Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Kultura > Komiksy > Papcio Chmiel zlustrował szympansa Tytusa

Pozycja materiału w rankingach:

3771 miejsce

Dział: Komiksy

Ocena: 6pkt

Oceń:

Papcio Chmiel zlustrował szympansa Tytusa

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • 2007-09-03 19:12
  • Odsłon: 8653
  • Komentarzy: 0

Z początkiem czerwca ukazała się na rynku druga część biografii Chmiela. Zatytułował ją „Tytus zlustrowany”. – To takie wspominki kopniętego staruszka i wąsatosiwego artysty – zachęca do sięgnięcia po lekturę swojej książki Chmielewski.

HENRYK CHMIEL - RYSOWNIK. / Fot. FOT. JANOWCZYK GRZEGORZ Dziennik BałtyckiZnany rysownik, twórca postaci Tytusa – Henryk Chmielewski – na swojej stronie internetowej ogłosił konkurs na... epitafium i żartobliwą mowę pogrzebową, która mogłaby być wygłoszona nad jego grobem. – Chcę wiedzieć, co będą gadać nad trumną ze mną w środku – wyjaśnia pogodnie. – Bo, że będą, to nie mam najmniejszych wątpliwości. Też chcę coś z tego pogrzebu mieć. Wprawdzie na mnie jeszcze nie pora, ale nie można przecież odwlekać tak poważnej sprawy na ostatnią minutę.

Chmielewskiego, znanego powszechnie jako Papcio Chmiel, odwiedziliśmy na internie człuchowskiego szpitala. Legendarnego twórcę polskiego komiksu i autor kultowego „Tytusa, Romka i Atomka”, dopadła dusznica bolesna. Mimo 84 lat na karku i choroby rozmawialiśmy z człowiekiem tryskającym młodzieńczym wigorem, dowcipnym, a nawet skorym do płatania figli i czynienia psot.

Do lochów? Nie ze mną!


– Wypoczywałem z rodziną w lasach pod Człuchowem. Dookoła tylko drzewa i woda. Nuda. Pomyślałem, że czas zaglądnąć do miasta. Pojechaliśmy. A tam wszyscy proponują zamek oglądać. A jak zamek, no to wieża. Zaciągnęli starca na nią. Ledwo się wdrapałem. Później kazali mi do lochów wchodzić. Nie dałem się namówić. Dobrze zrobiłem, ale i tak dopadły mnie dusznica i ból za mostkiem. Zafundowałem sobie jeszcze obfity posiłek i jazda do szpitala! No, i tak sobie tu leżę. Monitorek, parawanik, długa lista pigułek, ciśnionko co rusz... I tak dobrze, że nie lewatywa...

Na księgach Papci Chmiela wychowało się kilka pokoleń Polaków. Najstarsi z nich od dawna są już dziadkami. Przygody „Tytusa, Romka i Atomka” zaczęły się ukazywać w „Świecie Młodych” w 1957 r. Niespełna dekadę później trafiły do księgarń. Do lat 80. na ich półkach stanęło 30 ksiąg z Tytusem.
– Zapewne chcielibyście wiedzieć skąd wzięli się moi bohaterowie... – zagaduje Chmiel. – Z głowy. Któregoś dnia zjadłem kaszkę i ich wymyśliłem. Najlepsze pomysły biorą się po zjedzeniu kaszki... Później jeszcze przez rok musiałem się z Tytusem i jego kompanami przebijać do gazety. Teraz dzięki nim, po pół wieku, jestem powszechnie rozpoznawany. W bankach nie muszę wystawać w kolejkach, mam chody w sklepach, u lekarzy... Profesor, który naprawiał mi oczy, to ma jedną ze ścian swojego gabinetu całą w moich rysunkowych autografach. W Człuchowie też zostawiłem kilka. Opiekę mam tu super. No i ten kojący widok z okna. Nie jakaś tam ściana sąsiedniego budynku, lecz najprawdziwsze jezioro. Proszę sobie wyobrazić, że w tym szpitalu myje się podłogi dwa razy dziennie! Czystość nadzwyczajna. W Warszawie nie do pomyślenia. Wiem coś o tym, bo w niejednej klinice reperowałem zdrówko.

Papcio Chmiel już pierwszego dnia hospitalizacji zgłosił pomysł racjonalizatorski. Zasugerował, że pod oddziałowym prysznicem należałoby zainstalować nie jeden, ale kilka dzwonków.
– A pod każdym imię innej pielęgniarki – wyjaśnia rysownik. – No tak, żeby pacjent mógł sobie wybrać, która ma do niego zaglądnąć, a nie dzwonić na chybił trafił...

Tytus zlustrowany


Z początkiem czerwca ukazała się na rynku druga część biografii Chmiela. Zatytułował ją „Tytus zlustrowany”. – To takie wspominki kopniętego staruszka i wąsatosiwego artysty – zachęca do sięgnięcia po lekturę swojej książki Chmielewski. – Bite pięćset stron za jedyne trzy dychy! Książkę można kupić choćby w Muzeum Powstania Warszawskiego. Opisałem w niej wszystko, od A do Z. Nawet swoje miłosne podboje.
Papcio Chmiel był żołnierzem Powstania Warszawskiego. Po wojnie służył w wojsku jako bombardier. Jego stronę internetową otwierają dwa zdjęcia: Papcio w mundurze, w hełmie na głowie i z pepeszą w dłoniach oraz sędziwy Chmiel dziś – też z pepeszą i z frontowym nakryciem głowy rasowego artylerzysty.

Na internetowych portalach aukcyjnych roi się od Tytusów. Internetowi sprzedawcy oferują nawet wiekowe „Światy Młodych” z pierwszymi publikacjami trójki hecnych przyjaciół. Trzeba za nie płacić po kilkadziesiąt złotych. Księga wydana na zlecenie Telewizji Polskiej kosztuje prawie 150 zł.
– Na rysunki z pierwszych publikacji, mówiąc szczerze, nie mogę patrzeć. Trudno mi uwierzyć, że aż tak marnie rysowałem – komentuje swoje debiutanckie prace Henryk Chmielewski. – Przypominam sobie, że moje rysunki ukazywały się też w „Dzienniku Bałtyckim”.

Kilka lat temu jedna z oficyn wydawniczych odmówiła Chmielewskiemu opublikowania dalszych przygód „Tytusa, Romka i Atomka”. Powód? Jego bohaterowie wydorośleli na tyle, że przez połowę książki raczyli się miodem pitnym, zachwalając przy tym jego wyjątkowy smak i właściwości rozweselające. – Chcieli, żeby to nadal były urwisy, a tymczasem już dawno powinienem im dorysowywać dzieci – komentuje Chmielewski.
Na zakończenie naszych szpitalnych odwiedzin prosimy Papcia Chmiela o autograf.
– Pilnujcie, abym nie zjadł którejś literki, bo mam takiego małego Alzheimerka – śmieje się rysownik.
Grzegorz Janowczyk
PT

Zobacz także:


Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.