Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3866 miejsce

Pastor sprzedał dom, by pomóc bezdomnym

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2007-08-31 15:53

Pastor Kościoła zielonoświątkowego w Morągu Andrzej Różański sprzedał swój dom, aby zapewnić bezdomnym dach nad głową. Dziś żyje bardzo skromnie przy zborze Kościoła zielonoświątkowego, opiekuje się bezdomnymi, zapewnia pomoc samotnym matkom.

Zdjęcie ilustrayjne / Fot. Trybuna ŚląskaUrodził się w Starogardzie Szczecińskim. Wychowywał się w tradycyjnej rodzinie katolickiej. Jako dorosły człowiek poznał dziewczynę z Olsztyna i właśnie wtedy zaczęła się jego praca na rzecz drugiego człowieka.
— Byłem normalnym, przeciętnym facetem — mówi o sobie Andrzej Różański. — Pracowałem kilka lat w Szwecji jako kierowca. Dobrze zarabiałem. W wieku 29. lat miałem wszystko, o czym marzy młody człowiek: żonę, dwóch synów, mieszkanie, samochód. Nie byłem ideałem, paliłem a nawet przeklinałem. Taka zwyczajna norma.
Jednak lata 90. i przemiany społeczne, które dokonywały się w tym czasie w Polsce przyczyniły się do zmiany jego życia. Wrócił do kraju, szukał pracy. Nie znalazł zajęcia, nie widział perspektyw na przyszłość, wszystko zaczęło go przygniatać. Na szczęście obok była żona. Wiesława — uczestniczka Olimpiady w Moskwie w 1980 roku w gimnastyce sportowej. — Żona bardzo modliła się w tym czasie o pomyślność dla naszej rodziny — opowiada pastor. — Czasami nawet byłem na nią zły, krzyczałem, że „odstawia cyrki”. Przez trzy lata żona namawiała mnie do wzięcia udziału w odbywającej się w Olsztynie ewangelizacji namiotowej. Nigdy nie byłem jakoś wyjątkowo religijny, chociaż czytałem Biblię i starałem się żyć według jej wskazówek. Moim życiowym marzeniem było zostanie przedsiębiorcą. Niestety, nigdy nie zrobiłem wielkiego biznesu, a dziś sam głoszę Słowo Boże.

Pomógł nam zbór z Wielkiej Brytanii

— Podczas namiotowej ewangelizacji doświadczyłem duchowego odrodzenia — opowiada Andrzej Różański. — Poczułem wielką potrzebę służenia Bogu. Jednak nie da się służyć Bogu, nie służąc człowiekowi.
Przyłączył się do olsztyńskiego zboru, ukończył Okręgową Szkołę Biblijną w Szczytnie i rozpoczął pracę duszpasterską w schronisku dla bezdomnych i areszcie śledczym w Olsztynie. Od 1993 roku dwa razy w tygodniu przyjeżdżał do Morąga, by prowadzić pracę misyjną. Rok później zarejestrował Zbór Kościoła Zielonoświątkowego Sylone w Morągu, przy którym jednocześnie powstało stowarzyszenie działające na rzecz bezdomnych. Potrzebna była jeszcze siedziba. — Nadarzyła się okazja kupna parteru budynku i możliwość utworzenia większej liczby miejsc noclegowych dla potrzebujących — opowiada Różański. — Ale potrzebne były pieniądze. Część pożyczyłem od kolegi z Olsztyna. Resztę funduszy na spłatę kolejnych rat pożyczki zarobiliśmy organizując Ogólnopolskie Zloty Młodzieży. Pomógł nam zaprzyjaźniony zbór z Wielkiej Brytanii. Prowadziliśmy prace adaptacyjne.
Obok sali nabożeństw powstały pokoje dla bezdomnych, w których mogły zamieszkać 3-4 osoby. To było ciągle niewiele. Postanowili dokupić resztę budynku. Żeby zdobyć pieniądze na inwestycję, Andrzej i Wiesława Różańscy zdecydowali się sprzedać swój dotychczasowy dom na ulicy Chodkiewicza w Morągu — który kupili za sprzedane mieszkanie w Olsztynie — i zamieszkać przy zborze.
Dziś przy zborze działa przytulisko: sześć pokoi dla bezdomnych, dwa małe odrębne mieszkania, w których mieszkają matki samotnie wychowujące dzieci, świetlica terapeutyczna oraz pomieszczenie, w którym prowadzone są prace chałupnicze. Każdy, kto cierpi na brak pieniędzy, może tu przyjść i dorobić, skręcając uchwyty do rur miedzianych i plastykowych. Działające przy zborze stowarzyszenie rozdaje żywność we współpracy z Bankiem Żywności w Olsztynie.

