Pozycja materiału w rankingach:
Uprawianie seksu bez zabezpieczenia jest jak pozowanie do wylotu lufy na poligonie wojskowym. I choć ze świecą szukać takiego, który chciałby na ochotnika zostać kaczką do odstrzału, wielu kocha się, ryzykując trafienie.
Moja jak najbardziej nie planowana ciąża przytrafiła mi się w wieku lat 24. Z samego faktu, że byłam wtedy studentką zagranicznej uczelni, można byłoby wywnioskować, że posiadam co najmniej średni poziom inteligencji, a w związku i z czym - roztropności. Teoretycznie. Dałam się porwać w miłosny tan w charakterze tej nieszczęsnej kaczki. No i cóż, oberwałam.
Zdecydowała się więc na zabieg w nielegalnym, aborcyjnym podziemiu, i jak to często się zdarzało, coś poszło nie tak. I tu rozegrał się prawdziwy dramat, gdyż prawo nie tylko zabraniało aborcji, ale także i opieki medycznej dla tych, które przeprowadziły nielegalny zabieg. Dlatego też, przywiezionej do szpitala, wykrwawiającej się na śmierć kobiecie nikt nie mógł pomóc. Należy tu dodać, że każdy szpital miał przydzielonego tzw. policjanta politycznego, który odgórnie kontrolował takie przypadki (przykładowo, narzędzia do wykonywania aborcji były zapieczętowane w specjalnych torbach, które można było otworzyć tylko w jego obecności. W wypadku otwarcia torby bez jego wiedzy, lekarzowi groziło więzienie). Tak więc kobieta umarła w szpitalu, pozostawiona sama sobie i w ten sposób zostawiła męża, i osierociła trójkę dzieci. Zobacz także:
Artykuły
(8)
Galerie
(2)
Średnia ocen
(4.94)
Wiek: 30 | Miejscowość: Odense | Kraj: Dania
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Anna Motreanu 03.10.2008 13:33
Witam :)
Karolino, odpowiem Ci tak. Gdybym w momencie stwierdzenia ciąży znajdowała się w Polsce, taka myśl prawdopodobnie nie przeszłaby mi przez głowę. W Danii lekarz zaproponował mi zabieg "od reki" - połknięcie pigułki. Łatwe, szybkie, anonimowe... jestem czlowiekiem, prawdopodobnie jednak małym, gdyż mimo swoich poglądów wyznawanych od "malego" zaczęlam rozważać ta opcję. I nawet nie brak środków finansowych, wykształcenia czy pomocy rodziny mnie ku temu sklonił - chodzilo o opinię mojego ówczesnego chlopaka. Jak już wspominalam, poglady mial diametralnie inne, dodatkowo fakt uczynienia kogoś ojcem wbrew jego woli.
Tyle wiesz o sobie, ile Cię sprawdzono. ..była to lekcja z gorzkim posmakiem. Od tamtej pory jestem ostrozniejsza w osądach, jestem tez bardziej sceptyczna jezeli chodzi o szacowanie prawdopodobnych zachowań ludzi, ktorzy mając ekstremalne poglady, nigdy nie musieli ich weryfikować w obliczu tego co przyniosło im zycie.
Every single one of us has devil inside...:)
Karolina Pawlak 05.09.2008 13:43
dopiero teraz "wygrzebalam" ten tekst i mialam przyjemnosc go przeczytac. literacko - swietny, masz ręke do pisania. Problem - zawikłany. podziwiam za odwagę podzielenia się tak osobistą historią, która Cię dotknęla. Nie chce tutaj oceniać Ciebie, Twojego podejscia do życia, ale przyznam, że zaskoczył mnie tok Twojego rozumowania. Dziwi mnie dlaczego dziewczyna w wieku 24 lat ze stalym partnerem tak poważnie rozważała kwestię aborcji. Owszem, każdy ma inną wizje swojego życia, ale trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny ( nawet te ze skutkiem rewolucjnym). Znam ludzi, którzy z gorszej sytuacji wyszli "po męsku". Osobiście, dwa dni temu poproszono mnie, abym została matką chrzestną takiego krasnala "z przypadku", ze sie tak wyraze. Matka dziecka ani przez chwile nie myslala o aborcji. owszem, przeplakala niejedną noc na wieść o plodzie, ktory zacząl się w niej rozwijac, w koncu jest w polowie studiów, na prace perspektyw niewiele, mąż jedynie utrzymuje rodzinie jako kucharz w jednostce wojskowej. Ale mimo calego rozchwiania emcjonalnego - mysl o aborcji byla daleko. Podziwiam ją i jestem z niej dumna i z wielkim zaszczytem przyjęłąm propozycje zostania matką chrzestną malca.
