Pozycja materiału w rankingach:
Niegdyś 75 proc. białostoczan było pochodzenia żydowskiego. Dziś w mieście nie istnieje ani jedno miejsce, gdzie odbywałyby się żydowskie nabożeństwa.
Ul. Wschodnia na terenie dzielnicy Wygoda. Murowane ogrodzenie i brama, z której sypie się tynk, są otoczone przez osiedle domków jednorodzinnych. Żelazne wrota zwracają uwagę wkomponowaną w nie gwiazdą Dawida. Jestem na terenie jedynego ocalałego cmentarza żydowskiego w Białymstoku, przeszedłem przez dziurę w ogrodzeniu. Jest tu niesamowicie spokojnie. Ze wzgórza jak na dłoni widać las macew, wśród których nie sposób znaleźć stojącej równo. Upływ czasu odcisnął swoje piętno na tym miejscu. Połamane, porośnięte mchem, przewrócone tablice są wciąż czytelne. Część jest wyłącznie w jidysz, ale większość zawiera transkrypcję w niemieckim, polskim lub rosyjskim. W centralnym punkcie stoi pomnik ofiar pogromu roku 1906, dokonanego przez żołnierzy carskich. To jedyna zmiana od czasu zakończenia wojny i koniec troski jakichkolwiek stowarzyszeń o to miejsce. Pod jednym z drzew dostrzegam resztki butelki po Finlandii.
Okrążam to miejsce, robię zdjęcia, wychodzę na ulicę. Podobno terenem ma się ktoś zaopiekować i to już niedługo. Po drodze do centrum spotykam starszego człowieka, mieszkańca tej dzielnicy, który deportacje oglądał osobiście. Wygoda była wtedy podmiejską wioską. Z lokalnej stacji kolejowej odjeżdżały transporty do obozu koncentracyjnego, a deportowani, w oczekiwaniu na swoją kolej byli tłoczeni na jednym z placów. W pewnym momencie znajdowało się tam około 15 tysięcy ludzi. Mojemu rozmówcy drży głos, gdy opowiada o zawodzeniu, jakie stamtąd dobiegało przez kilka dni i nocy. Mówi o złości i bezsilności, ludziach uciekającym w kierunku tłumu obserwatorów i padającym od kul tuż przed nim. Niewielu już pamięta tyle, co on. Dzisiaj w Białymstoku mieszka 300 tysięcy ludzi, przeważnie napływowych, bądź urodzonych po wojnie. Dla nich taka opowieść jest abstrakcją.
Wysiadam w centrum i idę ulicą Icchoka Malmeda. Większość ludzi spotkanych po drodze nie wie, kim był jej patron. Na kamienicy o numerze 10 wisi tablica upamiętniająca go - to tu stał budynek, w którym powieszono dowódcę powstania w gettcie. Podobnie jak reszta dzielnicy, nie przetrwał do dziś, w jej miejscu powstała dzielnica w stylu charakterystycznym dla lat 50. Dochodzę do Ratusza, gdzie dawniej sprzedawano śledzie prosto z beczek, co dało początek przydomkowi białostoczan. Otaczające go murki są wyłożone połamanymi macewami, co widać wyraźnie, gdy obejrzy się z bliska jeden z nich - murarz zagapił się i ułożył tablicę inskrypcją na zewnątrz. Nagrobki pochodzą z dawnego cmentarza, który mieścił się nieopodal. Teraz jest tam park, utworzony przez władzę ludową po wojnie.
Szukam pozostałości po synagodze. Gdybym nie wiedział, gdzie jej szukać, nie trafiłbym. Pomnik i tablica upamiętniająca pogrom są wciśnięte pomiędzy blok mieszkalny, bank i budynek sądu, kompletnie niewidoczne z ulicy. Po raz kolejny zaczynam się zastanawiać, jak musiało kiedyś wyglądać to miejsce i znów rozczarowanie. Mam problem z wyobrażeniem sobie tego. To właśnie tu Niemcy spalili 2 tys. osób, by uczcić włączenie "Weisstock" do Generalnej Guberni.
Kieruję swe kroki ku dawnym Chanajkom - dzielnicy żydowskich robotników. Ciężko je odnaleźć w miejscu, które obecnie nosi nazwę Piasków. Drewniane chaty zostały w PRL-u zrównane z ziemią, a na ich miejscu wyrosło olbrzymie blokowisko. Monumentalizm tego miejsca przytłacza - żaden blok nie ma mniej niż 10 pięter. Obrazu dopełnia gierkowski supermarket i szpital kliniczny w głębi. Po drugiej stronie ulicy Legionowej, noszącej ongiś zaszczytne miano towarzysza Dzierżyńskiego, leży Rynek Sienny, dawny plac targowy. Dziś jest nieczynny, a miasto nie ma pomysłu na jego zagospodarowanie. Plan budowy nowego Ratusza został zarzucony, być może temat wróci za kilka lat. Mieści się tu jedyna "ocalała" po wojnie synagoga. "Ocalała" to niezbyt dobre określenie, gdyż budynek jest rekonstrukcją, powstałą przy okazji budowy biurowca. Bardzo ładny gest ze strony inwestora; mieści się tam białostocki oddział Polskiego Stowarzyszenia Esperantystów.
Wielu narzeka na problem z określeniem tożsamości naszego miasta. "Starówka" jest mała i w większości zabudowana brzydkimi budynkami w stylu powojennym. Okazałych, zdobionych kamienic zachowało się jak na lekarstwo. Większość ludności przybyła tu wraz z industrializacją. W obliczu pustki, która wytworzyła się po 1945 r., nie jest łatwo zachować pamięć o byłych współmieszkańcach.Zobacz także:
Artykuły
(6)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.73)
Miejscowość: Białystok | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Adam Degler 10.05.2007 07:36
przy okazji chciałem zauważyć, że wśród społeczności W24 jest Michał Tyrpa, prezes fundacji Paradis Judaeorum
Adam Degler 10.05.2007 07:34
Pytanie za 100 punktów: ilu Żydów mieszkało we Wrocławiu w 1947 r.?
A: 200
B: 20
C: 20000
D: 2000
E: 200000
Odpowiedź niżej.
Dla Autora duuuży plus.
Nie pierwszy raz poruszany jest w W24 problem zniszczonych cemntarzy i pamiątek po przeszłości.
Ten artykuł nadaje się na STRONĘ GŁÓWNĄ.
Odpowiedź: C
"Kościół naszym domem" - Piekary Śląskie - 27 maja 2012 r.
(odsłon: +545)