Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

178986 miejsce

Państwo zapłaci za prowadzenie domu?

W trudnych czasach bezrobocia i kapitalizmu z nieludzką twarzą jaśnieje nadzwyczajnym blaskiem intelekt kobiety inspirowanej własnym trudnym życiem - niezłomnej bojowniczki o dobro rodziny przez duże "R".

Urodzona dwa lata przed śmiercią Josifa Wissarionowicza Dżugaszwili wzrastała, chodziła do szkoły i dojrzewała w czasie rządów Gomułki i Gierka. W tym też czasie dojrzała do roli żony i matki.

Jak wszystkim wiadomo, były to czasy szalonego ucisku i niewoli. Komuna utrzymywała żłobki, do których pracujące matki musiały zanosić dzieci; matki musiały brać płatne zwolnienia lekarskie na każde kichnięcie dzieciaka, aby siedzieć z nim przymusowo w domu.

Zaopatrzenie w artykuły codziennego użytku było mizerne i coraz mizerniejsze, nie głupio było mieć męża - zawodowego wojskowego. Tacy mężowie, z racji służby w reżimowym, prawie sowieckim wojsku, mieli przywileje przeróżne, a przede wszystkim niedostępne dla motłochu, dobrze zaopatrzone sklepy, zwane dla niepoznaki kantynami. Wojsko zatrudniało również chętnie cywilne małżonki zawodowych wojskowych, aby sobie oboje wypracowywali wcześniejszą emeryturę.

W tych czasach dzielna kobieta musiała nie tylko wychowywać dzieci, zaspokajać męża wedle własnej metody antykoncepcyjnej, ale również, wiedziona zdrowymi ambicjami, poszerzała swoją wiedzę. Musiała w tym celu brać od czasu do czasu wolne dni na egzaminy, seminaria i inne uczelniane okoliczności. Czasem nawet, jeżeli nauka została uznana za przydatną dla jej pracy zawodowej - musiała brać tzw. delegacje na zwrot kosztów podróży; rzecz jasna dni przeznaczone na obowiązkowy pobyt na uczelni musiały być zaliczane do tak zwanych płatnych urlopów.

W takich to parszywych czasach przyszło żyć i kształcić się damie niezwykle pobożnej i pracowitej. Absolwentka czterech uczelni (co za głowa!), specjalistka I stopnia analityki medycznej, pracownica Szpitala Wojskowego, nauczycielka, podwójnie-dyrektorka, instruktorka, konsultantka, spikerka i wreszcie w czasach III RP - pani poseł - dochrapała się po tej całej męce stanowiska godnego tak cnotliwej niewiasty. I dlatego uznała, że może naprawiać polską rodzinę w czasach odmiennych od tych, które przeżyła sama.

Ponieważ zakłady pracy nie płacą kobietom za L4, bo wolą ich po prostu nie zatrudniać - pani poseł wpadła na pomysł, że należy płacić matkom za wychowywanie dzieci i prowadzenie domu; zapomniała o bezrobotnych ojcach - oni też z konieczności zajmują się wyłącznie domem, co powinno im przynieść odpowiednią satysfakcję materialną bez żebraniny o jakiekolwiek zasiłki. Daje to oczywiście możliwość płatnych zwolnień L4 oraz urlopów w przypadku, gdyby mamusia udała się w siną dal. Jak zatrudnienie to pełny pakiet socjalny.

Pragnie również pani poseł zlikwidować żłobki. I ma świętą rację! Bo przecież matki nie mając innego wyjścia pozostaną w domu, a wciągnięte na listę płac (czyją?) obniżą statystycznie bezrobocie. Logiczne.

Ja bym jeszcze tylko do tego dołożyła klauzulę, że matka która wychowa dzieci do pełnoletności powinna przechodzić na zasłużoną emeryturę, którą będzie płacił ZUS (z czego?).

Dzielna opiekunka rodziny polskiej wydaje mi sie jednak osobniczką lekko podejrzaną, a może nawet zasługującą na zlustrowanie. W podłych czasach reżimu wiele było rodzin tak bardzo wielodzietnych, że matki nie musiały kolaborować i pracować na rzecz komuny - utrzymywały się z zasiłków rodzinnych, które przy 6 - 8 dzieciakach przekraczały często zarobki ojca. Dlaczego więc pani poseł ma tylko dwoje dzieci? Musiała pracować i brudzić ręce komunistycznymi srebrnikami? Ja bym jednak panią Sobecką prześwietliła.

 

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.