Zakończyło się trwające od lata zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o parytetach na listach wyborczych. 147.439 osób wyraziło swoje poparcie, w tym wiele o znanych nazwiskach. A wszystko to właściwie po nic.
Zobacz także:
Artykuły
(5)
Galerie
(3)
Średnia ocen
(4.73)
Wiek: 23 | Miejscowość: Gdynia | Kraj: Polska
O mnie: Studentka prawa z naleciałościami polemicznymi oraz skrzywieniem względem praw zwierząt i roli religii w państwie; pasjonatka literatury, trochę filozofii, zwolenniczka CC, feministka równouprawnieniowa.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Mariusz Orłowski 24.12.2009 16:27
Obligatoryjne przyznanie kobietom i mężczyznom po 50 % miejsc samo już jest niezgodne z Konstytucją RP i doktryną polityczną RP. Po pierwsze, każdy pełnoletni obywatel musi mieć równe szanse, a więc odgórny nakaz wystawiania przez partię zamiast np. kompetentnego i osiągającego duże poparcie mężczyzny, niekompetentnej i niepopularnej kobiety jest naruszeniem równości oraz wolności partii. Po drugie, doktryna demokracji i kapitalizmu (w przeciwieństwie np. do socjalizmu) nakazuje spontaniczne dążenie do zwycięstwa, poprzez wysuwanie najbardziej opłacalnych kandydatów i eliminację z list czy kampanii słabszych, bez względu na ich cechy takie jak: wiek, płeć, rasa, wyznanie, itd. Po trzecie, obligatoryjność równości implikuje że jeśli jakiejś grupie społecznej przyznaje się równość w przywilejach musi ona także być równa w obowiązkach - więc gdyby zastosować parytet, należałoby też np. wyznaczyć że 50 % górników i śmieciarzy musi być kobietami, czy zrównać wiek emerytalny kobiet do męskiego, czy ograniczyć urlopy wychowawcze kobiet do okresu tychże urlopów u mężczyzn, zlikwidować przywileje kobiet związane z okresem ciąży i laktacji, żądać możliwości by zostały kapłanami, itd.
Że kobiety są dyskryminowane to mit. Z badań socjologicznych wynika np. że społeczeństwo chętniej im pomaga, że otrzymują niższe wyroki za dokonane przestępstwa niż mężczyźni, częściej są uniewinniane, częściej przyznaje się im opiekę nad dziećmi, łatwiej uzyskują kredyty, otrzymują droższe prezenty okazjonalne, otrzymują wyższe napiwki, chętniej pożycza się im pieniądze, itd. itp. Widać takie zjawiska na co dzień, kobietom się ustępuje miejsca, otwiera drzwi, przepuszcza przodem, pomaga nosić ciężary, itd. Sama przyroda w pewnym sensie kobiety uprzywilejowała - tylko one mogą nosić ciążę, tym samym uzyskując pewność czy dziecko jest ich, mogą mieć wielokrotne orgazmy, żyją dłużej, itd. itp.
Pomysł by 50 % parlamentarzystów była kobietami jest tragiczny - wówczas 1/4 posłów i senatorów byłaby stale podenerwowana i sfrustrowana, bo panie miałyby napięcie przed lub miesiączkowe czy byłyby rozdrażnione przez menopauzę... znikałyby z posiedzeń by rodzić, karmić czy leczyć swoje dzieci... decyzje zapadałyby częściej z pobudek emocjonalnych zamiast racjonalnych... panowie parlamentarzyści skupialiby się na uwodzeniu pań zamiast dobru państwa... itd. itp.
Jeśli feministki czują się pokrzywdzone to niech w swoich partiach założą parytety a nie w Rzeczpospolitej Polskiej, bo założenie parytetu w partii jest zgodne z prawem i sprawdziło się np. w krajach skandynawskich. Tyle że na te prokobiece partie mało kto głosuje...
Maciej Meller 24.12.2009 14:41
Ja mam watpliwości czy mała reprezentacja kobiet w polityce jest efektem dyskryminacji kobiet przez mężczyzn. W moim odczuciu aby dziś być politykiem pierwszego frontu trzeba być swojego rodzaju obślizgłą kreaturą, która wie z kim się zadawać a z kim nie. Odkładając wszelkie swoje ideały na bok, stając się pozbawionym skrupułów lizusem jestem w stanie zająć czołowe miejsca w partii... I chyba w tym mężczyźni są sprawniejsi od kobiet. To jakieś straszne wypaczenie idei wolnych partii politycznych, ale nie każde wypaczenie da się wyeliminować środkami instytucjonalnymi - np. parytetem. Dlatego uważam konkluzja jest jak najbardziej celna - edukacja i zmiana nastawienia.
