Facebook Google+ Twitter

Partia trzech premierów z liderem, który nie wie co ma chwycić…

Platforma Obywatelska miała trzech założycieli i zarazem ojców chrzestnych, nazwanych trzema tenorami. Teraz ma trzech premierów, którzy wyszarpują sobie kawałki nadziei na zdobycie pozycji pierwszego. Lider zaś dziś dryfuje…

 / Fot. Wikimedia CommonsJeden z pierwszych tenorów nadal ciągnie wózek Platformy, i jako woźnica-premier twardo dzierży w jednej ręce lejce a w drugiej bat, którym skutecznie odpędza każdego, kto tylko chce się do wózka zbliżyć. Wyhodował sobie woźnica-premier przez sześć lat rządzenia wózkiem PO, ferajnę politycznych pomagierów, którzy ostatnio nasilili walkę o wyrwanie lejców, i przejęcie władzy w rządzeniu partią i krajem. Koniec końców wychodzi na to, że Platforma Obywatelska dochowała się aż trzech premierów, walczących "bratobójczo" o pozycję głównego "lejcowego".

Publicysta Daniel Passent pyta słusznie, jak Platforma Obywatelska może rządzić krajem, skoro nie potrafi uporać się sama z sobą? A nie potrafi, m.in. z tego powodu, że ma trzech premierów. Kiedyś było trzech tenorów – teraz jest trzech premierów.

Jarosław Gowin grał miesiącami w mediach, na autorytet najwyższego lidera w partii, unosząc się swobodnie na drobnej łupince wśród wzburzonych morza fal, choć dobrze wiedział, że liderów nie może być dwóch; unosił się aż pewnego dnia wypadł za burtę.

Grzegorz Schetyna, będąc już kiedyś w randze wicepremiera i formalnego zastępcy szefa rządu, zapragnął sięgnąć po wyższą rangę, gdyż ta sprawowana przez niego była zbyty niska. Sięgał i sięgał czując jak rośnie mu potęga, aż spadł z piedestału, potłukł się niemało i dzisiaj pręży muskuły w walce o przywództwo z liderem premierem.

Grzegorz Schetyna, wielokrotnie pytany w mediach czy będzie jawnym pretendentem do roli szefa partii, wciąż odpowiada to samo, że na to przyjdzie czas. I w swoim czasie ogłosi decyzję o tym, czy zamierza ubiegać się o przywództwo, w partii i rządzie. Pytany ostatnio w TVN24 konkretnie, czy byłby dobrym premierem, odpowiedział ze znaną sobie swobodą i leciutkim uśmieszkiem, że bywało tak, iż "jako wicepremier zastępował szefa rządu", i nawet podejmował w jego imieniu różne decyzje. W dodatku jeszcze coś z tego dawnego czasu pamięta.

Twardy konserwatysta Jarosław Gowin, który jako poseł wielokrotnie w minionych latach, a także w ostatnich tygodniach, jako niedawny jeszcze minister sprawiedliwości, drażnił swego szefa wyższością swoistej oceny zjawisk społecznych i politycznych - doigrał się, gdy uderzył w czułe struny politycznej gry na instrumencie handlu zarodkami, Polaków z Niemcami.

Po opuszczeniu stołka ministra za sprawą decyzji premiera, co w języku politycznym określamy dymisją, w specyficznym dla siebie i jednocześnie kuriozalnym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" (z 24 maja), rzucił - nie po raz pierwszy zresztą - rękawicę Donaldowi Tuskowi, mówiąc o "sporze", jaki toczy z szefem rządu i poddał krytyce politykę premiera Tuska. Ambitnie i filozoficznie dodał przy tym: "Czy jestem materiałem na niezłego premiera? Nie wiem, takie rzeczy sprawdza się w działaniu".

