Werdykt wydawał się być niespodzianką dla samej autorki. Zaskoczeni mogą być też czytelnicy, oczekujący w dziesiątym roku istnienia Literackiej Nagrody NIKE, na dzieło klasyczne, "wielkie" już z powodu nazwiska autora.
Tymczasem laureatka nie ma za sobą ogromnego dorobku. Tematem swojej książki czyni zdarzenia tak bardzo codzienne, że aż banalne, a do tego dochodzi pokrętna składnia i - używając eufemizmu - bardzo oryginalny styl.
"Paw królowej" raczej nie wpisuje się w oczekiwania Andrzeja Stasiuka (ubiegłorocznego laureata), który wyraził pragnienie, by książka nagrodzona, "odpowiadała na dziecięce marzenia, starzejących się czytelników".
Praskie marzenia o lepszym świecie
Praski obrazek to temat nienowy, ale piórem Masłowskiej wykreowany został na miarę naszych czasów. Bieda, ubóstwo intelektualne, związany z tym brak perspektyw i oczywiście marzenia o lepszym życiu - to tło akcji.
Bohaterki - dziewczyny z Pragi, wiedzą gdzie szukać lepszego świata, bo czytają kolorowe pisma i oglądają telewizję. Tam dopiero jest pięknie, na wyciągnięcie ręki pojawiają się "gwiazdy", z którymi oczywiście należy rozmawiać po angielsku. Masłowska pokazuje, jak ten niedostępny świat łatwo wyidealizować i nie zauważyć, że pod zewnętrznym blichtrem kryje się kicz, plastik, pustka emocjonalna.
Media manipulują zarówno odbiorcami, jak i "gwiazdkami", które szybko się tworzy (wtedy sława uderza im do głowy) i jeszcze szybciej wymienia na nowe (wtedy stają się ofiarami tzw. "szołbiznesu", jak Stanisław Retro, przemijająca gwiazda muzyki pop).
Zastosowany przez Masłowską język, w którym dominują: szyk przestawny, porwana składnia, strzępy frazeologizmów, rytm hiphopowej frazy i podsłuchany język środowiskowy, dopełnia pastisz polskiej codzienności.
Przedstawienie lepsze niż literacki oryginał
Ale czytelników "Paw..." nie miał dotąd zbyt wielu, książka nie podzieliła sukcesu
“Wojny Polsko-Ruskiej pod flagą biało-czerwoną”.
I trzeba naprawdę "scenicznego zwierzęcia", żeby w tym tekście dostrzec materiał na spektakl teatralny. Bo nim jury NIKE uhonorowało Masłowską zrobili to już reżyserzy w Łodzi, Krakowie, Warszawie, przenosząc tekst - mniej lub bardziej udanie - na scenę.

Warszawski Teatr Wytwórnia (scena w zabytkowej fabryce wódek Koneser na Pradze) zrealizował przedstawienie okazało się lepsze niż literacki oryginał.
Scenariusz przygotował Jacek Papis. Znacznie skrócił tekst i podzielił go na części, opowiadające historie dziewcząt z Pragi (m.in. świetna Zuzanna Fijewska) oraz modnego - do czasu - piosenkarza Stana Retro (Mariusz Drężek) i jego obłudnego menadżera (Jan Monczka).
On również wyreżyserował ten spektakl. Powierzył świetnie grającym aktorom po kilka ról i pomysł się sprawdził, akcja sztuki toczy się wartko. Dodatkową atrakcją tego spektaklu jest muzyka. Hanna Kayser stworzyła hiphopowy i popowy musical, zamieniając tekst w piosenki.
Reżyser opatrzył "Pawia królowej" podtytułem "Opera praska" i zaprosił widzów do serca tej dzielnicy. Dzięki

telebimowi, wraz z bohaterkami wędrujemy po Pradze, zaglądamy do mieszkania Masłowskiej, dotykamy świata, w którym egzystują przerysowani, tragikomiczni bohaterowie. A potem przychodzi refleksja...
bo jak napisał Łukasz Orłowski w "Teatrze" (06/2006):"(...) A potem wychodzisz za bramę Wytwórni i z "wyłanczonym" telefonem, ukrytym w wewnętrznej kieszeni, wracasz do Warszawy, swojej stolicy, made in Poland".