Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Kultura > Muzyka > Paul McCreesh dźwięki ma w głowie

Dział: Muzyka

Ocena: 0pkt

Oceń:

Paul McCreesh dźwięki ma w głowie

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • 2006-09-12 13:38
  • Odsłon: 991
  • Komentarzy: 0

Jeden z najwybitniejszych dyrygentów na świecie, a zarazem dyrektor festiwalu Wratislavia Cantans - Paul McCreesh, opowiada o swoich inspiracjach, polskiej kulturze i przyszłości festiwalu.

Jedną z zalet Wratislavia Cantans jest prezentowanie muzyki w pięknych wnętrzach, ale Wrocławowi wciąż brakuje dobrej sali koncertowej. Jakie nadzieje wiąże Pan z budową Sali Wratislavia przy pl. Wolności?
– Podpisałem kontrakt na artystyczne prowadzenie festiwalu do momentu otwarcia tego budynku. Zakładając, że Wrocław nadal będzie mnie kochał (śmiech), naprawdę bardzo bym chciał móc z tej sali korzystać. Jej powstanie oznacza dla festiwalu nieograniczone wręcz możliwości. Wspaniale jest wykonywać muzykę Mozarta czy Brucknera w historycznych wnętrzach, ale lepiej brzmiałaby w profesjonalnej sali. Gdyby mogła powstać już jutro! Tak bardzo mi na niej zależy, że jak następnym razem przyjadę do Wrocławia, założę żółty kask, wezmę do ręki kielnię i ruszę pomagać na budowie.

Muzyka rozbrzmiewa nie tylko w stolicy Dolnego Śląska, ale także w całym regionie. Ma Pan tu swoje ulubione miejsca?
– W czasie wakacji odwiedziłem Kościoły Pokoju w Jaworze i Świdnicy, jestem nimi zachwycony. Wielkie wrażenie zrobił na mnie Lubiąż, a także wrocławskie kościoły: Najświętszej Marii Panny na Piasku i dwupoziomowa świątynia na Ostrowie Tumskim. Zastanawiamy się, jak w przyszłości będzie wyglądała organizacja koncertów. Być może powstaną dwa osobne festiwale: jeden we Wrocławiu, a drugi na Dolnym Śląsku, a może będzie tak jak w tym roku. Myślę, że pod koniec tygodnia będę już miał pewność, które z festiwalowych miejsc są najlepsze dla muzyki.

Publiczność przyjęła świetnie prowadzone przez Pana koncerty. Przed nami chóralny „Road to Paradise”. Składa się nań bardzo różnorodna muzyka z różnych epok. Czy to podróż do muzycznego raju?
– Program został zainspirowany szlakami pielgrzymkowymi, przede wszystkim do Santiago de Compostella. W średniowieczu pielgrzymowanie było odpowiednikiem współczesnych wizyt u psychiatry. Pielgrzym miał czas dla siebie, mógł odetchnąć i spokojnie pomyśleć o wieczności i przemijaniu. Nasz projekt rozwija tę ideę. Prezentujemy muzykę angielskiego renesansu i XX-wieczną, bo idea nieśmiertelności jest w muzyce wszystkich krajów na przestrzeni wieków. Teksty interesująco wiążą się z dźwiękami. Wielokrotnie już wykonywaliśmy ten program, zmieniając go i dopieszczając. Jestem nawet dumny z tego, co stworzyliśmy. A rzadko mi się to zdarza. „Road to Paradise” to wirtuozerski program dla chóru, wręcz techniczny wyczyn. Mówią, że po 75 minutach śpiewania czują się jak po czterech koncertach.

Jakiej muzyki słucha Pan dla relaksu?
– Żadnej. Od muzyki oczekuję energii, duchowego pobudzenia, intelektualnych wartości. Kiedy chcę odpocząć, siadam w salonie z kieliszkiem wina, w ciszy. Muzyką żyję 18 godzin na dobę, budzę się w środku nocy i ona jest w mojej głowie, więc mnie nie odpręża.

Małgorzata Matuszewska, pt
PT

Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.