Facebook Google+ Twitter

Partner do kolczyków

Studniówka to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu maturzysty, jeśli nie człowieka w ogóle. Jednakże przygotowania do niej mogą spędzić sen z powiek niejednemu nastolatkowi, zwłaszcza gdy jest wszystko oprócz... osoby towarzyszącej.

Jeszcze kilkanaście lat temu syndrom "gorączki przedstudniówkowej" nie istniał - zakładało się tradycyjne, czarno-białe stroje, czesało włosy, robiło lekki makijaż i z kolegą bądź z koleżanką z klasy przekraczało się próg sali (najczęściej gimnastycznej), gdzie na sto dni przed maturą młodzież miała swoje "pięć minut". Dziś, patrząc na studniówki nasze, naszych bliskich, przyjaciół i nieznajomych, trudno nadążyć, co jest modnie założyć na tę jedną noc, a co nie.

Coraz więcej dziewcząt nie zadowala się zwykłymi sukienkami - są takie, które za kilkaset złotych szyją sobie kreacje u renomowanych krawców albo, o zgrozo, zamawiają świecące, niemalże barokowe suknie za kilka tysięcy z drogich butików. Chłopcy nie są gorsi - wybierają dobrze skrojone, unikatowe garnitury z tkanin wysokiej jakości, męskie, skórzane buty, które swoje kosztują. Do tego solarium, tipsy (moda brzydka, sztuczna, ale wciąż obowiązująca), fryzjer, dodatki, limuzyna, alkohol, nie wspominając rzecz jasna o samym balu, który odbywa się w klubach i restauracjach, gdzie młodzi czują się co najmniej jak celebrities.

Ale wszystko można przeboleć, nawet astronomiczne ceny za same studniówki, prócz jednego - problemu z partnerem. Rzadko mówi się o tym głośno, ale brak osoby towarzyszącej na ten pierwszy w życiu dorastającego człowieka bal spędza sen z powiek niejednej dziewczynie i niejednemu chłopakowi. Tak się już bowiem utarło, że partner być musi. Każdy z kimś przychodzi i nikt nie śmie się wyłamać - lepiej nie przyjść w ogóle niż na studniówce pojawić się samemu. Cała szkoła wytykałaby cię potem palcami. Wiele osób w klasie maturalnej spotyka się z drugą połówką już od jakiegoś czasu albo dopiero co zeszła się z wypatrzonym obiektem uczuć. Nie jest to jednak regułą, że każdy kończący liceum ma chłopaka lub dziewczynę, mimo że "dobrze jest" z kimś być. Dopóki żaden sensowny partner się nie pojawi, dopóty pół pensji rodziców, które pochłonie ten jeden wieczór, wydaje się być błahostką.

Na początku jest rozpoznanie - z kim ewentualnie "można by", a z kim nie. Potem kolejni potencjalni kandydaci bądź kandydatki zostają skreśleni z listy, bo jednak nie wyszło. Często ratunkiem okazuje się zaproszenie na studniówkę od kolegi - takiego, który również stresował się brakiem osoby towarzyszącej. Z reguły rzadko się wtedy odmawia - nawet jeśli kolega nie przypomina Jamesa Bonda, zawsze lepiej iść z nim aniżeli zostać na lodzie. Na kilka dni przed studniówką "niesparowanych" ogarnia mała panika - w tej panice niektórzy zachowują zdrowy rozsądek i zapraszają na bal kolegę lub koleżankę ze swojej bądź równoległej klasy. Takie rozwiązanie w przypadku braku alternatywy wydaje się być ideałem - idziemy z osobą dobrze nam znaną, z którą będziemy się na pewno świetnie bawić, a przecież o to przede wszystkim chodzi. Do tego znacznie maleją koszty za studniówkę - jak widać, przyjemne z pożytecznym.

Lepszego bądź gorszego partnera znajdą sobie osoby odważniejsze i pewne siebie. A co z cichymi myszkami? Czasem ich stres przechodzi na rodziców, który próbują im kogoś znaleźć (osobiście znam takie przypadki). Zawsze jednak istnieje ryzyko, że z taką osobą będzie drętwo. Poza tym, osoby słynące z życia na uboczu, tego dnia będą dodatkowo obserwowane przez grupkę co bardziej przebojowych osób, żeby te miały potem o czym gadać, bo "zobacz, z kim przyszedł Wojtek" i "skąd ona wytrzasnęła chłopaka?"

Z perspektywy czasu, kiedy studniówkę mamy już za sobą, takie wspomnienia wywołują uśmiech na naszych twarzach. Bo przecież ten dzień stworzono z myślą o stojących u progu dojrzałości maturzystach, którzy tej nocy powinni się bawić - i nic więcej! O to przecież w tym wszystkim chodzi - o odstresowanie się, relaks i rozluźnienie przed arcyważnymi egzaminami w życiu człowieka. A partner? Dobrze byłoby, gdyby pasował charakterem, wyglądem, do butów i do kolczyków. Ale - na bezrybiu...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 25.01.2009 19:02

Słodki tekst. Taki licealny właśnie. Styl adekwatny do treści.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja byłam z tatą. Przyszedł jako reprezentant rodziców, a że jest bardzo rozrywkowym człowiekiem- świetnie się bawiliśmy. W pewnym momencie podeszła do mnie wf-istka i stwierdziła, że teraz już wie czemu przyszłam z ojcem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.01.2009 13:30

Pamiętam ten bal, wódkę w łazience, słaniająca się na nogach partnerkę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Super! Może to temat na portal internetowy np. "Sparowanie studniówkowe"

Komentarz został ukrytyrozwiń

No coz, ja wprawdzie naleze do osob lekko niestudniowkowych (na swojej bylam i bylo ok, ale to totalnie nie moj typ imprez), ale mam swoje wspomnienia :-)
Chodzilam do klasy, w ktorej byly same dziewczyny. Stad problem partnera byl dosc istotny. Ja poszlam z kolega z internetu, a mniej wiecej polowa dziewczyn szla np. ze starszymi bracmi innych kolezanek :P To byla cala zabawa, z umawianiem ludzi wczensiej ze soba, tak by w ogole sie poznali itd.

U mojego meza i jego siostry bylo zupelnie inaczej: b. duzo osob przychodzilo solo, no chyba ze ktos mial chlopaka/dziewczyne. To chyba zdrowszy model :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.