Facebook Google+ Twitter

Performer odtworzy na stadionie mecz z 1982 roku

  • Źródło: Nasze Miasto
  • Data dodania: 2007-10-13 07:53

14 października 2007 o godz. 16.15 na Stadionie X-lecia w Warszawie odbędzie się niezwykłe wydarzenie z pogranicza sportu i sztuki. Szwajcarski artysta Massimo Furlan jednoosobowo odtworzy jeden z najwspanialszych momentów w historii polskiej piłki – mecz Polska-Belgia z Mistrzostw Świata w Hiszpanii w 1982 roku.

Polacy wygrali ten mecz 3:0, co utorowało im drogę do powtórzenia największego sukcesu polskiej piłki – trzeciego miejsca na mistrzostwach świata. Wszystkie gole strzelił wówczas Zbigniew Boniek.

Dlatego też właśnie Bońka grać będzie szwajcarski performer Massimo Furlan, przez 90 minut odtwarzając dokładnie choreografię spotkania i zachowanie piłkarskiego bohatera podczas rozgrywki. Co ciekawe, rok temu na paryskim stadionie Parc des Princes ten sam artysta odegrał występ bliskiego przyjaciela Bońka - Michaela Platiniego w meczu Mundialu ’82 z Niemcami, który zaprowadził Francuzów do małego finału tego turnieju przeciwko Polsce.

Dziś naszej reprezentacji brakuje takich indywidualności, jakimi byli w tamtej drużynie Boniek, Lato, Żmuda, Młynarczyk, Smolarek, ale dzięki woli walki i zaangażowaniu piłkarzy stanęliśmy właśnie u progu równie historycznego sukcesu – pierwszego awansu do Mistrzostw Europy. Wydarzenie na stadionie X-lecia będzie symbolicznym łącznikiem pomiędzy minioną złota epoką sprzed 25 lat a być może właśnie rozpoczynającą się nową erą sukcesów.

Mecz będzie „na żywo” relacjonowany w Radiu Kampus przez słynnego komentatora sportowego - Tomasza Zimocha. Ważna więc będzie umiejętność wyobrażania sobie tego co się dzieje, żeby w pełni odebrać spektakl. Wydarzenie, które obejrzymy w Warszawie będzie podwójnym hołdem: dla Zbigniewa Bońka oraz Jarmarku Europa i Stadionu X-lecia. Zainicjuje ono cykl imprez w sezonie 2007/08 w ramach finisażu, przed planowanym zaadaptowaniem tego kultowego obiektu w Halę Sportową w obliczu przygotowań do Euro 2012.

Publiczność, aby lepiej wczuć się w piłkarską nostalgię, proszona jest o przyniesienie swoich odbiorników, za pomocą których będzie można słuchać relacji Tomasza Zimocha w Radiu Kampus. Odbiorniki będą także do kupienia na miejscu.

******************

Organizatorzy: Fundacja Laury Palmer, Fundacja Bęc Zmiana, Stołeczna Estrada, Radio Kampus i Szwajcarska Fundacja dla Kultury Pro Helvetia, wsparcia udzielił również On Board PR oraz Euro RSCG

14 października 2007, godz. 16.15
Stadion X – lecia w Warszawie (wejście od strony Wybrzeża Szczecińskiego)
Massimo Furlan „Boniek!”
Transmisja na antenie Radia Kampus o godzinie 16.30
Wstęp: 15zł / dzieci do lat 6 gratis (przenośne radio w cenie biletów!)
Rezerwacje i informacje o biletach: info@laura-palmer.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Nieznana historia prawowitych właścicieli gruntu Stadionu Dziesięciolecia - rodziny Chowańczaków.