Cieszę się jedynie, że podjęłaś słuszną decyzję. Zyczę powodzenia.
Elżbieta Adamowicz 26.06.2008 14:02
1. Przeczytam.
2. Pani Aniu, w 100% nie będziemy wiedzieć, kiedy umrzemy. Jeżeli nawet Pani ktoś powie, że umrze rodząc pociechę, może się mylić: przezyje i Pani i dziecko, i może być tak, że nie przezyje ani Pani, ani dziecko. Może przeżyć tylko dziecko czy tylko Pani.
3. Dokąd sama nie miałam dziecka, nie miałam tej świadomości. Dzisiaj wiem: jeśli zaistniałaby taka potrzeba, w każdym momencie oddam swoje życie za życie swojego syna: bez żalu, z radością, że mogę mu pomóc. A ponieważ i ja, i Pani o tym już wiemy, nie mamy prawa wmawiać matkom "in spe", że one to lepiej, aby z powodu... nie rodziły.
4. W naszej religii najświętsza tajemnica mówi o wielkości przyjęcia dziecka: Jezusa. Maryja jest dla katolików wzorem kobiecej doskonałości, która polegała przede wszystkim na decyzji - wbrew możliwości ukamienowowania - na słynnym "fiat" - tak w momencie Zwiastowania. W TYM NAJSŁAWNIEJSZYM "TAK" UKRYTA JEST TAJEMNICA NASZEGO ZBAWIENIA. Dzięki temu "tak" mamy zostać zbawieni. Kobieta nie zrealizuje się w swej kobiecości, a mężczyzna w męskości, jeśli zamiast tej akceptacji padnie "nie". Moim zdaniem: nawet jeśli są niewierzący, bo prawda o nas jako kobietach i mężczyznach jest wpisana w nasze człowieczeństwo. A swoją drogą, czy nie okaże się, że i Pani uważa się za katoliczkę - mimo że tej elementarnej prawdy naszej wiary w pełni nie dostrzega?
5. Dlaczego to Pani ma decydować, kiedy zaistniał w Pani łonie człowiek? Przyjęcie z pokorą faktu , że od początku - już w zapłodnionej komórce jest informacja o całym człowieku (kolorze oczu, skłonnościach, płci itd.) wprowadza ład i wyznacza naturalne - także i dla ekologów - granice Pani praw i praw Pani dziecka.
6. Sądzę, że tak dużo szkody robią piszący, bo niewiele liznęli filozofii. (Proszę nie gniewać się za to stwierdzenie). W sferze zagadnień etycznych poruszają się jak dzieci we mgle, a jednocześnie mają olbrzymi wpływ na innych, a przecież wybór między aborcja a urodzeniem wpisuje się w szerokie spectrum zagadnień dotyczących naszych ludzkich postaw wobec wartości. Inny człowiek jest dla nas wyzwaniem. Powinniśmy go miłować dla niego samego, pragnąć jego najwyższego dobra. I dopiero w takim kontekście zastanawiać się, jak owo dobro zapewnić. Elementarnym darem dla innego, naszą najbardziej prymitywną powinnością wobec człowieka jest uszanowanie jego prawa do życia.
7. W każdej kulturze urodzona byłabym poddana systemowi norm etycznych: takich lub innych. Aby czuć się człowiekiem, musiałabym je szanować: mówię o normach niosących dobro. Lekceważąc te normy, niszczymy własne człowieczeństwo. Dlatego sądzę, że - nakłaniajac innych do niegodnych człowieka wyborów, wskazując niegodne możliwości czy choćby nie wspierając w najtrudniejszych chwilach - nie miłujemy.
