Jak daleko można zajść w dążeniu do równości? Gdzie kończą się jej granice a zaczyna jawna dyskryminacja? Postaram się odpowiedzieć.
Żeby było zabawniej, według przeprowadzonych przez CBOS badań, 60 proc. ankietowanych Polaków opowiada się za parytetami. Kiedy jednak bliżej przyjrzymy się wynikom, pisze Paweł Zawadzki, okazuje się, że niemal dwóch z trzech zwolenników odpowiedziało, że jest za, ale raczej. Zdecydowaną aprobatę wyraziła jedynie co piąta ankietowania osoba. Podobnie sprawę traktują politycy. Jawnie występujących przeciwko temu projektowi posłów jest niewielu, ale liczba popierających zmiany również nie powala. Większość milczy obawiając się, że zostaną posądzeni o szowinizm. Premier co prawda mówił ostatnio, że być może poprze czasowe wprowadzenie parytetu, ale - jak donosi "Gazeta Wyborcza" - marszałek Sejmu Bronisław Komorowski wolałby, żeby kobiety wchodziły do polityki w sposób naturalny. Z czym w 100 proc. się zgadzam.
Skoro walczymy o prawa kobiet czemu nikt nie wspomina o osobach niepełnosprawnych? Owszem, są tworzone miejsca pracy dla nich, ale nadal powalającą większością osób zatrudnionych są pełnosprawni. Czy jest ktoś niepełnosprawny w sejmie? Szukam, ale nie znajduję. Wprowadźmy parytety również dla nich! A czemu nie? Skoro można faworyzować kogoś ze względu na płeć można i na kolor skóry czy stan zdrowia. Dla mnie bez znaczenia jest to, czy ktoś jest łysy, gruby, homo, bi, czy jest kobietą, mężczyzną czy obojniakiem - ma być kompetentny. Parytet nie jest mi tu w niczym potrzebny.
Zastanówmy się również czy aby nie jest sprzeczny z demokracją, która zakłada, że wszelkie działania mają być dobrowolne a nie z góry narzucone. Z odpowiedzią spieszy Tomasz Lis, który - w radiu Tok FM - uznał parytety za mało demokratyczne. Dziwnym trafem nie przeszkadza mu to jednak być ich zwolennikiem uznając je za konieczne i nazywając "niezbędną formą architektury zjawisk społecznych". Sili mi się zadać pytanie będące jednocześnie tytułem programu prowadzonego przez pana redaktora do 2007 roku: Co z tą Polską? Walczyliśmy z socjalizmem o demokrację, której notabene dalej nie mamy, żeby teraz ją podburzać? Warto byłoby jednak pomyśleć jak aktywizować (czy raczej stworzyć) społeczeństwo obywatelskie, które - najdelikatniej mówiąc - kuleje zamiast sztucznie udawać, że ono istnieje.
W mojej klasie (humanistycznej) w liceum, na trzydzieści dwie osoby przypadało pięciu chłopaków. Może i tam powinniśmy kłócić się o równość i zażądać parytetów? Zostawmy na boku wyniki egzaminów gimnazjalnych i średnie ze świadectw. Wyznaczmy liczbę osób do klasy, pół na pół chłopców i dziewczynek, i sprawdzajmy najpierw czy nasz kandydat nie jest przypadkiem kandydatką. Czy tak będzie sprawiedliwie?
Czy jestem za parytetami? Tak, a czemu nie? Zagwarantujmy również procentowy udział w społeczeństwie. Nadmierne jednostki będziemy usuwać. Przecież i tak domagamy się praw do aborcji i eutanazji pod płaszczykiem prawa do własnego ciała...
Post Scriptum: Marzeniem pani wojewody Henryki Strojnowskiej jest, "abyśmy mieli w polityce mądre i głupie posłanki, mądrych i głupich posłów".
Ależ mamy pani Henryko, mamy...