Nie w śmietniku, czy altanie

— Aby świat mógł być prawie „idealny” wystarczy, aby ludzie pamiętali o drugim przykazaniu miłości: będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Ono jest mottem mojego życia. — zapewnia Andrzej Różański. — Jestem pastorem, służę Bogu. Ale z tej służby wynikają obowiązki. Moją pracą jest nie tylko budowanie instytucji, ale działanie, aby ten kościół był żywy. Ludzie często nie wierzą w to, że można coś zrobić bezinteresownie dla innych. Bezdomność jest ogromnym problemem. Naszym obowiązkiem jest takim osobom podać rękę, nie pozwolić, aby ludzie mieszkali przy śmietnikach, w altankach, piwnicach czy na ulicy.
Jedną z takich osób jest 67-letni Kazimierz z Morąga, który mieszka w przytulisku z przerwami od czterech lat.
— Trafiłem tutaj po rozwodzie z żoną — mówi Kazimierz. — W kłopoty wpędził mnie alkohol, dziś nie mam gdzie pójść. Mieszkałem trochę w schronisku w Olsztynie, ale to już nie na moje lata. Tam było chuligaństwo, tu jest spokojniej i wygodniej.
Jednak wielu ludzi nie chce dać sobie pomóc. Zwłaszcza mężczyźni szukają schronienia przed zimą, jednak gdy przychodzi wiosna, wolą odejść. Przytulisko jest jak dworzec i szpital w jednym. Potrzebujący przychodzą, leczą choroby, nabierają sił i odchodzą, aby za jakiś czas znowu pojawić się i szukać dachu nad głową.
— W chwilach, kiedy odchodzą często tracimy nadzieję — mówią zgodnie małżonkowie. — W wielu przypadkach jest to tylko pomoc doraźna.

Życie w dwóch reklamówkach

Magda z Olsztyna znalazła w morąskim zborze miejsce do życia dla siebie i dwojga dzieci: 6 i 11 lat.
— Po rozwodzie musiałam wyprowadzić się z domu męża i jego rodziny. Początkowo trafiłam do domu matki i dziecka w Olsztynie prowadzonego przez Caritas. Jednak tam oferują pomoc tylko przez pół roku. Nie wiedziałam, co mam robić, ale na szczęście opieka społeczna dała mi adres zboru. Przyszłam tutaj z dwojgiem małych dzieci i dorobkiem życia, który zmieścił się w dwóch reklamówkach. Na szczęście, było wolne miejsce.
Dziś Magda mieszka w oddzielnym mieszkaniu, przyuczyła się do zawodu szwaczki, znalazła pracę. Wie, że dopóki nie stanie samodzielnie na nogi, może tu mieszkać. Złożyła już podanie o mieszkanie socjalne.
— Myślę, że to tylko kwestia czasu, jak przestanę być osobą bezdomną — mówi Magda. — Jestem bardzo szczęśliwa, że właśnie tutaj udało mi się trafić.
Coraz więcej kobiet z dziećmi szuka tutaj dachu nad głową. Schronisko nie może pomóc wszystkim potrzebującym. Morąski pastor ma tylko jedno marzenie: żeby żadnemu potrzebującemu nie musiał odmówić pomocy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Proszę się dziś przyjrzeć temu "cudownemu człowiekowi". Jak doskonale manipuluje ludźmi dla osiągania własnych korzyści, znam go osobiście.
Posiada spory dom i kawałek ziemi, przy kościele zielonoświątkowym w Morągu, wynajmuje mieszkania ludziom, a na matkach i bezdomnych zarabia pieniądze, mało mu tej kasy z jego wiernych. Dziesięcina jest prawie obowiązkowa, naciska na ludzi i manipuluje nimi, żeby jak najwięcej kasy płacili, niby na służbę Panu Bogu.
Ludzie którzy odchodzą z jego kościoła mają ogromne problemy psychiczne i duchowe, myśli samobójcze, napady lęku, depresję, schizofrenię. Mój znajomy po jego obrzędach wylądował w szpitalu psychiatrycznym, ja sam o mało tam nie wylądowałem. Wniosek jest prosty to sekta.
Przyjrzyjmy się jego pomocy ludziom, przez prace chałupnicze, zatrudnia ludzi przy niczukach (obejmy do mocowania rur), są to ludzie, mogę powiedzie najbiedniejsi, którzy ciężko mają w życiu, zarobki marne, a Różański czerpie z tego korzyści finansowe. Te prace są prowadzone w piwnicy, guma śmierdzi i jest szkodliwa dla zdrowia, u niektórych ludzi objawia się to wysypką na skórze(brak wentylacji), często te prace są wykonywane na czarno.
Różański ma pensje pastora. Po co więc dorabia się na najbiedniejszych?
Jakiś czas prowadził rozdawanie żywności dla potrzebujących z pomocy społecznej, miał dwa pomieszczenia jedno było według niego dla pogan, a drugie dla wierzących (czyli jego wyznawcy), oczywiście jego wyznawcy choć nie którzy nie potrzebowali pomocy, mieli pełne lodówki, Różański również, wywozili samochodami pełne bagażniki pożywienia, brak wstydu i honoru, okradanie najbiedniejszych.
To taki mały wycinek jego działalności, ale to powinno dać trochę światła, kim jest Różański i jego kościół.
Proszę was ludzie uważajcie na tego człowieka, to niebezpieczny osobnik, pod przykrywką dobra czyni zło, potrafi w czasie wszystko obrócić na swoją korzyść, a w manipulowaniu jest dobry.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Marek
  • Marek
  • 26.12.2011 17:35

Takich ludzi z charyzmą przesiąkniętych Ewangelią potrzeba w obecnych czasach coraz więcej..

Komentarz został ukrytyrozwiń
Paweł Jurkowski
  • Paweł Jurkowski
  • 12.02.2011 07:07

To jest chrześcijaństwo w praktyce. Nie puste religijne obrzędy i marna dewocja, ale miłość do Boga wyrażana w miłości bliźniego. Tego może dokonać tylko żywy Jezus mieszkający w odrodzonym sercu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ho ho ho miło miło

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też mi się spodobał jak go znalazłem ; )

Komentarz został ukrytyrozwiń

cudowny człowiek, piękna historia

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.