Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Partie jako korporacje

Moje Trzy Grosze

Dodaj do:

Zmniejsz rozmiar tekstu Powiększ rozmiar tekstu

Wyślij Drukuj

Partie jako korporacje

2010-02-09 16:59, aktualizacja: 2010-02-09 16:59:05

1 4 379 polityka opinie partie polityczne korporacje

Mam duże doświadczenie w organizowaniu kampanii wyborczych i partii politycznych. W 2003 roku rozpocząłem współpracę z Unią Wolności i od tego czasu jestem aktywny na polu organizacji, które mniej lub bardziej określam jako liberalne.

Jednak obecnie mamy do czynienia z zupełnie inną polityką niż 7 lat temu - bezideową, personalną, quasi-korporacyjną.

Marketing i niewiele więcej


Partie polityczne zaczęły przypominać korporacje. Nie ma już mowy o wewnętrznych dyskusjach, sporach ideowych, zderzeniach wizji Polski. Dominuje raczej powtarzanie sloganów wypracowanych w gabinetach samozwańczych specjalistów od marketingu. Problemem jest też fakt, że w większości formacji wszelkie informacje idą z góry na dół. Oddolne inicjatywy szeregowych członków mogą dotyczyć tylko spraw lokalnych.

Intencje nowych członków partii


Zmieniają się też intencje ludzi, którzy zapisują się do formacji politycznych. Kiedyś chodziło o załatwienie konkretnych spraw dla Polski, że tylko przypomnę akcję Unii Wolności dotyczącą pozyskiwania pieniędzy na stypendia czy projekty SDPL-u zwalniające z ZUS-u początkujących przedsiębiorców czy ponadpartyjne akcje organizowania wsparcia dla demokratyzacji Białorusi, tak teraz dominują pobudki osobiste. Partie zaczęły pełnić rolę urzędów pracy, miejsc, które zapewniają wpływy.

Słabe i interesowne kadry


Powoduje to też, że kadry są coraz słabsze. Osoby, które mają jakiś pomysł na siebie czy zadania do zrealizowania odnajdują się w organizacjach trzeciego sektora. W partiach męczy je jednomyślność, dyscyplina, nuda i brak wpływu na otaczającą rzeczywistość.

Kolejnym problem jest tzw. "grupa załatwiaczy". Ogromne pieniądze jakie płyną do partii z budżetu państwa, znajdują amatorów, wśród kreatywnych "przedsiębiorców", którzy liczą na zamówienia dla siebie i zaprzyjaźnionych firm.

Change? Jeszcze nie powiem: Yes, we can!


Można zadać pytanie: skoro z parlamentarnymi partiami jest tak źle, to dlaczego nie wykreował się żaden nowy ruch. Wszystko przez to, że nowe formacje w gatunku Stronnictwa Demokratycznego czy Polski Plus powielają błędy poprzedników. To w dużej mierze zlepki byłych polityków innych partii, którzy nie porzucili dawnych przyzwyczajeń. Dodatkowym problemem jest zachowawczość, niewielka kreatywność na najwyższym szczeblu i brak kreatywnych liderów gotowych zaprezentować spójny i ambitny projekt ideowy.

Wracając do polityki partyjnej, po dwóch latach przerwy cały czas mam nadzieję na zmiany i jestem gotowy wziąć za nie odpowiedzialność. Uważam, że lekarstwem mogłoby być otworzenie partii na ludzi młodych, ale nie "noszących teczki" starszym kolegom, lecz lokalnym liderom. Czy jest taka szansa? Najbliższe miesiące, w których czekają nas ciężkie kampanie wyborcze to pokażą.
Sortuj komentarze:

Bartłomiej Kowalewski

Bartłomiej Kowalewski 09.02.2010 20:13

a co to jest partia ???

Ryszard PETRYCKI

Ryszard PETRYCKI 09.02.2010 20:23

Byłem sympatykiem S.D. ale po wpadce Pawla Piskorskiego uznalem ,ze polityka to nie dla mnie bo na odleglosc brzydko pachnie ,ale moze masz racje ,obys sie nie zataplal w blocie
Powodzenia
Artykól krotki ale dobry

Kamil Kurowski

Kamil Kurowski 09.02.2010 20:33

Do modelu partii politycznej jako korporacji (choć to do końca poprawne określenie nie jest) to w Polsce nam jeszcze baaardzo daleko, jeśli w ogóle to kiedykolwiek nastąpi. Ja osobiście nie postrzegam ewolucji pp w kategoriach opisanych powyżej ale raczej w kategoriach "zmierzchu" polityki jako takiej, czyli zjawiska określanego najczęściej postpolityką. Jeśli autor interesuje się tymi zagadnieniami wie o co mi chodzi.

Mieczysław Sienkiewicz

Mieczysław Sienkiewicz 09.02.2010 21:22

Ale rodzi się nowy model wpływu obywateli na sprawowanie władzy: społeczeństwo informatyczne. Politycy zmuszeni są słuchać głosu internautów, jeśli chcą utrzymać się przy władzy. Przykład? Ostatnie spotkania Premiera z internautami w sprawie cenzurowania internetu. Mimo iż nie brałem osobiście udziału w spotkaniu, ale tezy zawarte w moich "pięciu pytań" zostały poruszone. No i co się okazuje? Premier nie ma racji i musi poszukać innej alternatywy dla "rejestru usług nie dozwolonych", bo jeśli tego nie zrobi, to jego elektorat i Platformy Obywatelskiej skurczy się tylko do pracowników strefy budżetowej. W internecie panuje obecnie wolność słowa ograniczona artykułem 212 Kodeksu Karnego(w skrócie więzienie za pomówienie). I dla tego czując zagrożenie w postaci naszego wpływu na to, jak ta władza jest sprawowana, wymyślają i starają się wprowadzić takie pojęcia w życie takie pojęcia jak "czarne listy stron internetowych" i "ograniczenie informacji nie kwalifikowanej", co powiązane jest z tajnym międzynarodowym porozumieniem ACTA negocjowanym w naszym imieniu przez Unię Europejską. Ale sprawy za daleko zaszły, by takie działania miały szansę powodzenia bez zdecydowanego sprzeciwu internautów. Bo to od nas samych zależy, kto ma sprawować władzę, a internet powoduje, iż wszelkie działania polityków możemy śledzić na bieżąco i wyciągać z ich działań wnioski. Nasz głos podczas wyborów jest argumentem nie do odparcia przez sprawujących władzę. No cóż. Nie mam już papierosów i na papierosy, więc koniec pisania. 13 strony za indeksowanych rekordów pod moim nickiem w Google dziś nie będzie.

Opcje zaawansowane

NaszeMiasto.pl

Copyright 2010 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.