Facebook Google+ Twitter

Paweł Barylski. Bezimienny trener siedzi na beczce prochu

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-09-24 10:36

Paweł Barylski przed kilkoma dniami skończył 35 lat. Na urodziny dostał atrakcyjną zabawkę: drużynę Śląska Wrocław, którą poprowadzi w jednym ligowym meczu z Koroną Kielce.

 / Fot. Krystyna Pączkowska/NEWSPIX.PLWiadomość o tym, że zostaje pierwszym trenerem, spadła na niego jak grom z jasnego nieba. Nie na takie nowiny był przygotowany. Spodziewał się, że może polecieć głowa
jego mistrza, więc i on zamierzał lojalnie złożyć swoją na tym samym pniu. Działacze mieli jednak inny pomysł. Dali mu zespół. - Zapytałem Ryszarda Tarasiewicza, co mam zrobić. Powiedział, żebym się zgodził. No to się zgodziłem - Barylski opowiada dziennikarzom o swoich duchowych rozterkach.

Bez wielkich zmian

Pępowiny odciąć jednak nie chce i nie umie. - W Kielcach zagra drużyna Tarasiewicza - przyznaje tymczasowy trener. To sygnał, że wielkich zmian w składzie i taktyce nie będzie, najwyżej takie, jakich miał zamiar dokonać Tarasiewicz.

Barylskiego w Śląsku wszyscy lubią. Bo to swój chłop. Dla piłkarzy bardziej kolega niż szkoleniowiec. Taki, któremu można się wyżalić, zapytać o każdą sprawę, a nawet poplotkować o pierwszym trenerze, jak wiadomo w każdym klubie będącym obiektem zakulisowych żartów. Barylski od zawodników jest niewiele starszy, a na dodate knigdy nie miał ambicji do dyrygowania. Zawsze chował się za mocne plecy Tarasiewicza, który po rozstaniu z Waldemarem Tęsiorowskim namaścił go na drugiego trenera. Już wtedy wydawało się, że spotkał go przesadny zaszczyt. Chodzi o to, że żyłki do prowadzenia seniorskiej, profesjonalnej drużyny on nigdy nie miał.

Co innego zajęcia z młodzieżą, albo praca naukowa na uczelni i ćwiczenia ze studentami. To jest jego naturalne środowisko. - 0 Paweł jest bardzo pracowity, szybko się uczy. Obowiązki na uczelni musiał zawiesić, gdy okazało się, że jest najbliższym współpracownikiem Tarasiewicza - mówi Krzysztof Paluszek. Dyrektor sportowy Śląska w środę po dymisji pierwszego szkoleniowca został ściągnięty do Kielc, gdzie od trzech dni przebywa wrocławska drużyna, by obserwować ruchy
niedoświadczonego debiutanta na trenerskiej ławce. Paluszek również wykłada na
wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego, więc teraz pieczę nad drużyną Śląska sprawuje ekipa naukowców w ścisłym tego słowa znaczeniu.

Od dwóch dni zajęcia prowadzi oczywiście Barylski. Pierwszy raz samodzielnie, bo wcześniej taką rolę miał tylko w zespołach juniorskich, w Polarze, Lotniku Wrocław i w rezerwach Gawina Królewska Wola.

Nie ma sukcesów

Niespecjalnie ma się czym pochwalić. Piłkarzem też wielkim nie był, a więc i pod tym względem drużynie nie zaimponuje. Coś tam kopał w MKS Łodzianka, ale sam przyznał, że gdy wreszcie się zorientował, że ligowiec z niego nie będzie, to dał sobie spokój. Miał wtedy 24 lata. Potem piłkarskie buty zamienił na laptopa. Wpisuje w nim każde jednostki treningowe, w których uczestniczył. Tutaj przydawał się Tarasiewiczowi, który drużynę trenował raczej na nosa, dlatego korzystał z teorii przygotowanych przez Barylskiego. Nie miał szans na forsowanie własnych pomysłów. Tarasiewicz przedstawiał swoje decyzje, a najbliższy współpracownik głośno ich nie
kwestionował. Bo to nie w jego stylu. Tak rozumiał swoją rolę. Pomagać, a nie kreować. Znał swoje miejsce w szeregu i nawet dobrze się z tym czuł, bo szanował Tarasiewicza, doceniał jego piłkarskie doświadczenie, praktykę życiową. I autorytet, jaki miał wśród piłkarzy.

Teraz to on jest na pierwszej linii frontu. Drużyna go akceptuje, tak jak akceptuje się sprawdzonego w różnych sytuacjach kolegę. Ale Barylski to nie jest typ Macieja Bartoszka z Bełchatowa, Tomasza Kafarskiego z Lechii czy choćby nawet Andrzeja Kretka z Widzewa, którzy nie mieli nazwisk, ale posiadali za to odpowiedni charakter, by przetrwać w ligowej dżungli.

Dla Tarasiewicza

Tymczasowy trener Śląska takich cech nie posiada. Dlatego złośliwi żartują, że nie on będzie w Kielcach prowadził zespół, lecz wiodący piłkarze, tacy jak Dariusz Sztylka czy Sebastian Mila. Barylski może ich wesprzeć dobrym słowem, jakąś cenną wskazówką, ale o odpowiednią mobilizację i motywację muszą zadbać sami zawodnicy. Wystarczy, jak przed meczem ustawią się w kręgu i głośno wykrzyczą to, co dla nich w tej chwili jest najbardziej oczywiste pod słońcem: zagrajmy dla Tarasiewicza. Wykrzyczą razem z Barylskim.

Sports.pl

Czytaj także: Sports.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.