Facebook Google+ Twitter

Patos utracony - dyskurs polityczny w Polsce rok po katastrofie smoleńskiej

Nikt nie powtórzy już dzisiaj za Obamą: "Wszyscy jesteśmy Polakami". Esencją naszej polityki jest znów konflikt, tym razem z katastrofą w tle.

Dzisiaj ani media, ani politycy nie wspominają już - a jeśli, to bardzo rzadko - o kontraście pomiędzy tym, co działo się rok temu, a tym, co dzieje się teraz w polskim życiu społeczno-politycznym. Od czasu do czasu pojawiają się apele - głównie przedstawicieli instytucji kościelnych, kierowane do całej klasy politycznej, bez wymieniania expressis verbis konkretnego adresata - o "niewykorzystywanie katastrofy smoleńskiej do walki politycznej".

Trudno jest obiektywnie uznać, że dokonuje tego Platforma Obywatelska, SLD czy PSL. Politycy PO starają się jak mogą - przynajmniej przy okazji wypowiedzi publicznych - ażeby stosować się do taktyki, nazwijmy to, reaktywnej defensywy. Kiedy pada zarzut ze strony krytyków w sprawie np. śledztwa - przytaczają argumenty na swoją obronę lub apelują o cierpliwość do końca prac nad polskim raportem. Taka taktyka PR-owa pozwala im z jednej strony na przedstawianie własnej formacji raczej jako obiektu ataków, niż ich źródła, z drugiej zaś - ma wykazać, że partia rządząca kieruje się w swoich działaniach spokojem i racjonalnością.

Sojusz Lewicy Demokratycznej, jak widać, najlepiej wychodzi na nieposiadaniu opinii na temat winnych, odpowiedzialnych etc. (co do pewnego stopnia jest zjawiskiem pozytywnym) i z mozołem realizuje taktykę dezawuowania dwu największych ugrupowań jako rzekomych niszczycieli polskiej kultury politycznej, przedstawiając się jednocześnie jako remedium na wszystkie polskie problemy. Polskie Stronnictwo Ludowe - podobnie jak SLD - nie feruje wyroków, a jednocześnie nie pozostaje bierne, gdy atakowany jest rząd, w którym jest ono współkoalicjantem. W przypadku Prawa i Sprawiedliwości, a właściwie Jarosława Kaczyńskiego, sprawa wydaję się bardziej skomplikowana.

Dialektyka PiS ma charakter zdecydowanie wielowymiarowy. Oddzielić trzeba inicjatywy podejmowane przez kierownictwo tej partii - w tym intencje i cele - od aktywności aparatu partyjnego. Dystynkcja najważniejsza leży jednak pomiędzy motywacją popychającą do działania Kaczyńskiego a motywacją struktur partyjnych. Warto spróbować popatrzeć na całą sytuację oczyma prezesa PiS. Ze względu przede wszystkim na śmierć brata jest on z katastrofą związanych emocjonalnie znacznie bardziej niż inni politycy. Nie można temu zaprzeczyć. Emocje te potęguje fakt, że Lech Kaczyński zginął w katastrofie samolotu należącego do rządu, który to rząd uważali obaj za fatalny. Co więcej, wypadek (według PiS nie jest pewne, czy był to rzeczywiście wypadek) zdarzył się na terytorium Federacji Rosyjskiej - tradycyjnego wroga w oczach braci Kaczyńskich.

Piąta edycja konkursu Dziennikarz Obywatelski 2010 Roku trwa! Dołącz, wygraj 10 tysięcy

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.