Kilka dni temu tenże sam GUS nieopatrznie podał, że w tym samym okresie ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 3,9 procent. Oznacza to spadek realnego wynagrodzenia o 0,1 procenta.
Zauważcie Państwo. O tym spadku realnych dochodów ludności informuje GUS. Instytucja z urzędu powołana do tego, aby wmówić ludziom, że jest dobrze a będzie jeszcze lepiej. To zastanówmy się teraz, jaka jest naprawdę sytuacja ekonomiczna społeczeństwa polskiego?
Biorąc pod uwagę, ze w GUS-owskim wyliczeniu cen towarów i usług duży procent zajmują towary, których przeciętny obywatel w ubiegłym roku sobie nie kupił, (no bo po co Kowalskiemu lokomotywa lub druga pralka czy czwarty telewizor?), to liczby te nijak nie odzwierciedlają szarej rzeczywistości związanej z zakupem jaj, masła, mięsa, warzyw, lekarstw, paliwa, itp., itd..
Gdyby nasz szacowny GUS wziął pod uwagę przy wyliczaniu wzrostu cen koszyczek towarów najbardziej niezbędnych do życia szaremu obywatelowi, to mielibyśmy prawdziwy obraz naszej sytuacji materialnej. Okazałoby się wówczas, że realny spadek naszych dochodów nie wynosi 0,1 procenta, ale liczba ta jest z pewnością dwucyfrowa.
I taka jest różnica między pauperyzacją wirtualną (GUS-owską) a rzeczywistą.
Znajdź nas na Google+