Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

43923 miejsce

Papierkowa robota, czyli o amerykańskim wymiarze sprawiedliwości

Jeśli ktoś z Was narzeka na biurokrację, powinien zmierzyć się z amerykańską. W dowolnej dziedzinie. Mnie w udziale przypadł wymiar sprawiedliwości, a raczej działania w sferze przed wymierzeniem tejże sprawiedliwości.

Sklep, policja i zagubiona kobiecinka, która niezdarnie wymachuje rekami w kajdankach przed nosem młodego chłopaka w mundurze. Język polski? Niemożliwe! Tutaj? Przystaję i wsłuchuję się i idę. Odzywam się po polsku do kobiety. Trafiłam. Policjant też ma kłopot z głowy, trafił się tłumacz...

Wycieczka na komisariat. Niedaleko. Faktycznie radiowozy jak z telewizora. Siedzenia z tyłu odgrodzone pleksi, czuć środek dezynfekujący. Nie wiem, czy zgodnie z przepisami, mam miejsce z przodu. Żałuję, że panowie nie używają świateł. Ale przed posterunkiem pokazał mi policjant, jak one działają. Kurczę, prawie jak prywatna choinka na czubku własnego autka. Jakoś kolory mi nie leżą.

Posterunek przytulny, cieplutko, niepokojąco tylko wygląda ławeczka. Siada moja kobiecinka,
przykuta jedna ręką do ławeczki. Panowie się troszczą o samopoczucie, zajeżdża woda, jakaś kanapka. Niestety, jestem rozczarowana, bo kobiecinka nie próbuje rządowego wiktu. Jeśli dobry, może warto rozpatrzyć taka możliwość i zaoszczędzić?

Zaczyna się: dane personalne, kontakt do jakiejś osoby i papierologia. W sklepie, w którym kobiecinka “zasłużyła” sobie, podała inne dane, na szczęście zna nazwisko swoich przyjaciół amerykańskich (czyt: pracodawców), wiec telefon i za chwilkę, może nieco dłuższą chwilkę, zajeżdża paszport i rodzina, którą koleżanka “okazyjnie odwiedza”.

Ruch z danymi w systemie na okoliczność przestępstwa w innym stanie: Nic.
Grzebanie w bazach FBI: Czysto.
Jeszcze jakieś inne bazy terorystyczno-Bóg-wie-jakie: Nic.

Widzę, jak znajomi Amerykanie nabierają kolorków, a takie zimno na zewnątrz….
Paszporty? Baza emigracyjna: Legalnie.

Ufff… No to jesteśmy w domu. Okazuje się, że nie do końca. Moi nowi znajomi nie mogą odebrać swojego gościa, ponieważ o jego losie powinien zadecydować sędzia.

Sprawa zaczęła się ok. 16.00. Jest 21.00. "Sędzia" - powtarzamy chórem?
"Udowodniliśmy kłamstwo, a poza tym nie jest ona obywatelem amerykańskim" - tłumaczy się oficer.

I jeszcze więcej papierów. Teczka rośnie. Czekamy na sędziego, przyjedzie za 10 min, co znaczy: jak będzie za pół godziny, to jesteście szczęściarzami, bo mógłby nas zlekceważyć i kwitlibyśmy do rana. Mnie wkurza inna sprawa. To, że, nie mogąc wymówić trudnego poniekąd nazwiska Polki, policjanci mówią o kobiecinie "polish lady.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.