Zarówno Jarosław Gowin, jak i Grzegorz Schetyna, palą się do władzy na najwyższych szczeblach w partii i rządzie, bo nic tak nie ciągnie do władzy, jak wielka chęć jej zdobycia. Amerykański literat Frank Herbert zauważył, że kiedy religia i polityka jadą na tym samym wozie - ci, co powożą, wierzą, że nic nie może im stanąć na drodze. Zaczynają pędzić na łeb na szyję... i nie pamiętają, że pędzącemu na oślep człowiekowi ukazuje się przepaść, kiedy już jest za późno. O umiar tu chodzi – panowie, o umiar…

Szkopuł w tym, że część publicystów i komentatorów uważa, iż na funkcji premiera jest w Polsce od dłuższego czasu wakat, czyli wolna posada. Część Polaków, którzy dalecy są do polityki, ma podobne zdanie. Dają temu swój wyraz w sondażach opinii publicznej na temat pracy i zaufania do premiera i rządu. Donald Tusk stracił już wszystko, jako polityk, co miał dobrego na koncie w minionych latach. Ponad połowa (58 proc.) badanych w niedawnym sondażu potencjalnych wyborców uważa, że Donald Tusk "wypalił się", jako premier. A tylko 17 procent chciałoby, aby nadal rządził krajem.

Po dłuższym czasie milczenia, jak zaklęty w kamień przez czarownika z dawnych bajek, premier Donald Tusk wreszcie przemówił. Oświadczył wszem i wobec, zwłaszcza jednak swoim potencjalnym konkurentom, że ma patent na długowieczność i zamierza z niego w pełni sił i woli zwycięstwa, skorzystać.

Tymczasem w partii pod jego kierownictwem – wrze w kotle polityczna niestrawność. Frakcyjne grupy kombinują układanie swoich planów a jednostki budują i napędzają złą atmosferę wokół kierownictwa i jego oceny. Zawiedziony utratą nadziei na spełnienie swoich wielkich planów politycznych Jarosław Gowin, po utracie funkcji ministra, zaczyna grać wzorami sprzed kilku lat, z bliźniaczej partii prawicowej. Napisał, więc list do braci partyjnych PO, aby ogłosić tą metodą pobudkę i zmusić kolegów do myślenia i sprawdzenia, gdzie się znajdują i dokąd zmierzają.

To może być znamienne, że spotkał się przed wysłaniem listu z Jarosławem Kaczyńskim. A ten stwierdził potem: Drzwi do PiS są dla Gowina otwarte, o czym pisze "Gazeta Prawna". W liście napisał: "Polityka to nie tylko sztuka zdobywania władzy. Polityka to przede wszystkim umiejętność rozwiązywania problemów Polaków." Swoich kolegów na górze i na dole politycznej drabiny Platformy krytykuje, piętnuje i zarzuca im: "Butę, partyjniactwo i przywileje". Jego młodszy kolega partyjny, konserwatysta Żalek o liście powiada: Minister od lat mówił, że potrzebne są w PO reformy.

Rzucona nie po raz pierwszy rękawica Donaldowi Tuskowi leży u jego stóp do podjęcia. Czy ją podejmie i jaki krok uczyni teraz - to pytanie zasadnicze, szczególnie po tym, jak na zamkniętym spotkaniu z towarzyszami partyjnymi ostro pogroził palcem, gdy ktoś teraz przed wyborami, zechce się wychylić, lub odwrócić od partii plecami.

Zobacz zdjęcie - Pamiętaj, mój panie: Jak się wychylisz, czeka cię boskie skaranie. (© Wojciech Barczyński/Polskapresse) - Tusk o liście Gowina.

Donald Tusk, w reakcji na list byłego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina do członków Platformy spokojnie rzekł: Mam wrażenie, że ubiega się o zwycięstwo, "ale w innej partii politycznej". Zapewnił, że z pełnym zadowoleniem wita pojawienie się konkurentów w wyborach na szefa PO.

Tak oto, chcąc nie chcąc – partia PO ma trzech premierów. Jeden niby rządzi, dwaj niby popędzają go do rządzenia, a sprawy idą swoimi torami. Pierwszy wszedł obecnie w gorący czas przed wyborami. Dwaj konkurencyjni pretendenci przebierają nogami w dążeniu do zdobycia jak najlepszych pozycji do skoku na władzę w PO, a lider rządzący ma na głowie problemów tak wiele, że drapiąc się w głowę - nie wie czy łapać wszystko w kraju, czy wybrać Brukselę.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jak przyjdzie właściwy czas lemingi się zmobilizują aby nie utracić nabytych urzędniczo - samorządowych przywilejów. http://www.fakt.pl/Majatki-wojtow-burmistrzow-i-prezydentow-,artykuly,213287,1.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.