Anna Motreanu 25.06.2008 22:46
Witam Panią ponownie,
Rozumiem Pani punkt widzenia i wydaje mi się że ma Pani bardzo wyidealizowany obraz świata i człowieka. Stąd - wnioskuję - Pani zdanie jest tak skrajne.
Po pierwsze: Pomijając poglądy Pani czy moje, musimy przecież zaakceptować fakt, że dla wielu ludzi (kobiet), dziecko w łonie do pewnego stadium rozwoju jest tzw. płodem - czymś, co nie jest jeszcze człowiekiem. To właśnie stąd, moim zdaniem, wynikają wszelkie różnice pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami aborcji - gdyby wszyscy wierzyli w to, że już nawet zarodek jest osobą, nie byłoby nawet podstaw do zalegalizowania aborcji.
Co do Pani przykładu o kobiecie, która usunęła piątą ciążę - tak, zgadzam się, że są kobiety które przeżywają aborcję w taki sposób. Ale są też przecież takie na których nie robi to wrażenia, lub te (i to jest zdecydowana większość), które czują wysoki dyskomfort psychiczny, lecz wierzą, że wybrały "mniejsze zło".
Gdybym była piątym dzieckiem w tej rumuńskiej rodzinie... oj nie wiem jakby to było z tą godnością i wielkością. Z jakiegoś generalnego punktu widzenia, jako istota ludzka miałabym zapewne teoretycznie do tego prawo, ale biorąc pod uwagę moje własne samopoczucie, to któż to może wiedzieć? Uważam, że to jak siebie widzimy i z czym się identyfikujemy zależy w dużym stopniu od tego skąd pochodzimy. Przykładowo - gdyby Pani urodziła się w Arabii Saudyjskiej, nigdy nie poznałaby Pani nauk Jana pawła II. Gdyby przyszła Pani na świat w brazyliskich slumsach lub w obozie dla uchodźców z Darfuru, nie miałaby Pani prawdopodobnie tych samych przekonań, jakie ma Pani obecnie.
"Nic nie pozwala odebrać prawa do istnienia - nawet nieprzeżycie Pani matki" - przepraszam, ale gdyby urodzenie mnie miało grozić życiu moje mamy, to wolałabym się nie urodzić. Zresztą życia poszczególnych ludzi nie można wartościować, nie rozumiem tego "prawa do istnienia" w imię życia kogoś innego. Gdyby Pani była tym piatym dzieckiem i wiedziała że matka prawdopodobnie umrze podczas porodu, wolałaby Pani urodzić się mimo wszystko czy może nie urodzić się wcale, po to by nie odebrać matki czwórce swojego potencjalnego rodzeństwa? Jeśli zakładamy, że odpowiedź tego piątego dziecka, mimo okoliczności, nadal wyrażałaby wolę istnienia, to śmiem twierdzić że jakaś przerażająca, demoniczna i okrutnie samolubna osoba by z tego płodu wyrosła.
Zapraszam do przeczytania drugiej części mojego tekstu :
Aborcja. Duński happy end i rumuński dramat
link _dramat_69224.html
Jestem ciekawa czy nadal będzie Pani tak jednostronna w swoich opiniach?
Elżbieta Adamowicz 25.06.2008 15:20
Myślałam sobie o przytoczonym przez Panią przykładzie z Rumunii...
Każda opcja niesie za sobą niebezpieczeństwo. Decydujesz się na urodzenie, możesz umrzeć przy porodzie, decydujesz się na aborcję, także. Będziesz donosić w pracy na kolegów, mogą Cię wylać lub nie; nie będziesz donosić - to samo.
To tylko nam w swojej pysze lub tchórzostwu wydaje się, że jest inaczej.
Pani Aniu, Jan Paweł II mówił o wielkiej godności osoby ludzkiej. Człowiek nie może być środkiem wiodącym do... Pani Aniu, ani do dobrobytu, ani do szczęścia, ani do małżeństwa, ani do realizacji takich czy innych celów pollitycznych, czy kariery; nawet dziennikarskiej. :D
Pani Aniu, choćby Pani była piątym dzieckiem w tej rumuńskiej rodzinie, Pani godność i wielkość nie byłaby ani o jotę mniejsza niż jest. Nic nie pozwala odebrać prawa do istnienia - nawet nieprzeżycie Pani matki. A co dopiero mówić o warunkach ekonomicznych. Kiedyś nie miałam kąta, dziś życie pokierowało tak, że mam wiele mieszkań. Kiedyś mówiono mi, że komuna w Polsce i na świecie runie tylko wskutek wybuchu nuklearnego...
Znałam zdarzenie podobne do rumuńskiego z polskiej sceny. Matkę namówiono do przerwania piątej ciąży. Nigdy nie otrząsnęła się z tej traumy. Jest już wiele lat pod opieką psychiatry.
Od kiedy w Rumunii można legalnie dokonywać aborcji? Wierzę, że zło wraca do sprawców: "Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości"
Elżbieta Adamowicz 23.06.2008 13:17
Pani Aniu, podobał mi się Pani tekst jako wspomnienie, tekst literacki. Jednakże na kanwie wspomnień, które wprost prowadzą do oczywistego, jednoznacznego wniosku (jesteśmy szczęśliwi dzięki mądremu wyborowi), wyprowadza Pani refleksje z innych bajek. Dla mnie niewiarygodne, bo nie Pani własne.
"Urodziłaś, bo to w Polsce kształtowało się Twoje podejście do życia i dziecka w Twoim lonie" - chciałam metaforycznie wyrazić myśl o wpływie własnej postawy moralnej na decyzje: że owa postawa jest istotniejsza od warunków materialnych.
Anna Motreanu 23.06.2008 12:50
Ach... znów mnie Pani ubiegła.
Chyba jednak nie dojdziemy do konsensusu w tej dyskusji. Pani jest czarno -biała, ja jestem tylko człowiekiem.
Anna Motreanu 23.06.2008 12:43
Pani Elżbieto witam ponownie,
Nie zdążyłam się wcześniej ustosunkować do Pani drugiego komentarza, bo pojawił sie po tym jak wysłałam swoja odpowiedź.
Ciężko mi polemizować z "wnioskami od sasa do lasa". Wnioski maja to do siebie, że są domeną czytelnika. Nie jestem jednakże zdziwiona Pani stwierdzeniem, bo wydaje mi się, że ma ono obrazować rozdźwięk, który obserwuje Pani ze swojej własnej perspektywy, dotyczący czynu (zgodnego z Pani światopoglądem) i argumentacji (niezgodnej).
Ma Pani rację, nie urodziłam swojej córki "z powodu dobrych warunków, polityki państwa, wolności itp." Nigdzie też tak nie stwierdziłam. Napisałam tylko, że miałam szczęście być w Danii kiedy zaszłam w ciażę. Wzmianka o warunkach panujących w tym państwie, miała sprowokowac czytelnkiów do dalszych refleksji na temat ciąży, aborcji i jakości opieki nad matkami.
Jestem też zaskoczona fragmentem "Urodziłaś, bo to w Polsce kształtowało się Twoje podejście do życia i dziecka w Twoim lonie". Wedle Pani rozumowania, (o ile dobrze zrozumiałam) w Polsce nie powinno być nawet dyskusji na temat aborcji, gdyż wszystkie Polki (parafrazuąc Pani słowa) powinny rodzić gdyż tu kształtowało się ich podejście do ciązy. Czy dobrze Panią zrozumialam? Poza tym, proszę mi wierzyć, przecenia Pani wpływ ojczystego kraju na poglądy jednostki.
Co do reszty... jestem dosyć mocno zaskoczona Pani śmiałością w materii stwierdzania czemu "urodziłam". Jest to dosyć odważne posunięcie, szczególnie że wypowiada się Pani o kimś, kogo Pani w końcu przeciez nie zna.
Dosyć zuchwałe "Ani wówczas sobie, ani dzisiaj innym nie potrafisz wprost powiedzieć, że nie wolno zabijać dzieci", ma w sobie pewien stopień prawdy. Tak, osobiście jestem przeciwna aborcji, ale życie postawiło mnie w takich sytuacjach, że mogę, a nawet powinnam poddawać weryfikacji swoje poglądy. Po pierwsze, tak jak juz pisałam, nie należy być pewnym siebie dopóki nie przezyje się sytuacji na własnej skórze. Po drugie, mimo swoich przekonań, wiem że życie i sytuacje nie są czarno-białe i jestem absolutnie w stanie zrozumieć dlaczego niektórzy się decyduja na aborcję. A tak na marginesie, czy czytała pani fragment dotyczący Rumunii?
Na koniec dodam, że mimo wszystko gubię się w Pani toku rozumowania. Najpierw czytam, że urodzilam, bo "to w Polsce kształtowało się Twoje podejście do życia i dziecka w Twoim lonie", następnie, że to mój mąż podjął decyzję i ze to jemu moje dziecko zawdzięcza życie... pomijając sprzecznośc, nie wiem nawet w jakim celu pisze Pani takie opinie. Co właściwie mi Pani zarzuca?
Elżbieta Adamowicz 23.06.2008 12:39
Głeboka refleksja to tylko taka ani w prawo, ani w lewo? Nie sądzę, że ma Pani rację. Ależ nie można być w ciąży i jednocześnie nie być, urodzić i jednocześnie nie urodzić. Moim zdaniem to człowiek potrafiący podjąć decyzję, czyli głośno i zdecydowania powiedzieć, że coś jest dobre, ma pozytywny wpływ na losy świata, związku...
Być może coś nadinterpretowałam - tak jak w swoim tekście - ale świadomie. Kieruje mną m.in. świeży jeszcze gniew na kobitkę, która w telewizyjnej dyskusji mówiła, że jest katoliczką i uznaje prawo do aborcji Agaty, choć ona sama to nigdy... Trochę tak zabrzmiał mi Pani tekst. Nie widzę sensu w popieraniu prawa, które mogło spowodować, że Pani córeczka nie narodziłaby się. Sądzę, że bardzo szkodzą takie wypowiedzi; sama Pani mówi o swoim rozchwianiu emocjonalnym w ciązy. Czy czytelniczki w ciąży nie potrzebują więcej jednoznacznego wsparcia? Pani je szczęśliwie otrzymała od ojca dziecka. Może to wsparcie jest jednak najważniejsze? Z Pani tekstu też nie wynika, że decyzję o urodzeniu podjęła Pani, bo znajdowała się w kraju, "który otacza przyszłą matkę troską i opieką". W Pani wspomnieniach nic na ten temat nie było (informacja dodana). Mało tego: wątpliwości były, mimo że znajdowała się Pani w takim raju. Zwróciłam też uwagę, że nie pomógł Pani lekarz: jemu też obojętny był Pani los i los Pani nienarodzonego dziecka.
Elżbieta Adamowicz 23.06.2008 12:13
Głeboka refleksja to tylko taka ani w prawo, ani w lewo? Nie sądzę, że ma Pani rację. Moim zdaniem to człowiek potrafiący podjąć decyzję, czyli głośno i zdecydowania powiedzieć, że coś jest dobre, ma pozytywny wpływ na losy świata.
Być może coś nadinterpretowałam - tak jak w swoim tekście - świadomie. Kieruje mną m.in. gniew na kobitkę, która w telewizyjnej dyskusji mówiła, że jest katoliczką i uznaje prawo do aborcji Agaty. Trochę tak zabrzmiał mi Pani tekst. Nie widzę sensu w popieraniu prawa, które mogło spowodować, że Pani córeczka nie narodziłaby się. Sądzę, że bardzo szkodzą takie wypowiedzi; sama Pani mówi o swoim rozchwianiu emocjonalnym w ciązy. Czy czytelniczki w ciąży nie potrzebują więcej jednoznacznego wsparcia? Pani je szczęśliwie otrzymała od ojca dziecka. Może to wsparcie jest jednak najważniejsze?
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +224)