Facebook Google+ Twitter

Pat Metheny - Deus ex machina?

Samotny człowiek otoczony muzyczną machinerią - pierwszy krok ku przyszłości czy większa wersja anachronicznej pianoli?

Pat Metheny, amerykański gitarzysta jazzowy i kompozytor, wystąpił 1. bm. w warszawskiej Sali Kongresowej w ramach The Orchestrion Tour. / Fot. PAP/JACEK TURCZYKPat Metheny, jeden z największych żyjących gitarzystów jazzowych, lubi chwalić się swoimi zabawkami. Publiczność zdążyła już przywyknąć do jego czterogryfowej, 42-strunowej gitary Pikasso kiedy usłyszała o nowym projekcie - Orchestrion.

Żeby zrozumieć koncepcję Metheny'ego, trzeba by chyba cofnąć się do jego dzieciństwa. Oto siedzący na schodach piwnicy swojego dziadka mały Pat, wpatrujący się w pianolę. Przedziwna rzecz, pianino odtwarzające muzykę z papierowej rolki. Przestarzały mechanizm w zdobionej bogato drewnianej obudowie. Starożytna konstrukcja o magicznej, jakby pochodzącej z przyszłości mocy. Pat obserwuje poruszające się bez ludzkiej interwencji klawisze i pewnie jeszcze nie wie, że kiedyś pokaże światu coś dalece bardziej złożonego.

Prawie 50 lat później siedzi na scenie otoczony fortepianem, wibrafonem, marimbą, zestawem pedałów, kilometrami przewodów oraz tajemniczą ścianką nakrytą karmazynową płachtą. Jak zawsze, prezentuje się eleganckiej publiczności w starych jeansach, koszulce i adidasach. Na jego kolanach spoczywa wykonana przez Lindę Manzer gitara akustyczna, sala milknie. Pat Metheny szarpie po raz pierwszy za struny, zaczynając swoją opowieść.

Utwory na gitarę a cappella grane przez Metheny'ego mogłyby zapewnić w pełni udany koncert, ale najważniejsze miało dopiero nadejść. Pat wprawia pedałem w ruch dzwoneczek, grając z jego towarzyszeniem bluesa, następnie opada zasłona, publiczność w końcu widzi dzieło ostatnich miesięcy, a może lat pracy artysty. Wysoki na pięć metrów stelaż, na którym porozwieszane są części zestawu perkusyjnego, organy skonstruowane z napełnionych w różnym stopniu cieczą butelek, wszystko sterowane przez niego za pomocą gitary i leżących na ziemi paneli. Pat powraca do piwnicy dziadka, wprawiając w ruch klawisze fortepianu, następnie uruchamia resztę swojej niewiarygodnej machinerii. Każda część zaopatrzona w światełko mrugające w przypadku jej użycia, cały firmament kontrolowany przez wybitnego muzyka.

Najważniejszy jest fakt, że wartość przedsięwzięcia jest równie wysoka, gdy nie zważamy na środki, po jakie sięgnął Metheny, żeby wykonać swoje nowe kompozycje. Człowiek obronił się przed napierającymi ze wszystkich stron robotami, ustawił je w szyku i tchnął w nie życie, każąc im razem z nim malować dźwiękami ten i inne światy.


Sala Kongresowa, Warszawa, 1.03.2010.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Świetnie napisany tekst. Krótki ale pełen treści i napisany z pasją. Brawo...
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.