Facebook Google+ Twitter

Paznokcie! Niesforni, zbuntowani. Cz. 1

Zagotowało się we mnie. Powiedziałam, że nie dam. Zacisnęłam palce w dłoniach. Paznokcie to mają własność! Mieliśmy jednak naszą "metodę oporu". Byliśmy niesforni. Co wcale łatwe nie było.

tarcza szkolna / Fot. skanDziś rok 68 kojarzy się z rewoltą młodzieży, z hipisami, z Mickiewiczem i kłamstwem prasy, antysemityzmem, też z rewolucją seksualną, dzięki pigułce. Mieliśmy jednak naszą "metodę oporu". Byliśmy niesforni. Co wcale łatwe nie było.

W szkole nie wolno było mieć malowanych paznokci, które kojarzyły się z lakierem buraczkowym, jaskrawym różowym, jakie wówczas były w modzie. Kolor czerwony kontestowało się na każdym kroku, nawet na paznokciach.

Na lekcji wychowawczej w poniedziałki nauczycielka sprawdzała dziewczętom paznokcie i rzęsy, czy aby nie ma resztek tuszu i lakieru, bo nawet resztki były surowo ścigane i karane. Po niedzieli, jak zawsze o 8 rano, łapy na pulpit i kontrola.

Moje paznokcie były nieobgryzane, zawsze starannie wypiłowane, bo moja mama robiła regularnie manicure. Nawet miała, w spadku po ciotce, takie urządzenie z cienką skórką do polerowania paznokci, aby miały połysk. Gdy wychowawczyni, a była nią nauczycielka chemii, zobaczyła moje łapy, to natychmiast wrzasnęła, że zaraz mi obetnie te pazury i acetonem wyczyści lakier.

No. nie! Zagotowało się we mnie. Powiedziałam, że nie dam. Zacisnęłam palce w dłoniach. Paznokcie to mają własność! Nauczycielka zrobiła się purpurowa. Po pierwsze: łamie regulamin, bo odmawiam nauczycielowi posłuszeństwa, po drugie: łamie regulamin długimi i pomalowanymi paznokciami.
Zaprzeczyłam. Ad 1. Nie są długie, tylko nieobgryzione i wypiłowane, ad 2. nie lakierowane tylko polerowane, a więc po 3. odmawiam posłuszeństwa i moich własnych paznokci do obcięcia nie dam. Ona tzn. wychowawczyni, sama miała zniekształcone od nerwowego obgryzania palce i paznokcie. Teraz nabrała głęboko powietrza i... nie nie wrzasnęła... lecz spokojnie powiedziała, że mam natychmiast opuścić klasę, bo jest nas o jedną za dużo, oraz jutro zgłosić się z matką u dyrektora.

Spakowałam się i wyszłam. Woźna nie chciała mnie ze szkoły wypuścić, lubiła mnie, bo grzecznie nosiłam tarczę i pantofle, o które też kiedyś była awantura*). Kazała iść do Dyra. W gabinecie Dyr spokojnie wysłuchał mojej wersji. Kazał sobie paznokcie pokazać. Pomruczał coś pod nosem swoim zwyczajem. Powiedział, aby mama moja zadzwoniła do niego jeszcze tego samego dnia.

Mama, po rozmowie ze mną i z dyrektorem, przyznała, że po takim podważeniu autorytetu nauczycielki nie mam co wracać do tej klasy. Tak też było, bo wychowawczyni powiedziała Dyrektorowi, albo ona albo ja w jednej klasie. Mama zaproponowała, że powinnam zmienić klasę albo szkołę. Ja, oczywiście, nie chciałam ani jednego ani drugiego.
Czytaj dalej -->

Następnego dnia, od razu przy kontroli tarcz na ramieniu, woźna skierowała mnie do gabinetu Dyra. A tam Dyr przywitał mnie tym, że ogromnie żałuje ale nie będzie mnie od teraz uczył geografii, gdyż w babskiej klasie uczy ten od astronomii. Natychmiast kazał mi iść do tej klasy, przypominając, że niestety chemii nie uniknę i radzi mi nie wojować z acetonem, a na jego geografię przyjdzie czas. **)

Od tej pory chemiczkę ochrzczono "acetonem". Pozostało mi kilka miesięcy roku szkolnego na odbycie banicji w babskiej klasie. 1. września Dyrektor wezwał mnie do gabinetu kazał wybrać dwa najładniejsze bukiety kwiatów jakie dostał na rozpoczęcie roku. Twardo i sucho powiedział : - Z jednym idź do "Biolożki",
będącej wychowawczynią babskiej klasy, a z drugim do "acetonu" . - I siadaj na starym miejscu w twojej ławce. Zaraz tam przyjdę. No i zabieraj się ostro za historię i geografię, już ja cię przypilnuję. - pogroził mi palcem.

To był "Dyr" z klasą! Ze starej lwowskiej szkoły pedagogicznej. A "aceton" też się "znalazła na miejscu", nie odpytywała mnie nigdy, tylko oceniała na podstawie klasówek czyli sprawdzianów pisemnych. I tak omijałyśmy się, aż do balu maturalnego, na którym nastąpiło oficjalne pojednanie między nami w pomalowanych lakierem paznokciach. Ona perłowym, wówczas bardzo modnym, a ja bezbarwnym, którego używam do dziś.
Wówczas młodzież walczyła o pokój w Wietnamie, anonimowo o wolność prasy***), a otwarcie o własność paznokci. Z czym walczą dzisiaj?

cdn.

*) wojna o pantofle, czyli obuwie domowe
**)o geografii, sądzie skorupkowym i cerberach
***) też była awantura z czarną farbą

Czytaj też : Kto i co uchroni prezydenta

Czytaj też : Jaskinia cerberów
oraz Konflikt pokoleń

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

Irena Kamińska
  • Irena Kamińska
  • 19.09.2012 22:33

A ja czasem myslę ,ze dobrze by było miec wehikuł czasu...Znów bym miała koński ogon,nadzieję, że zawojuję świat i młodosć, przede wszystkim młodosc - choć na chwilę. I czasem jak wspominam te odległe czasy to nie wierzę ,ze to było tak dawno.

Komentarz został ukrytyrozwiń
ania
  • ania
  • 18.09.2012 15:09

Chyba masz troche racji, 20 nie bardzo no ale 30 -stka to i owszem. Teraz to chyba wspominamy z lezka w oku i traktujemy nasze przezycia jak anegdoty, ale w tamtym czasie nie zawsze nam bylo do smiechu!

Komentarz został ukrytyrozwiń

No. cóż, nie widzę sensu publikowania cz. 2

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja już nie. Od zdania matury moja noga nigdy nie stanęła w murach szkoły. Natomiast 30 lat znów mieć ?. czemu nie ? Pozdrawiam również.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To też właściwie rocznica. ale nie chce mi się;))) liczyć która.;)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.