Facebook Google+ Twitter

Parytety nie mają szans

Zakończyło się trwające od lata zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o parytetach na listach wyborczych. 147.439 osób wyraziło swoje poparcie, w tym wiele o znanych nazwiskach. A wszystko to właściwie po nic.

Połowa dla drugiej połowy, "Gazeta za parytetem, jak aktywować kobiety... To hasła ze strony "Gazety Wyborczej", każdą czcionką popierającej obywatelski projekt wprowadzenia parytetów na listach wyborczych. I zachęcającej do popierania, również za pomocą błyśnięcia znanymi nazwiskami tych, którzy już poparli. Kongres Kobiet na swojej stronie dziękuje wszystkim, którzy poświęcając swój czas i energię zbierają podpisy pod ustawą o parytetach płci na listach wyborczych.

Tymczasem cały ruch wraz ze swoim entuzjazmem (skądinąd niebezpodstawnym, inicjatywa zyskała zarówno rozgłos, jak i poparcie części społeczeństwa) z prawnego punktu widzenia jest skazany na porażkę, niezależnie od ilości zebranych podpisów. Ponadto może pozostawić pozostawić atmosferę lekkomyślności oraz marnotrawstwa wokół samej instytucji obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej, a to będzie szkodą dużo większą niż odrzucenie jednego projektu.

Gwoli przypomnienia - parytet, z łacińskiego paritas, oznacza równość. W rozumieniu współczesnym to zagwarantowanie określonym grupom społecznym możliwości udziału w pozostającym w ich zakresie zainteresowań zakresie działalności, głównie związanym z sektorem publicznym. W znaczeniu, jakie nas interesuje, parytety to zagwarantowanie każdej z płci 50 proc. miejsc na listach wyborczych (nie docelowo w parlamencie, co jest często przekręcane).

Należy odróżnić system parytetowy od systemu kwotowego, nieco bardziej giętkiego. Kwota to zagwarantowanie w ustawie minimalnej ilości miejsc na liście wyborczej, jakie mają przypadać danej płci. Przykładowo kwoty można ustalić na 30 proc. - oznacza to, że 30 proc. miejsc musi przypaść kobietom, 30 proc. mężczyznom, pozostałe 40 proc. partia obsadza samodzielnie. Parytety nie pozostawiają marginesu dla samodzielnych decyzji organizacji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Obligatoryjne przyznanie kobietom i mężczyznom po 50 % miejsc samo już jest niezgodne z Konstytucją RP i doktryną polityczną RP. Po pierwsze, każdy pełnoletni obywatel musi mieć równe szanse, a więc odgórny nakaz wystawiania przez partię zamiast np. kompetentnego i osiągającego duże poparcie mężczyzny, niekompetentnej i niepopularnej kobiety jest naruszeniem równości oraz wolności partii. Po drugie, doktryna demokracji i kapitalizmu (w przeciwieństwie np. do socjalizmu) nakazuje spontaniczne dążenie do zwycięstwa, poprzez wysuwanie najbardziej opłacalnych kandydatów i eliminację z list czy kampanii słabszych, bez względu na ich cechy takie jak: wiek, płeć, rasa, wyznanie, itd. Po trzecie, obligatoryjność równości implikuje że jeśli jakiejś grupie społecznej przyznaje się równość w przywilejach musi ona także być równa w obowiązkach - więc gdyby zastosować parytet, należałoby też np. wyznaczyć że 50 % górników i śmieciarzy musi być kobietami, czy zrównać wiek emerytalny kobiet do męskiego, czy ograniczyć urlopy wychowawcze kobiet do okresu tychże urlopów u mężczyzn, zlikwidować przywileje kobiet związane z okresem ciąży i laktacji, żądać możliwości by zostały kapłanami, itd.

Że kobiety są dyskryminowane to mit. Z badań socjologicznych wynika np. że społeczeństwo chętniej im pomaga, że otrzymują niższe wyroki za dokonane przestępstwa niż mężczyźni, częściej są uniewinniane, częściej przyznaje się im opiekę nad dziećmi, łatwiej uzyskują kredyty, otrzymują droższe prezenty okazjonalne, otrzymują wyższe napiwki, chętniej pożycza się im pieniądze, itd. itp. Widać takie zjawiska na co dzień, kobietom się ustępuje miejsca, otwiera drzwi, przepuszcza przodem, pomaga nosić ciężary, itd. Sama przyroda w pewnym sensie kobiety uprzywilejowała - tylko one mogą nosić ciążę, tym samym uzyskując pewność czy dziecko jest ich, mogą mieć wielokrotne orgazmy, żyją dłużej, itd. itp.

Pomysł by 50 % parlamentarzystów była kobietami jest tragiczny - wówczas 1/4 posłów i senatorów byłaby stale podenerwowana i sfrustrowana, bo panie miałyby napięcie przed lub miesiączkowe czy byłyby rozdrażnione przez menopauzę... znikałyby z posiedzeń by rodzić, karmić czy leczyć swoje dzieci... decyzje zapadałyby częściej z pobudek emocjonalnych zamiast racjonalnych... panowie parlamentarzyści skupialiby się na uwodzeniu pań zamiast dobru państwa... itd. itp.

