Facebook Google+ Twitter

Parasol dla Leo?

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-06-22 18:34

W Polsce go kochają, albo nienawidzą. Gdy obejmował stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski pierwsza grupa liczyła dużo więcej osób.

Taki stan rzeczy utrzymywał się jednak do czerwca ubiegłego roku, do czasu Euro 2008. Dopiero po nieudanych mistrzostwach coraz więcej osób zaczęło się odwracać do Beenhakkera plecami.

Leo do Polski przyleciał mając status nie tylko obieżyświata, ale również swego rodzaju "czarodzieja", który swoimi 'magicznymi' talentami odmieni oblicze polskiej piłki. Szczerze mówiąc, do tej pory nie rozumiem na jakiej zasadzie przypisywano Beenhakkerowi ten drugi status. Bo to, że Holender jest obieżyświatem i miejsca sobie nigdzie na dłużej nie zagrzał, wiadomo.

Beenhakker miał w Polsce swoisty raj i to od samego początku jego przygody z Polską piłką. Jeśli coś szło nie tak, jeśli były błędy, Leo był usprawiedliwiany wszelkimi możliwymi sposobami. Beenhakker, co by nie zrobił, zawsze miał dealną wymówkę -
czy ktoś, kto zarabia 75 tysięcy złotych miesięcznie, może popełniać błędy takie jak polscy, dużo tańsi szkoleniowcy? Tylko nieliczni nie popadli w leomanię i potrafili na wszystko patrzeć 'chłodnym okiem'.

Fakt, Beenhakkerowi wychodziły mecze dobre, a nawet bardzo dobre. Ale nie brakło również upokorzeń, beznadziejnych występów. Jednak Leo miał parasol. Parasol, który chronił go przed wszelką krytyką - w końcu wywalczył z reprezentacją upragniony awans do finałów Mistrzostw Europy.

Jednak w Austrii Polacy zaprezentowali się fatalnie. Mimo szumnych zapowiedzi, wielkich aspiracji Polacy zakończyli turniej dużo szybciej niż myślano. Wtedy to właśnie spora część fanów zdała sobie sprawę, że Leo czarodziejem nie jest. Z czasem ludzi, którzy sobie to uświadamiali, przybywało. Kadra grała poniżej oczekiwań, spadała we wszelakich rankingach, a co za tym idzie i Leo tracił wielkie poparcie u kibiców i u działaczy. Z czasem, z każdym meczem, coraz głośniej mówi się o dymisji Beenhakkera. I pomyśleć, że do niedawna niektórzy daliby się wręcz za Leo pokroić.

Ze zmianą podejścia kibiców do Leo zmieniło się również podejście Holendra do dziennikarzy i kibiców. Z grzecznego, ułożonego, eleganckiego i szarmanckiego mężczyzny, Leo przeistoczył się w człowieka aroganckiego, uszczypliwego. Istna transformacja.

Może i sami jesteśmy sami winni takiemu stanowi rzeczy. Jak to jeden z dziennikarzy napisał: najpierw 'zagłaskaliśmy Leo', który nie spodziewał się, że Polak potrafi być nie tylko miły i grzeczny, ale również wredny i dokuczliwy.

Leo żadnym czarodziejem nie jest, Wyrobił sobie markę. Może dzięki szczęściu, może dzięki swym talentom. Najprawdopodobniej i szczęście Beenhakkerowi w dużej mierze dopisywało, choć talentu ujmować mu nie można. Jednak w Polsce talent ten został wyolbrzymiony. I to bardzo. Od Leo od początku oczekiwano cudów. Niestety, takich cudów nie było, nie ma i nie będzie.
Tej presji, tej atmosfery nikt już nie wytrzymuje: ani Leo, ani kibice, ani PZPN. Trzeba więc się z Holendrem powoli żegnać.

Michał Grzemski
Tekst ukazał się w serwisie: Piłkarskie Fakty

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.