Facebook Google+ Twitter

Paweł Śpiewak: Wygląda na to, że Komorowski tworzy własną partię

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2011-03-18 07:14

Komorowski skrzykuje plemię. Wygląda na to, że tworzy własną partię. Czy spróbuje zatrzymać premiera? Pamiętajmy, że Miller został "zabity" przez prezydenta z marszałkiem - mówi w rozmowie z Anną Wojciechowską socjolog prof. Paweł Śpiewak.

 / Fot. PolskapressePaweł Śpiewak: Premier napisał specjalnie artykuł, by przekonać, że - jak się wyraził - jego rząd wbrew temu, co się powszechnie mówi, robi jednak głębokie reformy. Przekonał Pana trochę?
Jeśli idzie o reformy, to mamy problem językowy z tym rządem. Słowo "reforma" zostało bowiem faktycznie wykreślone ze słownika Platformy Obywatelskiej. Osoby odpowiedzialne za kontakt z mediami odmawiają używania tego słowa. Dlaczego? Są możliwe trzy interpretacje. To słowo może być kłopotliwe dla Platformy, bo prowokuje do ostrzejszej oceny jej rządów, do pytania właśnie o to, czy rzeczywiście mieliśmy do czynienia z jakimś reformami.

Jest też możliwość, że PO z
Donaldem Tuskiem uznała, że język reform był adekwatny do czasu Balcerowicza, Mazowieckiego, Buzka, dziś zaś jesteśmy w innym momencie historii i potrzebne są inne działania, a więc inny język. Stąd mowa raczej o zmianach, korektach systemowych, jak korekta OFE. Tusk świadomie założył, że po rządach Kaczyńskiego, które były wyjątkowo niespokojne, kłótliwe, Polakom należy się spokój, a spokój oznacza też pasywność w dziedzinie rządzenia. Może jest to zatem świadomie przyjęta technika ostrożnościowo-reaktywna. Ale unikanie słowa "reforma" do tej pory może też oznaczać po prostu, że PO nie miała po prostu gotowego, pełnego projektu rządzenia, obejmując władzę. Pojedyncze projekty pojawiały się już w trakcie przyglądania się, jak państwo działa.

Ale we wspomnianym artykule słowo "reforma" powróciło do słownika Tuska. Premier przekonuje, że spokój za jego rządów nie był tożsamy z biernością. Tyle że może rząd był zbyt bierny w mówieniu o tym, czego dokonał.
Tylko wciąż nie wiadomo, jaką definicję reformy przyjmujemy. Były nieliczne, poważne zmiany. Taką była z pewnością likwidacja obowiązkowej służby wojskowej. Jednak ranga nawet tego typu zmian generalnie nie odpowiada reformom przeprowadzanym kiedyś przez Balcerowicza. Ale nie tu główny problem z tym tekstem Tuska. Przyjmując nawet za dobrą monetę wszystkie argumenty premiera, mój kłopot z tym rządem polega na tym, że wciąż nie widzę jakiejś wiodącej idei tego, co robi. Wymienione w tym tekście dokonania nie są zhierarchizowane, wciąż nie wiemy, co było mniej, a co bardziej ważne. Jaki jest zamysł tego rządu? Te wymienione działania to raczej pragmatyczne reakcje na określone, zastane sytuacje. Ale Tusk nie wyjaśnia, czy za nimi kryje się jakiś pomysł na państwo. To zasadniczy problem, bo chodzi o pytanie, czy PO jest świadomą formacją mającą spójny projekt rządzenia, czy wie, co tak naprawdę chce i dlaczego rządzi.

Jest jeszcze jeden ciekawy aspekt tego artykułu. Otóż ten rząd do tej pory przykładał dużą wagę do PR, pokazywał się jako formacja świetnie komunikująca się z obywatelami. A w tym tekście nagle, po prawie czterech latach rządzenia, okazuje się, że ta komunikacja jest psu na budę. Okazało się, że to była komunikacja nieskuteczna, bo język był oparty na emocjach, budowaniu sytuacji politycznych. Tusk uznał, że ten PR, ta komunikacja były fatalne. PO traci w sondażach. Ten spadek nie jest katastrofalny, ale jest wyraźny. Spadek z ponad 40 proc. poparcia na 35-36 proc. to już dość poważny zjazd.

I temu zjazdowi towarzyszą coraz powszechniejsze słowa rozczarowania Platformą wypowiadane przez celebrytów, przedstawicieli elity niegdyś tak gorąco kibicujących jej.
Ale to jest akurat bez znaczenia. To są takie fochy.

