Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

409 miejsce

Pasażer kontra kolej

Historia jakich wiele. Wskutek nieprecyzyjnych zapowiedzi pociąg ucieka pasażerom sprzed nosa. PLK uważa, że wszystko jest w porządku. Lokalny portal internetowy umywa ręce.

 / Fot. Ireneusz GębskiW sobotę 18 marca zalegalizowaliśmy z kolegą na dworcu w Gdańsku Wrzeszczu karnety Regio i wyszliśmy na peron. Z megafonów usłyszeliśmy informację o dziesięciominutowym opóźnieniu pociągu Sambor, którym mieliśmy jechać do Bydgoszczy. Weszliśmy więc z powrotem na halę dworcową, aby niepotrzebnie nie marznąć. Po około pięciu minutach megafony wypluły kolejny komunikat: "Pociąg Regio Sambor z Gdyni do Bydgoszczy odjedzie z peronu drugiego". Na peron dobiegliśmy w samą porę, żeby zobaczyć ostatni wagon odjeżdżającego składu. Tym samym stanęliśmy przed dylematem, co robić dalej. Mogliśmy zrezygnować z podróży lub spróbować dojechać do Bydgoszczy innym pociągiem, żeby zdążyć na połączenie do Poznania (plan naszej podróży zakładał przejazd pięcioma pociągami regionalnymi z przesiadkami w Bydgoszczy, Poznaniu, Rawiczu i Wrocławiu). Zdecydowaliśmy się na to drugie rozwiązanie. Nabyliśmy bilety Intercity po 43 złote od osoby i pojechaliśmy do Bydgoszczy najbliższym pociągiem pośpiesznym.
Po powrocie złożyliśmy reklamację w PLK. W odpowiedzi zastępca dyrektora ds. eksploatacyjnych Marek Szulkowski napisał między innymi, że:

We wskazanym przez Pana dniu przedmiotowy pociąg doznał awarii drzwi na stacji Gdańsk Oliwa, co skutkowało opóźnioną godziną odjazdu pociągu z tej stacji. Z tego powodu wygłoszony został komunikat o opóźnieniu w wysokości 10 minut. Jednocześnie komunikat ten informował, że "wielkość opóźnienia może ulec zmianie", co oznacza, że może się ono zwiększyć lub zmniejszyć. W tym przypadku pociąg 55300 przybył na stację Gdańsk Wrzeszcz z opóźnieniem rzeczywistym 6 minut). W tym dniu nie odnotowano też usterek urządzeń megafonowych na peronach.
W związku z powyższym Zakład Linii Kolejowych w Gdyni nie widzi podstaw do zwrotu kosztów podróży.

Odpisałem, co następuje:
Dziękuję za odpowiedź na reklamację (pismo IZIP4-051/19/20017). Wyjaśniam jednocześnie, że nie chodziło mi o:
a/ wytłumaczenie przyczyn opóźnienia pociągu nr 55300,
b/ ilość minut opóźnienia w/w pociągu,
c/ ewentualne usterki systemu megafonowego w Gdańsku Wrzeszczu.
Moja reklamacja dotyczyła wyłącznie braku zapowiedzi, iż wymieniony wyżej pociąg wjeżdża na stację. Pojawił się bowiem tylko komunikat - o czym pisałem w reklamacji - iż wspomniany pociąg odjeżdża z peronu drugiego. Skoro zaś "odjeżdża", to pasażer nie ma szans na niego zdążyć z poczekalni dworcowej.
Ponawiam więc prośbę o ponowne rozpatrzenie reklamacji.

Tym razem krótko odpowiedziała Alicja Tracz (referent samodzielne wieloosobowe stanowisko pracy ds. infrastruktury pasażerskiej):
W odpowiedzi na e-maila z dnia 05.04.2017 informuje, że tutejszy Zakład nadal podtrzymuje stanowisko zawarte w piśmie skierowanym do Pana w dniu 03.04.2017.
Moje pytanie brzmi: czy PLK ma obowiązek ogłaszania, że dany pociąg wjeżdża na peron, czy też wystarczy, że ogłosi, iż właśnie odjeżdża? Jeżeli to ostatnie, to faktycznie, moja reklamacja mogła być z czystym sumieniem odrzucona. Chyba jednak nie zaszkodziłoby, gdyby osoba obsługująca system zapowiedzi nieco się wysiliła i powiedziała coś w rodzaju: Opóźniony pociąg relacji (...) wjeżdża na peron drugi.
Powyższym tematem próbowałem zainteresować portal Trojmiasto.pl. Piotr Weltrowski redagujący rubrykę "Co mnie gryzie" obiecał przyjrzeć się sprawie. Potem zapadła długa cisza. Dopiero po dwukrotnym monicie otrzymałem odpowiedź, z której wynikało, że redakcja nie jest zainteresowana nagłaśnianiem tej sprawy. Jednocześnie życzono mi powodzenia "w sporze z PLK". Zabrzmiało to nieco ironicznie, bo co może zrobić jednostka w zetknięciu z wielką firmą?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Przeciętny zjadacz chleba nie ma zbyt wielkich szans w starciu z takimi potworami. W pierwszej kolejności odczuwa brak równoważności w relacji klienckiej, na gruncie medialnym, gdzie dana firma krzyczy reklamami, nakazami, przepisami i całą resztą swojego bytu, spychając niejako interesanta poza granicę należnej uwagi. I w tym miejscu winna objawiać się właściwa rola profesjonalnego dziennikarstwa wobec nierówności traktowania i tworzenia sytuacji jednej racji przez firmę taką czy inną. Żenująco często tego rodzaju historie są marginalizowane jako natręctwo czy fanaberia obywatela, jeżeli nie zyskają rozgłosu, nie zaistnieją w publikatorach. Wtedy znajdują się rzetelni i uczciwi urzędnicy, prawnicy, funkcjonariusze, duchowni itp.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Energa, Poczta Polska i spółki kolejowe to biurokratyczne molochy, dla których szary człowiek jest tylko pyłkiem. Tak się składa, że na przestrzeni ostatnich kilku lat miałem do czynienia z każdą z tych instytucji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/...co może zrobić jednostka w zetknięciu z wielką firmą?/

Może potencjalnie trochę zrobić, ale pytanie brzmi, co może zrobić, aby zgodnie z planem pojechać. Wychodzi na to, że... marznąć.

U mnie gadają non stop. Jak się domyślam, ze trzy razy zapowiadają jedną operację.
Tyle że zrozumieć się nie da "szczekaczki" ;)

Ale przynajmniej błyskawicznie odpowiadają.
"Samodzielny referent na stanowisku wieloosobowym" - daje radę.
Gdy zgłosiłem reklamację w Energii, po roku otrzymałem odpowiedz, że w wyniku zmiany systemu część reklamacji mogli nie otrzymać. Skąd zatem w ogóle ta odpowiedz - nie wyjaśnili.

Nic to, kiedyś będzie zmiana. Synekur.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Zarządów" - dobre określenie. Właśnie za dużo ich jest na dawnych PKP.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powinniśmy się cieszyć z tego, że po naszych torach jeździ nowoczesne Pendolino. A pasaźerowie są całkowicie zbędnym elementem dla zarządów PKP.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.