Łukasz Seredyński 24.12.2009 13:38
Ciekawy artykuł. Masz sporo racji, ale wydaje mi się, że największym problemem jest świadomość samych kobiet. Gdyby tylko odpowiednio dużo kobiet zdało sobie sprawę z władzy jaką mają w swoich rękach te problemy proceduralne, o których piszesz nie byłyby żadną przeszkodą. Niestety świadomość kobiet na temat ich praw jest przerażająco niska, zresztą podobnie jak świadomość innych dyskryminowanych grup w Polsce. Co do parytetów, to wydaje mi się, że same parytety nie wystarczą. Należałoby wprowadzić parytety i kwoty jednocześnie.
Seweryn Lipoński 24.12.2009 01:04
Bardzo ciekawa analiza, która słusznie studzi emocje wokół parytetów. Też od początku jestem bardzo sceptyczny wobec całego pomysłu.
Kasia słusznie pokazała absurd parytetów, gdy odwrócimy sytuację. Proponuję iść dalej tym tropem i zapytać: co powiedziałaby Partia Kobiet (która oczywiście mocno popiera cały projekt), gdyby prawo z góry narzuciło jej, że 50 proc. kandydatów mają stanowić mężczyźni?
Dla zainteresowanych: http://wybory2007.pkw.gov.pl/SJM/PL/KOMITETY/k8.htm Partia Kobiet w wyborach 2007, 109 kandydatów, z czego 106 to kobiety. To dopiero parytet!
Partie same powinny decydować, kogo umieszczają na swoich listach. Pozytywnym skutkiem całej akcji będzie natomiast to, że rzeczywiście kobiet na listach pewnie będzie więcej (Platforma już zapowiedziała, pewnie pójdą za nią inne partie). I nie będzie do tego potrzebna żadna ustawa, która cokolwiek narzuca.
Adam Lutostański 23.12.2009 21:22
Też zdecydowanie nie popieram głupich parytetów. Gdybym miał możliwość to na tych kartach gdzie zbierano podpisy napisałbym NIE POPIERAM GŁUPOTA. Ja często głosuje na kobiety. Mam się czuć przymuszany do tego? Nie dla takich sztucznych wymysłów.
Adam Podgórski 23.12.2009 21:13
Jestem za kobietami, przeciwko parytetom! To sztuczny wymysł, noszący pozory racjonalności. O roli kobiet w polityce nie powinni - tak jak słusznie i wczesniej zauwazyli inni Koledzy - politycy dzielący miejsca na listach wyborczych ale one same; swymi osobowościami, talentami politycznymi i zdolnościami. Adam. Tym razem bez Basieńki
Anna Krajewska 23.12.2009 17:33
Parytety nic nie dadzą,i Krzysztofie masz rację.Po obaleniu komunizmu wprawdzie zniknęła kierownicza rola partii PZPR,ale zastąpiliśmy ją koalicją partyjną.I właśnie te partie decydują o tym,kto reprezentuje lud w sejmie.Powiedziałabym"Zamienił stryjek siekierkę na kijek".Realnie wpływ osobisty wyborców na rezultat wyborów jest żaden.
Aby realizować formę demokracji i związanej z nią równości musimy zapewnić ustanowienie jednomandatowych okręgów wyborczych.
Spór o ordynację ,to spór o demokrację.A wtedy o parytety nikt nie będzie musiał walczyć.
Chcemy parytetów rozpoczynając walkę :od dołu",gdy nasza demokracja kuleje,nie zapewniając równości obywateli.
Katarzyna Szwed 23.12.2009 17:08
Oczywiście, że jednomandatowe okręgi wyborcze (lub system mieszany adaptowany do warunków polskich) byłyby lepsze. Ja pisałam wyłącznie o prawnym aspekcie parytetów, o konkretnym projekcie. Nie o idei tego rodzaju wytycznych względem układania list wyborczych.
Krzysztof Kowalczyk 23.12.2009 15:09
A co wam dadzą parytety, gdy kobiety będą nadal zależne od liderów umieszczających je na listach partyjnych? Nie lepiej byłoby zmienić ordynację na jednomandatową, tak aby każdy mógł kandydować bez łaski? To znacznie lepsze rozwiązanie. Pisałem już o tym w kontekście parytetów:
link
Robert Grzeszczyk 23.12.2009 15:07
Bardzo interesujący wykład. Właśnie kończę coś w tym temacie. Boli mnie, że pewne konkluzje są wspólne i niestety nie wróżą dobrej perspektywy dla zdecydowanie ważniejszych idei.
Śmierć Madzi z Sosnowca jak wyciskanie cytryny
(odsłon: +3121)