Bez znaczenia? Patrząc po reakcjach polityków PO, te fochy bolą i niepokoją. Ci celebryci uważani są często za idoli dla części elektoratu PO.
Ale nimi nie są tak naprawdę. Elektorat PO to nie są te warstwy mizantropijnych, zgorzkniałych, mniej lub bardziej wymagających celebrytów, tylko inteligencja, która wcale nie pracuje w rozrywce, reklamie, a w bankach, różnych zakładach pracy, prowadzi swoje interesy. To polska, prowincjonalna klasa średnia, dla której owi celebryci nie istnieją. To ta Polska będzie decydować w wyborach, a nie celebryci. Marcin Meller i jemu podobni, mam wrażenie, to takie trochę
znudzone dzieci. Nie należy ich
traktować jako poważnych partnerów do debaty publicznej.

Ale czy tym buntem bądź - jak to Pan nazywa - znudzeniem nie zarażą tej drugiej Polski?

Jestem pewien, że nie. Te dwie Polski są dokładanie podzielone, co było widać wyraźnie wielokrotnie po 1989 r., a ostatnio po katastrofie smoleńskiej, kiedy ta Polska celebrytów robiła dziwne miny zażenowania w czasie żałoby, a reszta Polski nie bacząc na to, stawiała znicze w poczuciu słuszności przeżywania takiej żałoby. Nie przejmowałbym się więc tymi ostatnimi wyrazami rozczarowania z tamtej strony. Ci ludzie akurat bardziej denerwują. Oni mieli taki odruch popierania PO tylko dlatego, że nie chcieli PiS, a teraz poczuli, że PiS już nie jest takim wielkim zagrożeniem, i zaczynają mówić jakimś innym językiem. Nie znalazłem jednak w ich wypowiedziach jakiegokolwiek poważnego tematu do rozważań. A nie jest tak, że go nie ma.

Ale premier wygląda na trochę przestraszonego?
Tak, ale on raczej nie myśli o tych celebrytach, tylko o tym, że generalnie po tych trzech latach koncepcja, że nie ma z kim przegrać, przestała być obowiązującą doktryną. Myślę, że ugryzł się w język już po tamtych słowach.

Zatem Tusk nie ma tak naprawdę z kim przegrać tych wyborów?
Z pewnością nie przegra z jakimś konkretnym człowiekiem czy partią. Ale może przegrać z materią polityczną. Stoją przed nami bardzo poważne wyzwania w nieobliczalnym otoczeniu międzynarodowym. Poza tym PO wygra te wybory, tyle że zwycięstwo może być bardzo słabe. I to jest jego realny problem. Bardzo prawdopodobne, że te słupki poparcia w wyborach dla poszczególnych partii się spłaszczą. Żadna nie osiągnie wyraźnego zwycięstwa. Rząd koalicyjny, trójczłonowy zaś jest z góry skazany na silne wewnętrzne konflikty. A wtedy Tusk, jeśli już nawet będzie chciał podjąć jakieś reformatorskie działania, nie będzie w stanie wiele uczynić.

A ryzyka, że Tusk sam z sobą nie przegra, nie ma?
Nie sądzę. On jest bardzo silną osobowością. To inteligentny przywódca, niesamowicie twardy, odporny psychicznie i kondycyjnie wytrzymały.

Niektórzy mówią jednak, że tak słaby jak dziś jeszcze nie był nigdy, że traci tę zdolność uwodzenia.
To czcze gadanie. Po ponad trzech latach rządzenia wszyscy ludzie są zmęczeni, ale sądzę, że Tusk jest w wyjątkowo bardzo dobrej kondycji jak ten czas. I on to wkrótce pokaże, co do tego nie mam wątpliwości.

Więcej czytaj na polskatimes.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Izkarioza
  • Izkarioza
  • 28.04.2011 20:32

@ Stasiu K, gdyby nie dorobek PRLu, to co by te nieudaczniki prywatyzowali?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niech "kaczyści" w koalicji z komunistami biorą władzę i zbudują IV socjalistyczną Rzeczpospolitą.

Komentarz został ukrytyrozwiń
levy
  • levy
  • 18.03.2011 10:43

Mądry tekst. Lubię czytać rozsądnie mówiących ludzi.
Widać wyraźnie, że potrzeba krystalizacji sceny politycznej. Zauważalny jest brak konstruktywnej opozycji. Takowa pozwoliłaby na prowadzenie narodowej dyskusji. Jednak to próżne nadzieje. Opozycja, ta w miarę mocna, trzyma w rękach kamienie, opony i pochodnie, a w uszach zatyczki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.