Jeśli feministki czują się pokrzywdzone to niech w swoich partiach założą parytety a nie w Rzeczpospolitej Polskiej, bo założenie parytetu w partii jest zgodne z prawem i sprawdziło się np. w krajach skandynawskich. Tyle że na te prokobiece partie mało kto głosuje...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja mam watpliwości czy mała reprezentacja kobiet w polityce jest efektem dyskryminacji kobiet przez mężczyzn. W moim odczuciu aby dziś być politykiem pierwszego frontu trzeba być swojego rodzaju obślizgłą kreaturą, która wie z kim się zadawać a z kim nie. Odkładając wszelkie swoje ideały na bok, stając się pozbawionym skrupułów lizusem jestem w stanie zająć czołowe miejsca w partii... I chyba w tym mężczyźni są sprawniejsi od kobiet. To jakieś straszne wypaczenie idei wolnych partii politycznych, ale nie każde wypaczenie da się wyeliminować środkami instytucjonalnymi - np. parytetem. Dlatego uważam konkluzja jest jak najbardziej celna - edukacja i zmiana nastawienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy artykuł. Masz sporo racji, ale wydaje mi się, że największym problemem jest świadomość samych kobiet. Gdyby tylko odpowiednio dużo kobiet zdało sobie sprawę z władzy jaką mają w swoich rękach te problemy proceduralne, o których piszesz nie byłyby żadną przeszkodą. Niestety świadomość kobiet na temat ich praw jest przerażająco niska, zresztą podobnie jak świadomość innych dyskryminowanych grup w Polsce. Co do parytetów, to wydaje mi się, że same parytety nie wystarczą. Należałoby wprowadzić parytety i kwoty jednocześnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawa analiza, która słusznie studzi emocje wokół parytetów. Też od początku jestem bardzo sceptyczny wobec całego pomysłu.

Kasia słusznie pokazała absurd parytetów, gdy odwrócimy sytuację. Proponuję iść dalej tym tropem i zapytać: co powiedziałaby Partia Kobiet (która oczywiście mocno popiera cały projekt), gdyby prawo z góry narzuciło jej, że 50 proc. kandydatów mają stanowić mężczyźni?

Dla zainteresowanych: http://wybory2007.pkw.gov.pl/SJM/PL/KOMITETY/k8.htm Partia Kobiet w wyborach 2007, 109 kandydatów, z czego 106 to kobiety. To dopiero parytet!

Partie same powinny decydować, kogo umieszczają na swoich listach. Pozytywnym skutkiem całej akcji będzie natomiast to, że rzeczywiście kobiet na listach pewnie będzie więcej (Platforma już zapowiedziała, pewnie pójdą za nią inne partie). I nie będzie do tego potrzebna żadna ustawa, która cokolwiek narzuca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też zdecydowanie nie popieram głupich parytetów. Gdybym miał możliwość to na tych kartach gdzie zbierano podpisy napisałbym NIE POPIERAM GŁUPOTA. Ja często głosuje na kobiety. Mam się czuć przymuszany do tego? Nie dla takich sztucznych wymysłów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jestem za kobietami, przeciwko parytetom! To sztuczny wymysł, noszący pozory racjonalności. O roli kobiet w polityce nie powinni - tak jak słusznie i wczesniej zauwazyli inni Koledzy - politycy dzielący miejsca na listach wyborczych ale one same; swymi osobowościami, talentami politycznymi i zdolnościami. Adam. Tym razem bez Basieńki

Komentarz został ukrytyrozwiń

Parytety nic nie dadzą,i Krzysztofie masz rację.Po obaleniu komunizmu wprawdzie zniknęła kierownicza rola partii PZPR,ale zastąpiliśmy ją koalicją partyjną.I właśnie te partie decydują o tym,kto reprezentuje lud w sejmie.Powiedziałabym"Zamienił stryjek siekierkę na kijek".Realnie wpływ osobisty wyborców na rezultat wyborów jest żaden.
Aby realizować formę demokracji i związanej z nią równości musimy zapewnić ustanowienie jednomandatowych okręgów wyborczych.
Spór o ordynację ,to spór o demokrację.A wtedy o parytety nikt nie będzie musiał walczyć.
Chcemy parytetów rozpoczynając walkę :od dołu",gdy nasza demokracja kuleje,nie zapewniając równości obywateli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście, że jednomandatowe okręgi wyborcze (lub system mieszany adaptowany do warunków polskich) byłyby lepsze. Ja pisałam wyłącznie o prawnym aspekcie parytetów, o konkretnym projekcie. Nie o idei tego rodzaju wytycznych względem układania list wyborczych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A co wam dadzą parytety, gdy kobiety będą nadal zależne od liderów umieszczających je na listach partyjnych? Nie lepiej byłoby zmienić ordynację na jednomandatową, tak aby każdy mógł kandydować bez łaski? To znacznie lepsze rozwiązanie. Pisałem już o tym w kontekście parytetów:
link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo interesujący wykład. Właśnie kończę coś w tym temacie. Boli mnie, że pewne konkluzje są wspólne i niestety nie wróżą dobrej perspektywy dla zdecydowanie ważniejszych idei.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.