Panie Pawle, gratulacje! Został Pan Ambasadorem Fabryki Przyjemności firmy E.Wedel. To świetna wiadomość. Tym bardziej, że poznaliśmy się już wcześniej, w lipcu ubiegłego roku, przy okazji Wielkiej Orkiestry, kiedy w sztabie Wiadomości24.pl zbieraliśmy pieniądze.- Tak, jeśli dobrze pamiętam była to akcja "Stop powodziom". Trochę odmienna od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Można powiedzieć - letnia odmiana WOŚP. Od 10 lat bardzo chętnie biorę udział w tego typu akcjach, a latem ubiegłego roku, zespół, w którym działałem, wyjątkowo nie zorganizował się, więc w internecie poszukałem pierwszego z brzegu sztabu z Warszawy. Los chciał, że trafiłem na W24 i nie żałuję. Było super!
W tym roku, dokładnie 20 czerwca, podczas Pańskich krótkich praktyk w redakcji, okazało się, że został Pan wybrany Ambasadorem. Jak Pan tego dokonał?- W pierwszym etapie trzeba było przygotować krótki filmik na Youtube, coś w rodzaju listu motywacyjnego. Ponieważ późno dowiedziałam się o konkursie, czasu było niewiele. W ostatniej chwili nagrałem prezentację i, jako jedna z 50 osób, zostałem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną. Nie był to typowy casting, ani standardowa rozmowa zza biurka. Proces rekrutacyjny był innowacyjny i oryginalny. Uczestniczyliśmy w grach, zabawach, zarówno indywidualnie, jak i w grupie. Do kolejnego etapu wybrano już tylko 10 kandydatów i wtedy poczułem dreszczyk emocji. Okazało się, że spośród finałowego grona byłem najlepszy.
Jak wyglądał ostatni etap rekrutacji, w którym pozostała finałowa dziesiątka? Co zdecydowało, że to Pan został Ambasadorem?- Szczerze mówiąc, sam nie znam odpowiedzi. Wydaje mi się, że wpisałem się w jakiś kanon, który stworzyło sobie jury. Ostatni etap rekrutacji wyglądał już zdecydowanie bardziej klasycznie. Spotkaliśmy się w fabryce E. Wedel w Warszawie, w sali historii. To piękne pomieszczenie, w którym znajdują się najróżniejsze pamiątki związane z firmą E. Wedel. Po jednej stronie suto zastawionego stołu siedziało jury, po drugiej kandydaci. Wybierający zadawali bardzo różnorodne, często prowokacyjne pytania.
Myślę, że celem pytających było wyprowadzenie nas z równowagi. Jedno z takich pytań zadała pani Dorota Wellman, która była członkiem jury. Spytała, czy wolę krótkie czy długie formy wypowiedzi? Oczywiście, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że jest mi to obojętne. Mogę o danej rzeczy opowiadać zarówno 15 sekund, jak i 20 minut. Wówczas pani Wellman powiedziała: „Dobra, dawaj 15 sekund!” i przygotowała stoper w telefonie. Oczywiście, nie miałem żadnego urządzenia do pomiaru, ale dzięki „wewnętrznemu” zegarowi zajęło mi to 13 sekund.
Na czym będzie polegała Pan praca?Wyjadę w dość długą podróż, odwiedzę egzotyczne, można powiedzieć, że nawet ezoteryczne miejsca świata. Będę pisał blog, robił zdjęcia oraz kręcił krótkie filmiki. Stworzę nowoczesny dziennik z mojej wyprawy. Najbardziej cieszę się z możliwości poznania przedstawicieli rdzennej ludności np. wysp Bora-Bora. Jednym z moich głównych zadań będzie również częstowanie mieszkańców produktami Wedla oraz sprawdzanie jak im smakują.
Jak długo będzie trwała podróż z Fabryką Przyjemności?- Wyruszam prawdopodobnie na początku sierpnia. Sam jeszcze nie znam wszystkich szczegółów. Moja wyprawa będzie trwała 60 dni, w trakcie których odwiedzę najodleglejsze miejsca świata.