Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14369 miejsce

"Pasja rodzi się w bólach" - wywiad z Maciejem Malinowskim

Czy można zrealizować najskrytsze marzenia, pokonać przeciwności losu i wydać płytę? Tego dowiecie się z wywiadu przeprowadzonego z Maciejem Malinowskim - muzykiem, twórcą i gitarzystą.

 / Fot. archiwum Macieja MalinowskiegoDla niego dźwięki gitary i tworzenie muzyki jest czymś więcej niż tylko czystym i precyzyjnym splotem wartości muzyczno - rytmicznych.

Ewa Krzysiak: Cieszę się, że podczas swojego pobytu w Warszawie zgodziłeś się zamienić ze mną kilka słów i przybliżyć swoją postać czytelnikom W24. Wiele osób zna Cię z licznych koncertów, ale to zdecydowanie za mało. Dowiemy się czegoś więcej?

Maciej Malinowski - Witam serdecznie. Mógłbym wiele opowiedzieć o różnych zabawnych i mniej zabawnych sytuacjach z mojego życia, jednak skoncentruję się bardziej na wydarzeniach, które sprawiły, że narodziła się moja pasja - muzyka.

Jakie były Twoje pierwsze spotkanie z tą dziedziną sztuk pięknych?
- Pamiętam jak w swoim pokoju słuchałem różnych zespołów i udawałem, że śpiewam i gram na gitarze. Gdy przychodziły kuzynki i kuzyn, to wówczas zamykaliśmy się w moim pokoju, puszczaliśmy muzykę i udawaliśmy, że dajemy koncert.

Jak taki koncert wyglądał?
- Kuzyn najczęściej siadał na łóżku i rytmicznie uderzał jakimiś ołówkami czy czymś podobnym w rozłożone poduszki - niczym w instrumenty perkusyjne. Ja natomiast miałem świetną gitarę, której gryf i korpus stanowił kawałek drewnianej deski, którą ojciec używał do układania boazerii w kuchni.

Czyli takie typowe zabawy ... kilkulatków?
- Tak. Ale my bardzo wczuliśmy się w role. I wkrótce założyliśmy pierwszy zespół.

Już w przedszkolu?
- To raczej było w podstawówce. Nie pamiętam, która to mogła być klasa...może czwarta. W każdym razie razem z kolegami z klasy rozdzieliliśmy między siebie role: był perkusista, basista, gitarzysta jednocześnie pełniący rolę wokalisty i ja, gitarzysta solowy. Skończyło się dość interesująco, zważywszy na fakt, iż próby mieliśmy na ławce pod blokiem albo na murku piaskownicy...

Mieliście prawdziwy sprzęt?
- Nie mieliśmy. Zastanawialiśmy się skąd go zdobyć. No i tak po jakichś trzech próbach zespół oficjalnie rozwiązaliśmy do czasu gdy będziemy w posiadaniu instrumentów.

A co o tym sądzili rodzice? Wspierali w poczynaniach?

- U mnie w domu nie działo się najlepiej. Częste kłótnie rodziców, a potem ich rozwód spowodował, że byłem bliski załamania. Miałem też spore problemy w szkole. Oczywiście, były też dobre chwile w moim rodzinnym domu, ale te jakoś bardziej wryły się w pamięć. Wtedy intensywnie myślałem o tym, że stanę się niezależny, sławny, bogaty i będę żył z muzyki. To mi dodawało sił i budziła się wówczas we mnie chęć do życia.

Robiłeś coś w tym kierunku? Czy to były tylko plany na przyszłość?
- Udało mi się zdobyć klawisze, niezapomniany Roland Alpha Juno 2, mikser oraz komputer Amiga. Zacząłem tworzyć pierwsze dźwięki. Uśmiecham się teraz na wspomnienie moich pierwszych kilkuminutowych kompozycji, które wówczas wychodziły na światło dzienne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.