie, w latach pięćdziesiątych zeszłego wieku, ogromnym powodzeniem cieszyły się filmy, w których próbowano przekonać dosyć tradycyjne społeczeństwo, że praca w kuchni i opieka nad dziećmi nie jest przeznaczeniem nowoczesnej kobiety. Czekały na nią, w tamtych rewolucyjnych czasach, zupełnie inne możliwości: praca górnika na przodku, ekstatyczne podskakiwanie na siodełku traktora, praca na trzy zmiany w fabrykach włókienniczych przy huku krosen przekraczającym wszelkie dopuszczalne normy oraz milicjantki, kierującej ruchem na skrzyżowaniu.

Chcemy płacić za pracę w domu


By kobiety mogły się stać czynną zawodową grupą, socjalistyczne państwo musiało wziąć na siebie opiekę nad ich nieszczęsnymi dziećmi. Budzono je trzeciej lub czwartej nad ranem, aby przed pracą dostarczyć do żłobka. A przypominam, że nie było wtedy prawie w ogóle prywatnych samochodów i niemowlęta już od początku życia dowiadywały się, na czym polega komfort komunikacji miejskiej. Starsze dzieci, a ściślej te, które zdołały przeżyć, były dowożone do przedszkoli, w których spędzały kilkanaście godzin ucząc się „Międzynarodówki”, hymnu Związku Radzieckiego, życiorysu Marksa, Engelsa, Lenina, Stalina, Bieruta, Gomułki i Gierka. Generał Jaruzelski był już człowiekiem światłym i wolał, by dzieci uczyły się języka angielskiego.

Trudno się, zatem dziwić, że trauma dzieciństwa i wspomnienia przekazywane w rodzinnej tradycji z pewnością wpłynęły na odpowiedzi badanych w sondażu przeprowadzonym w zeszłym tygodniu dla „Dziennik. Polska. Świat. Europa” (jego wyniki były publikowane w proc. numerze 100/2006 z dnia 16. 08. 2006) przez TNS OBOP. Wielki tytuł na pierwszej stronie dramatycznie obwieszczał: „Płaćmy paniom domu”. Jego nagłówek był jeszcze bardziej wymowny: ”82 proc. Polaków chce, aby państwo dawało pensje kobietom za pracę w domu.”

Wiarygodne badania?


Wracam do tych badań, gdyż nieustająca polityczna wrzawa dotycząca lustracji, zdrady ministrów spraw zagranicznych oraz żądań LPR, by cofnąć prywatyzację, unieważniła niezmiernie ważną społecznie dyskusję, która nieśmiało się wykluwała. I jednocześnie nie pozwoliła wykazać, jak bałamutne czasami są takie badania.
Przepraszam za obcesowość, ale zadawanie ludziom pytania: „Czy państwo powinno wypłacać pensje kobietom, które rezygnują z pracy zawodowej po to, aby wychowywać dzieci i zajmować się domem?” jest równe w swojej perswazyjnej sile pytaniu skierowanemu do mężczyzny z Ameryki Łacińskiej wychowanemu w kulturze „machismo”, czy woli mieć dwa jądra, czy żadnego?

W metodologii wywiadu kwestionariuszowego istnieje tzw. kategoria pytań sugerujących. Pytanie sformułowane przez TNS OBOP, a szczególnie jego fragment: „kobietom, które rezygnują z pracy zawodowej” bije wszelkie rekordy sugestii. Jaki wrażliwy i w miarę intelektualnie przytomny respondent nie doceni poświęcenia ambitnych kobiet, które rezygnują z osobistego rozwoju, by zająć się bezbronnym, ciągle głodnym maleństwem wyciągającym ku matce chudziutkie rączki?

14 procent zdroworozsądkowych


Jestem zmuszony do odwołania się do poetyki „W piwnicznej izbie” Marii Konopnickiej, by pokazać psychologiczny i socjologiczny bezsens takiego pytania. Trudno zatem się dziwić, że aż 82 % badanych odpowiedziało „tak”. Ale nie oni mnie interesują. Chylę z podziwem głowę przed tymi, którzy nie ugięli się emocjonalnej presji i wybrali odpowiedź „nie”. Niestety było ich tylko 14 procent. I na tyle, brutalnie mówiąc, oceniam wielkość zbioru ludzi, którzy zachowali jeszcze zdrowy społeczny rozsądek.

Omawiane badania wykazały, niestety, zatrważający brak podstawowej ekonomicznej wiedzy większości polskiego społeczeństwa. Państwo, by komuś dawać, musi znaleźć jakieś stałe źródła finansowania takich utopijnych fanaberii. Z doświadczenia wiem, że zawsze są nimi kieszenie podatników. A ściślej tych, którzy jeszcze chcą deklarować zawodową aktywność.

Moim zdaniem, rodzina należy do tej części świata, który nazywany jest w socjologii obszarem prywatnym. Wszelkie decyzje w nim podejmowane mieszczą się w ramach osobistej odpowiedzialności za nią i za siebie. Może to zabrzmi megalomańsko, ale nie chcę, by państwo zastępowało mnie w moich egzystencjalnych powinnościach. Cały czas modlę się bowiem, by mi nie przeszkadzało. A robi to konsekwentnie zwiększając obciążenia podatkowe.
I nie chcę także, aby, udając dobroczyńcę, za moje pieniądze, nosiło na co dzień kuchenny fartuszek. Zarówno prezydent Lech Kaczyński i premier Jarosław Kaczyński wyglądaliby w nich idiotycznie. Wspaniałomyślnie pominę wariant z kucharskim czepkiem na głowie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Już wiem dlaczego tak często oblewałem egzamin sprawdzający umiejętność młodych socjologów do tworzenia pytań ankietowych - po to, by nie popełnić tak dziecinnego błędu, jaki przytrafił się opiniotwórczemu dziennikowi.

Co do samego pomysłu "kuchennego fartuszka", to współczuję tym, którzy mają na głowie utrzymanie domu i rodziny. Już dziś wiadomo, że projekt taniego państwa to farsa, a od nowego roku z portfela przeciętnego Polaka ubędzie kilkadziesiąt złotych w związku z podwyżkami w wielu sferach. Mam nadzieję, że wiele z tych chorych pomysłów nie trafi do realizacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mniejmy nadzieję, że pojawi się więcej tego typu artykułów :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

dech zapieraja takie artykuły.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.