Pozycja materiału w rankingach:
Widząc człowieka sięgającego do portfela po drobne dla żebraka, zastanawiamy się, czy to on jest tym litościwym, a my tymi bezdusznymi, czy może na odwrót?
Zobacz także:
Artykuły
(2)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 26 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marcin Kulikowski 23.01.2008 21:10
Chyba może nie wpuścić... przecież tak jest z selekcją w klubie - nie każdy wejdzie. Prawnie to nie wiem, bo nie zagłębialiśmy się w tym temacie.
Fakt, że dla wielu to pójście na łatwiznę. Człowiek się nie narobi, a zarobi. Zaś dla niektórych grup Romów żebranie to po prostu pełnoprawna profesja.
Klara Maj 23.01.2008 19:25
nie zyjemy w średniowieczu, gdzie ludzie bywali naznaczani biedą od urodzenia, po smierć praktycznie. Każdy, jeśli ma 2 ręce, 2 nogi i sprawny umysł może sie o siebie zatroszczyc sam i żebranie to pójście na łatwiznę.
ile razy mi się zdarzało żebrającemu cos dać i uzyskać podziękowanie w postaci rechotu z frajerki/ na Chmielnej ostatnio, kiedy dałam dychę/. albo daje gówniarzowi na oko 8 letniemu pieniądze a on w zamian oferuje, że umyje mi szyby w aucie, wracam, a auto nie dość, że brudne jak było, to jeszcze oplute.
to całe pochylanie się nad bezdomnymi, żebrzącymi to jest takie ckliwe kompensowanie sobie poczucia winy, że ja mam lepiej chyba.
tylko, żebym miała lepiej, to ja na to ciężko pracuję i nikt mi nic za darmo nie daje.
Marcin Kulikowski 23.01.2008 09:24
Nie wpuścili, bo podobno kiedyś tam żebrał i już nie może wejść. Przykre to, ale zdarza się dość często. W Złotych tarasach jest podobna sytuacja. Razem z kolegą pisaliśmy o tym artykuł, ale z powodu braku dowodów nie uznaliśmy tego tekstu za dobry/rzetelny. Były podejrzenia, że ochrona w ZT poniża i bije bezdomnych. Udało nam się tylko raz dotrzeć do mężczyzny, który opowiedział nam historię jak został dotkliwie pobity i trafił do szpitala. Do dziś utyka na lewą nogę. O ile dobrze pamiętam to chyba mówił, że przysnął na ławce w ZT.
Lucyna Rozlatowska 23.01.2008 01:10
Plus za dobry tekst.
Zawsze, kiedy pojawia się osoba prosząca o pieniądze, waham się, na ile to, co mówi, jest prawdziwe. A najbardziej w tym wszystkim cierpią dzieci...
Marcin Kulikowski 22.01.2008 23:30
Dzięki za miłe słowa. Tak to prawda, czasem trzeba pomóc. Gdy razem z kolegą robiliśmy artykuł o bezdomnych na dworcu centralnym ludzie prosili nas o jakąś drobną pomoc. Jeden od razu poszedł kupić sobie wino za parę złotych, drugi zaś poprosił nas nie o pieniądze lecz o cheeseburbera z mac'a. Wiedzieliśmy wtedy, że te pieniądze na kanapkę nie są zmarnowane. Smutne było jednak to, że nie mógł on wejść do restauracji, ochrona go nie wpuściła, mimo że prosiliśmy.
Marcin Rzeczkowski 22.01.2008 19:56
(+)
"Jednak jak się poczujemy, kiedy następnego dnia znajdziemy tę osobę zamarzniętą na śmierć w pobliskim parku? Przecież mogliśmy zapobiec tej tragedii."
Zapobiec, nie dając pięćdziesięciu groszy...? Znam związek między spiciem się i zamarznięciem, ale nie przekonuje mnie ten fragment.
Do liceum jeździłem przez Dworzec Centralny. Czasami zaczepiali mnie bezdomni i prosili o jakieś grosze na jedzenie. Odpowiadałem zawsze, że nie mam i proponowałem zamiast tego swoje drugie śniadanie. Czekając na przyjazd autobusu, widziałem, jak jedli te kanapki.
Autor usunął profil 22.01.2008 19:28
Gratuluję, tekst subtelnie porusza problem żebractwa i narusza godności człowieka.
Pokazanie sytuacji ze strony rozterek człowieka - darczyńcy budzi zawsze kontrowersje.
Nie każdy ma odwagę do wypowiedzi na forum.
Jeszcze raz gartuluję.
Marcin Kowol 22.01.2008 13:04
Temat ważny, felieton prawdziwy. Plus.
Mój przyjaciel ma na to sposób. Znalazł rodzinę, o której wie, że jest w realnej potrzebie i jej pomaga w miarę swoich możliwości. Kasa idzie autentycznie na jedzenie dla dzieci, a on z czystym sumieniem odmawia na ulicy.
Tak naprawdę, każde z nas, jeśli dobrze się rozejrzy znajdzie biedę w najbliższym otoczeniu. Taką realną, wymagającą pomocy, a nie zajmującą się ulicznym marketingiem...
Teresa Hućko 21.01.2008 23:27
Problem jest rzeczywiście bardzo poważny. Ja zawsze widząc żebrzące kobiety z dziećmi, czy innych wyciągających rękę lub pukających do drzwi, mam mieszane uczucia. Często odmawiam, ale też często daję, bo nigdy nie mam pewności co jest oszukaństwem a co prawdą. Dlatego moja ofiarność jest podyktowana tezą, że lepiej jest dać się wykorzystać na niewielką w końcu sumę, jak nie wspomóc w autentycznej może potrzebie.
Słuszna jest uwaga o odpisie od podatku, bo w ten sposób zasila się kasę konkretnej organizacji na określony cel i to z mojego wyboru. Ale Ci wyciągający rękę są często poza zasięgiem tych organizacji czy instytucji z różnych powodów. Toteż dalej zostaniemy z dylematem "dać", "nie dać"
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +224)