2010-02-09 16:59, aktualizacja: 2010-02-09 16:59:05
Mam duże doświadczenie w organizowaniu kampanii wyborczych i partii politycznych. W 2003 roku rozpocząłem współpracę z Unią Wolności i od tego czasu jestem aktywny na polu organizacji, które mniej lub bardziej określam jako liberalne.
Bartłomiej Kowalewski 09.02.2010 20:13
a co to jest partia ???
Ryszard PETRYCKI 09.02.2010 20:23
Byłem sympatykiem S.D. ale po wpadce Pawla Piskorskiego uznalem ,ze polityka to nie dla mnie bo na odleglosc brzydko pachnie ,ale moze masz racje ,obys sie nie zataplal w blocie
Powodzenia
Artykól krotki ale dobry
Kamil Kurowski 09.02.2010 20:33
Do modelu partii politycznej jako korporacji (choć to do końca poprawne określenie nie jest) to w Polsce nam jeszcze baaardzo daleko, jeśli w ogóle to kiedykolwiek nastąpi. Ja osobiście nie postrzegam ewolucji pp w kategoriach opisanych powyżej ale raczej w kategoriach "zmierzchu" polityki jako takiej, czyli zjawiska określanego najczęściej postpolityką. Jeśli autor interesuje się tymi zagadnieniami wie o co mi chodzi.
Mieczysław Sienkiewicz 09.02.2010 21:22
Ale rodzi się nowy model wpływu obywateli na sprawowanie władzy: społeczeństwo informatyczne. Politycy zmuszeni są słuchać głosu internautów, jeśli chcą utrzymać się przy władzy. Przykład? Ostatnie spotkania Premiera z internautami w sprawie cenzurowania internetu. Mimo iż nie brałem osobiście udziału w spotkaniu, ale tezy zawarte w moich "pięciu pytań" zostały poruszone. No i co się okazuje? Premier nie ma racji i musi poszukać innej alternatywy dla "rejestru usług nie dozwolonych", bo jeśli tego nie zrobi, to jego elektorat i Platformy Obywatelskiej skurczy się tylko do pracowników strefy budżetowej. W internecie panuje obecnie wolność słowa ograniczona artykułem 212 Kodeksu Karnego(w skrócie więzienie za pomówienie). I dla tego czując zagrożenie w postaci naszego wpływu na to, jak ta władza jest sprawowana, wymyślają i starają się wprowadzić takie pojęcia w życie takie pojęcia jak "czarne listy stron internetowych" i "ograniczenie informacji nie kwalifikowanej", co powiązane jest z tajnym międzynarodowym porozumieniem ACTA negocjowanym w naszym imieniu przez Unię Europejską. Ale sprawy za daleko zaszły, by takie działania miały szansę powodzenia bez zdecydowanego sprzeciwu internautów. Bo to od nas samych zależy, kto ma sprawować władzę, a internet powoduje, iż wszelkie działania polityków możemy śledzić na bieżąco i wyciągać z ich działań wnioski. Nasz głos podczas wyborów jest argumentem nie do odparcia przez sprawujących władzę. No cóż. Nie mam już papierosów i na papierosy, więc koniec pisania. 13 strony za indeksowanych rekordów pod moim nickiem w Google dziś nie będzie.
Wybrane oferty pracy: