Facebook Google+ Twitter

Pęknięte z żalu serce. Cz. 3

Jest decyzja Sądu Okręgowego w sprawie Krzysztofa, skazanego w kwietniu na przymusowe leczenie psychiatryczne. „Zdaje się, że to wierzchołek góry lodowej, który nadal może spędzać nam sen z powiek” – mówi matka.

Prawo / Fot. Thorben Wengert_pixelio.deJak łatwo jest pod przymusem wylądować w psychiatryku, dowiedział się w drugiej połowie kwietnia br. Krzysztof, student IV roku prawa, którego karetka pogotowia, zamiast na badania specjalistyczne, na które miała go przewieść w związku z zapaleniem ucha i silnymi bólami głowy, odwiozła do psychiatryka. O szczegółach informowaliśmy w pierwszych dwóch częściach artykułu, o tym samym tytule.

W tym czasie w Sądzie Okręgowym miasta W. odbyła się rozprawa, na której uwzględniono wniesioną apelację od postanowienia sądu opiekuńczego i postanowienie to zostało uchylone z dniem jego wydania. Sprawę do ponownego rozpoznania przekazano z powrotem, czyli będzie rozpatrywał ją ten sam sąd, którego decyzję właśnie uchylono...

W związku z takim obrotem sprawy o opinię zapytałem samą Elżbietę, matkę Krzysztofa, która
w tej sprawie jest nie tylko osobą poszkodowaną, ale również prawnikiem, specjalistą z zakresu praw człowieka.

- Co ta decyzja oznacza dla Was, osób bezpośrednio poszkodowanych i ogólnie, jak patrzysz dzisiaj z perspektywy tych doświadczeń na ustawodawstwo polskie w obrębie przymusu psychiatrycznego? Razem z Wami odetchnęliśmy z ulgą, że uchylono postanowienie, bo w ten sposób chociaż Krzysztofa ucieczkę z psychiatryka uznano za w pełni uzasadnioną. Ale z drugiej strony sprawa została oddana do ponownego rozpatrzenia na wokandę tego samego sądu...
- Tak, niestety. Zgodnie z kodeksem postępowania cywilnego nie można pomijać kwestii proceduralnych, a tryb nagły stosowany przez lekarzy pogotowia zgodnie z przepisami ustawy o ochronie zdrowia psychicznego działa, jak wykazują kolejne tego rodzaju sprawy -
tylko w jednym kierunku. Bardzo łatwo jest umieścić potencjalną ofiarę często nieuczciwego precedensu i dorobić jej chorobę psychiczną. Po 7-8 dniach „obserwacji pacjenta” jest to bardzo łatwe, gdyż jest on pod wpływem szoku i środków psychotropowych. Gorzej jest z wydostaniem się z d r o w y m z takiego „zamkniętego zakładu psychiatrycznego”, bo z punktu widzenia procedury cywilnej jest to praktycznie niemożliwe.

Dosłownej mówiąc to owszem, jest możliwość „opuszczenia”, jak się jest grzecznym i przytakuje... „na przepustkę”; ale do końca życia „potencjalny wariat” może być zmuszony do zażywania środków psychotropowych. Co gorsze, istnieje ryzyko, że z osoby zdrowej stanie się „rośliną” i straci swój intelekt, może też cierpieć na nieodwracalne zaburzenia czynności mózgu. Tu porównaj np. sprawę przymusowego leczenia 16-letniej obywatelki Norwegii z Raportu Prof. Manfreda Nowaka A/HRC/13/39/Add. 1 (str. 277), profesor międzynarodowej ochrony praw człowieka na Uniwersytecie w Wiedniu i od grudnia 2004 roku Specjalny Sprawozdawca przy ONZ ds. Tortur; przedstawił on ideę powołania do życia Światowego Trybunału Praw Człowieka (A World Court of Human Rights). Osoby zdrowe, zgodnie z informacjami o stosowaniu neuroleptyków, nie powinny ich w ogóle zażywać, ponieważ grozi to poważnymi powikłaniami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Irena Wilk
  • Irena Wilk
  • 15.01.2011 19:19

Silniejszy , będzie górował nad słabszym. To okrutne!.
Z obawę przed ludźmi się przyznaję że poznałam, prawdę za drzwiami bez klamek. Nie była tak straszna jak to opisuje Andrzej, warto się temu przyglądać i przeciwdziałać. Bohater materiału miał wsparcie babci, mamy. A jak wygląda prawda, kiedy tego wsparcia nie ma się wśród najbliższych, kiedy mąż wykrzykuje : Zobaczysz że tak ci załatwię , ze do końca życia cie stamtąd nie wypuszczą. Przykre a zarazem prawdziwe. Doświadczyłam tego na własnej skórze. Leczący lekarz doprowadził lekami do totalnego omamienia, gdzie panował strach, obawa, lęk przed każdym człowiekiem i każdą sytuacją. Człowiek potrafi być okrutny. Na moje szczęście w szpitalach, a pobytów było niestety kilka, lekarze pomogli.
Dzisiaj czytając ten artykuł , już tak śmiał bym się nie poddała leczeniu.
Moja historia, nie będę jej tutaj opisywała. Skończyła się tym ze po 20 latach od chwili trafienia do psychiatry, nie biorę żadnego leku. Wszystko odchodzi w niepamięć. Im mniej ludzi o tym wie, tym lepiej, bo inaczej by człowieka zaszczuli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przede wszystkim psychiatrzy w Polsce są traktowani jak jakieś świente krowy szczególnie przez sądy. Opinie wydawane przez nich opierane są na domysłach i zwykłych bredniach , nie potwierdzonych żadnymi faktami (zarzuty są np. objawami rzekomej choroby) i inne niedorzeczności. Sądy zazwyczaj traktują te opinie ,choć były by nawet najbardziej nieprawdopodobne, bez żadnego krytycyzmu! Prowadzi to do nadużyć i łamania podstawowych praw człowieka. Prawo powinno ograniczyć wpływy sądów do decydowaniu o tzw. leczeniu. Dać możliwość do samostanowienia podejrzanego o sobie, o swoim zdrowiu i w ten sposób ograniczyć wpływ psychiatrów na niszczenie ludzi w ten sposób w tym kraju!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.