Pozycja materiału w rankingach:
W dniu imienin Krzysztofa, a więc i piszącego te słowa, czyli 25 lipca, w Ostrowcu Świętokrzyskim wystąpił zespół Perfect.
Koncert odbył się w dość specyficznych warunkach, albowiem stadion miejscowej drużyny piłkarskiej KSZO znajduje się od jakiegoś czasu w fazie dość gruntownej przebudowy. Nie przeszkodziło to jednak ogromnej rzeszy wielbicieli dobrej muzyki w przybyciu i wypełnieniu widowni do ostatniego miejsca. Niektórzy przybywali z pewnym opóźnieniem, na sam występ grupy kojarzonej ze Zbigniewem Hołdysem i Grzegorzem Markowskim, darując sobie support, którym tym razem był kielecki zespół Kakadu. To niemal spółka rodzinna, bowiem tworzą go bracia Rafał i Krzysztof Pitulowie oraz żona jednego z nich, Marzena Dziurzyńska-Pitula, a także Dariusz Jurkowski i Marcin Maziarz. Grają głównie covery, takie jak "I'm so exited", "The Best", "Like a flower", "It's my life" i kilka autorskich utworów, jak choćby "Noc i dzień", "Prześladowca", "Szybko mija czas" czy "Nie mogę w to uwierzyć". Jeśli Kakadu nie chce pozostać zespołem wyłącznie supportującym inne gwiazdy, te prawdziwe i pozorne (a dotychczas występowali m.in. przed Kasią Kowalską, Urszulą, Eweliną Flintą czy Hanią Stach), powinien bardziej rozwinąć twórczość oryginalną. Mają ku temu warunki, o czym świadczy singlowy utwór "Nie mogę w to uwierzyć". Natomiast piosenki "The Best" nikt nie zaśpiewa lepiej niż Tina Turner i najlepsza nawet kopia zawsze pozostanie tylko kopią. Poza tym wydaje mi się, iż to przykre uczucie: mieć świadomość, że ludzie, dla których gramy chcą, byśmy już przestali, bo tak naprawdę czekają oni na kogoś innego.
Tym razem publiczność zgromadzona na stadionie w Ostrowcu Świętokrzyskim przybyła, by posłuchać legendarnej grupy Perfect z jej charyzmatycznym wokalistą, Grzegorzem Markowskim, któremu towarzyszyli: Dariusz Kozakiewicz, Piotr Urbanek, Piotr Szkudelski (świetne solo na perkusji w utworze "Soho" Kozakiewicza) i Jacek Krzaklewski. Markowski samym swoim pojawieniem się na scenie wywołał entuzjazm widzów. Tkwi bowiem w tym artyście ogromna pozytywna energia, wypływająca, jak się wydaje, z miłości do świata, muzyki, swojego zawodu, a przede wszystkim do ludzi. To się czuje, że Grzegorz Markowski autentycznie kocha publiczność, dla niej jest w stanie zdzierać gardło, dopóki opatrzność pozwoli. I publiczność odpłaca wokaliście "Perfectu" i jego kolegom instrumentalistom takim samym uwielbieniem, wykonując z nimi niemal wszystkie przeboje z "Ale wkoło jest wesoło", "Chcemy być sobą", "Bla bla bla", "Nie płacz, Ewka", "Idź precz" czy "Autobiografią" na czele.
A nawet jeśli nie śpiewając, to chociaż klaszcząc, nawet jeśli nie ma kompletnie poczucia rytmu, jak mój sąsiad z XI rzędu. Publiczność współtworzy atmosferę koncertu, reagując w określony sposób na piosenki, które słyszy ze sceny. Ich układ wydaje mi się też dobrze przemyślany: obok hiciorów, jak te wymienione wyżej, Perfect przypomina te mniej znane, ale wcale nie gorsze ("Lokomotywa z ogłoszenia", "Nie patrz, jak ja tańczę"). Zobacz także:
Artykuły
(347)
Galerie
(119)
Średnia ocen
(3.94)
Wiek: 51 | Miejscowość: Ostrowiec Świętokrzyski | Kraj: Polska
O mnie: Jestem, więc piszę. Piszę, więc jestem.
Ostatnie artykuły autora:
Grammy 2012: Adele najjaśniejszą gwiazdą gali w Los Angeles
(odsłon: +8608)