Facebook Google+ Twitter

Paweł Śpiewak o ochronie prywatności

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-03-30 15:51

Ochrona prywatności w tym, co nazywa się mirem domowym, była czymś oczywistym i niepodważalnym w tradycjach zwanych liberalnymi i konserwatywnymi.

 / Fot. Kultura LiberalnaPo wojnie tym mocniej zdawano sobie sprawę z wagi tego postulatu, im więcej pojawiało się dowodów na to, że w projektach totalitarnych - będących w istocie pomysłami rewolucyjnymi - właśnie rodzinę we wszystkich postaciach chciano rozerwać i podważyć. Czyniono tak, by człowiek, pozbawiony oparcia w swoim potencjalnie najbliższym kręgu emocjonalnym i wychowawczym, stanął samotny i bezbronny przed władzą.

Odebranie prywatności było w istocie upolitycznieniem czy upaństwowieniem sfer nam najbliższych. Wskazuje na to praktyka polityczna faszystów niemieckich i komunistów kreujących mit Pawki Korczagina, pierwszego donosiciela sowieckiego (przypominam niewtajemniczonym, że bohater ten doniósł na własnego ojca, bo nie podporządkował się on kołchozowym decyzjom). Zjawisko to opisywali wielcy pisarze antyutopiści, jak Aldous Huxley czy George Orwell. Rzecz wydaje się oczywista i warta co najwyżej pełnego opisania.

Zasadnicza zmiana stosunku do rodziny nastąpiła wraz z pojawieniem się ideologii feministycznych i gejowskich. Podważyły one autonomię rodziny, która okrzyknięta została narzędziem politycznego panowania mężczyzn. Niektóre panie mówiły, że cały spór o rodzinę jest przy tym pozbawiony wymiaru historycznego, wszak instytucja ta, ich zdaniem, ma krótkie dzieje. Wniosek z tego rozumowania jest następujący: rodzina jest tylko epizodem w dziejach europejskich i nie warto jej dalej podtrzymywać w dotychczasowej postaci.

Część ruchów wyzwolenia kulturowego, seksualnego, obyczajowego (czyli nowa lewica) poszła w krytyce rodziny jeszcze dalej. Nie tylko odrzucono postulat trwałości tego rodzaju związków i argumentowano za równością zobowiązań w domowych pieleszach (wyrażano nawet chęć zagwarantowania owej równości prawem, życząc sobie, by państwo sprawdzało, jak ten rozkład obowiązków wygląda) W istocie nowa lewica redefiniuje pojęcie rodziny. Chce zastąpić definicję dotychczasową (zwaną dla nich tradycyjną, heteroseksualną) przez rzekomo nowoczesną, otwartą, w której nic nie ma stałego, poza jednym: że jakieś dwie osoby na czas nieokreślony, z powodów niejasnych, tworzą związek bez wyjątkowych zobowiązań.

Nowoczesna lewica oczekuje, że tego rodzaju związki będą przez państwo zalegalizowane, zabezpieczone i traktowane identycznie jak dawne małżeństwa. Czyli domaga się, by politycy wypowiadali się w kwestiach prywatności i posiadali zdanie na tematy ponad- czy pozapolityczne. Chcą, by decydowali oni o kształcie moralności i obszarach prywatności. Dają im olbrzymią władzę ingerowania w sfery intymne, nie bacząc na to, czym zwykle była polityka i nie ciekawiąc się pytaniem o ograniczenie wszelkiej władzy.

Stawiam im zarzut poważny: politycznej naiwności, jak i przyznawania zbyt dużej, nieograniczonej władzy państwu. Lewicowcy mogą twierdzić, że tak było dawniej, że politycy zawsze byli strażnikami jakiejś moralności, tyle że owa moralność była patriarchalnego chowu, a teraz chodzi o „nowe” podstawy moralności. Nie jest to oczywiście prawdą (co wymaga uzasadnień, ale to następnym razem).

Pełny tekst, oraz inne artykuły poświęcone prywatności, autorstwa Przemysława Sadury, Edwina Bendyka i Katarzyny Szymielewicz znajdą Państwo na stronie: Kultura Liberalna

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.