Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35652 miejsce

Partia Klocków Lego

Mój starszy syn ma osiem lat. To taki okres, kiedy pomału zaczyna rozumieć pewne mechanizmy rządzące krajem, istotę ważniejszych instytucji i wagę wyborów. W drodze do szkoły postanowiłem z nim przeprowadzić kontrolną "rozmowę polityczną".

Zapytałem syna czy wie, co to są partie polityczne. "Nie wiem. Co to jest?" - odpowiedział.

Postanowiłem mu to jak najprościej wyjaśnić zagłębiając się najpłycej, jak to możliwe w meandry sceny politycznej. - To grupa ludzi, którzy mają jakiś cel. Na przykład chcą aby w Polsce było więcej żłobków, albo, żeby dzieci szybciej szły do szkoły lub ludzie później odchodzili na emeryturę. Chyba zrozumiał.

Po kilku pytaniach pomocniczych i naprowadzających uzyskałem odpowiedź, co do charakteru partii, którą najchętniej założył by mój syn. "Może, żeby były tanie klocki lego".
Parsknąłem śmiechem, ale szybko doszło do mojej świadomości, że w świetle naszej polskiej rzeczywistości jest to, jak najbardziej typowy postulat. Młody kontynuował, że chciałby, aby było dużo firm produkujących klocki Lego i żeby były tanie i żeby każdy mógł sobie kupić dużo zestawów.

Do śmiechu mi już nie było, bo uświadomiłem sobie nagle, że mentalność zdecydowanej większości, jeśli nie wszystkich polskich czynnych partii politycznych, jest na poziomie ośmioletniego dziecka. Co gorsza, świadomość społeczeństwa, które tego typu pomysłów z góry nie eliminuje, jest również na poziomie takiego młodego umysłu - nie mającego pojęcia nie tylko o ekonomii i logice, ale nawet o podstawach matematyki.

Zastanówmy się bowiem? Jaka jest różnica pomiędzy wspieraniem przez państwo, czyli podatników producentów klocków Lego, a wspieraniem producentów tusz wieprzowych? Jaka jest różnica między producentem zabawek, które są w końcu bardzo ważne dla prawie połowy narodu, a górnictwem, rolnictwem czy całą gamą innych branż, które figurują na liście sektorów tzw. "strategicznych", których koncepcja wspierania znajduje w większym czy mniejszym stopniu miejsce w programach największych politycznych partii?

Odpowiedź na to pytanie jest zupełnie banalna. Dzieci nie mają prawa wyborczego. Gdyby miały, niewątpliwie pojawiłyby się partie, które z postulatem wspierania producentów zabawek na ustach szłyby bez żenady do wyborów. Ze znacznie głupszymi pomysłami szły i co gorsza - wygrywały.

Może czas dać dzieciom prawo wyborcze. Piszę o tym zupełnie poważnie. Społeczeństwo się starzeje. Jaki wpływ na politykę ma mój ośmioletni syn, który za kilkanaście lat stanie się dorosłym obywatelem, wchodząc w rzeczywistość kreowaną dziś przez starców? Jaki ja, jako jego odpowiedzialny rodzic mam wpływ na zaakcentowanie jego potrzeb, skoro dyktatura starców cały czas przybiera na sile? Dlaczego nie przyznać praw wyborczych dzieciom i oddać je w ręce rodziców, którzy zadecydują czy bardziej interesuje ich los swoich ojców i matek, babć i dziadków fundując im coraz wyższe i wcześniejsze emerytury, czy też los swoich synów i córek, które z garbem socjalnym wejdą w wiek produkcyjny?

Nadanie praw wyborczych dzieciom mogłoby przywrócić pewną równowagę w myśleniu o państwie i jego przyszłości. Mały krok. Trudny, ale nie niemożliwy. Ale to takie marzenia. Szybciej doczekam się postulatów dotowania fabryk klocków Lego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • 25.11.2010 00:24

Kto usunął projekt piaskownicy pod Sejmem? Ręce precz od inicjatyw obywatelskich!

Komentarz został ukrytyrozwiń
Roman Kożmiński
  • Roman Kożmiński
  • 24.11.2010 16:00

Platformersi to takie" Orły" że konsultacje z dzieciakami dobrze by im zrobiły - nigdy wiedzy za wiele!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niezły "feed" dla Reklamy Google.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.