Facebook Google+ Twitter

Paula i Karol w Dawnym Kinie Wars. Relacja z koncertu

Warszawski koncert warszawskiego zespołu, którego twórczość i stosunek do otaczającego świata, raczej do stolicy nie przystaje.

 / Fot. CLI, cc 3.0W dniu premiery swojej drugiej płyty (“Whole Again”), Paula, Karol i spółka zdecydowali się na występ przed swojską sprawdzoną publicznością, a ta ich nie zawiodła. Tłum bawiący się przy ich afirmujących życie, radość i wiosnę piosenkach wypełnił bowiem całe kino Wars.

Paulę i jej kolegów miałem do tej pory okazję widzieć dwukrotnie; na OFF Festivalu w 2010 r. i rok później w Warszawie. Wrażenie za każdym razem było takie samo – chciałem ugryźć (!) wokalistkę, żeby przekonać się, czy aby na pewno nie jest z cukru. Tym razem było podobnie; Paula Bialski sprawiła wrażenie niesamowicie ciepłej osoby, a w takim nastawieniu wtórowała jej cała reszta zespołu.

To jakimi ludźmi są osobistości zamieszane w ten projekt ma oczywiste przełożenie na ich twórczość; oscylujące wokół indie popu piosenki emanują wprost optymizmem i prostolinijną urodą. Skojarzenia z twórczością Sufjana Stevensa około „Michigan” - jak najbardziej na miejscu. Kawałki z najnowszej „Whole Again” zaprezentowane w czwartek, pomimo bardziej rozbudowanego instrumentarium, wpisują się w ten klimat. Oprócz nich całkiem pokaźny set zawierał oczywiście to, co znamy z EPki „Goodnight Warsaw” i debiutu płytowego - „Overshare”.

Ciężko napisać mi o tym występie coś jednoznacznie negatywnego (To na pewno sprawka tego uśmiechu, który wprost nie schodził z ust Pauli!). Muzyce zespołu towarzyszył jednak niemal od zawsze pewien mankament – kolejne następujące po sobie kawałki ciężko było od siebie odróżnić. Koncertowe wersje utworów, pomimo rozbudowanego względem płyty instrumentarium, miały niestety tę samą wadę. Na szczęście dla zespołu, ułożenie setlisty pomogło w oglądaniu show bez ciągłego patrzenia na zegarek, choć zdarzali się i tacy, na których muzyka duetu miały wpływ literalnie cudowny; daleko w tłumie ktoś przez dłuższą chwilę wymachiwał kulami inwalidzkimi.

Mniej więcej w trzech czwartych koncertu (czyli po dobrej godzinie) stało się jednak coś, co zdecydowanie przekreśliło zagrożenie szybkiego wymazania z pamięci tego występu. W całej sali koncertowej nagle zapadły egipskie ciemności. Po włączeniu szczątkowego zasilania okazało się, że zespół nie może kontynuować tu koncertu. Szybka decyzja muzyków okazała się wielkim ukłonem w stronę publiczności (bo przecież, na dobrą sprawę, mogli już skończyć) – koncert kończymy w holu, na schodach, gdzie jest jasno. Tam zespół wykonał jeszcze 3 utwory (w tym, po raz 3. tego wieczoru, „Goodnight Warsaw” oraz improwizowany quasi-rap z beatboxingiem), stojąc dosłownie w tłumie fanów. Za taką postawę – u mnie dozgonny szacunek.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.