Grunt, o którym mowa był kupiony przez mojego pradziadka Arpada Chowańczaka.
Arpad urodził się w Tatrach. Podobno jego przodkowie przechowywali sławnego Janosika, (niektórzy historycy piszą, że nie tylko go ukrywali ale też byli częścią jego grupy).
Jako bardzo młody chłopiec zaczął pracę w rzemiośle futrzarskim a jego jedynym kapitałem była własna praca.
Wynajął pokój od rodziny Potockich na Krakowskim Przedmieściu 17. Z czasem jego firma przekształciła się w największą firmę futrzarską w Polsce. Niektóre osoby twierdziły nawet, że była największą w Europie.
Do klientów firmy należeli: Pola Negri, Lola Halama, Eugeniusz Bodo, Mary Mrozińska, Prezydent Ignacy Mościcki, Ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych Józef Potocki , Ambasador Wielkiej Brytanii w Warszawie, sir Howard Kennan, postacie z rządu i inne osobistości.
Firma eksportowała do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Anglii i do Chin.
Firma stale rosła, zakupiła od Potockich skrzydlo pałacu, otworzyła swój bank, budowała kamienice, miała swoją flotę wozów i robiła to co dziś można nazwać “delivery” futer. Jednocześnie promowała i wspierała polską kulturę i polskich artystów.
Ale co najważniejsze, zawsze bardzo troszczyła się o dobrobyt swoich pracowników.
Gdy przyjechałem do Polski, poznałem wiele osób, których przodkowie pracowali w firmie mojego pradziadka, między innymi Pan Inżynier Janusz Okoń (bohater Powstania Warszawskiego). Spotkanie z nim było bardzo wzruszające. Podczas Powstania był małym chłopcem i walczył (jako łącznik) pod rozkazami Pułkownika Tyszkiewicza, pseudonim “Góral”, który bronił willi mojego pradziadka na Mokotowie, obecnie przy ul. Morskie Oko. Właśnie jego ojciec pracował w firmie mojego dziadka. Wzruszające były jego opowiadania i opinie przekazane na temat firmy Chowańczaka. Ojciec pana inżyniera czuł się dumny z faktu, że tam pracował.
Arpad Chowańczak zmarł w 1949 r. Jego rzeźba znajduje się w sali wielkich Polaków w Muzeum Alfonsa Karnego.
Syn Arpada, Jan Daniel - mój dziadek, już jako młodzieniec brał czyny udział w ruchach wyzwoleńczych Narodu Polskiego i za działalność w organizacjach niepodległościowych został aresztowany i uwięziony w 1916 r.
Zanim wybuchła II wojna światowa The Overseas Bank of London starał się przekonać mego dziadka, by ewakuował kapitał z Polski i wyjechał z rodziną.
Jego odpowiedź była kategoryczna: “nie wyciągnę grosza z Polski i tym bardziej wtedy kiedy ojczyzna ich najbardziej potrzebuje”.
Po wybuchu wojny Jan Daniel organizował obronę Warszawy u boku Prezydenta Stefana Starzyńskiego.
Już po kapitulacji Warszawy przy pewnej okazji oficer Wermachtu sugerował mu: “Twój syn bardzo dobrze by wyglądał w niemieckim mundurze”. Jak zawsze jego odpowiedź była stanowcza: “Mój syn będzie używał tylko mundur Wojska Polskiego”. Podczas okupacji zorganizował komplety, ukrywał ludzi ściganych przez Gestapo, między innymi dużo rodzin pochodzenia żydowskiego. Wykupywał zakładników i przed Powstaniem Warszawskim skupywał wielkie ilości broni od skorumpowanych żołnierzy niemieckich wracających z Frontu Wschodniego.
Podczas Powstania Warszawskiego Jan Daniel został wzięty do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, ponieważ nie chciał współpracować z Niemcami był torturowany, szczuty psami, zmarł na skutek gangreny w 1949 roku.
W uznaniu jego działań Stowarzyszenie Żydowsko Polskie w Argentynie w osobie Pana Dr. Marcosa Resnizky’ego wszczęło postępowanie w instytucie Yad Vashem w Izraelu aby zostało zasadzone drzewo jego imienia w Alei Sprawiedliwych.
Dzieci Jana Daniela: Anna i Stanislaw Chowańczakowie (http://www.polish-heroes.org/paginas/heroes-pol.html) również walczyli w szeregach A. K. Anna z pseudonimem „Anka” służyła jako sanitariuszka i goniec. Została wzięta jako zakładniczka przez Niemców w Hotelu Bristol, następnie uciekła z obozu w Pruszkowie.
W swoich wspomnieniach Generał Tadeusz Komorowski, wymienia ją jako osobę, która zawiadomiła go, że jego żona żyje. Stanisław przystąpił do konspiracji w roku 1940 mając 15 lat. Otrzymał pseudonim „Szczeniak”, ale kiedy podrósł uzyskał pseudonim „Jan” na cześć ojca. Podczas okupacji skończył liceum ogólnokształcące po kryjomu w liceum im. Mikołaja Reja. W A. K. studiował też jako uczeń Szkoły Podchorążych. Jego pierwszą misją było odzyskanie i transport uzbrojenia ukrytego przez Wojsko Polskie w 1939 roku. W pewnym momencie, gdy przenosił karabin Mauser ukryty w paczce, pakunek rozpadł się i broń wypadła na ulicę, było to na Krakowskim Przedmieściu i tylko cudem nie zostało zauważone przez Niemców. W roku 1943 dostarczał pomoc dla Żydów w getcie. Później powierzono mu niebezpieczną misję szpiegowania ruchów Gestapo. W roku 1944 walczył w Powstaniu Warszawskim, w pierwszym ataku na fortecę żandarmerii niemieckiej. Jeden z wybuchów był tak silny, że przez długi czas nie mógł podnieść głowy z ziemi, pomimo tego nie bał się rzucać na czołgi niemieckie butelek z benzyną, Jego mocna budowa i siła fizyczna pozwalały mu przenosić rannych podczas niemieckiego ostrzału. Pod koniec Powstania sam został ranny.
W ostatnich dniach Powstania sekcja mojego ojca miała nieprawdopodobne straty. Mój ojciec został jej dowódcą. Po ewakuacji Mokotowa wszedł ze swoimi ludźmi do kanałów. Mało o tym opowiadał, jednak słyszałem, że gdy wyszedł miał być rozstrzelany przez Gestapo.
Jakimś cudem oficer z Wermachtu, nie godzący się z metodami Gestapo, przeciwstawił się egzekucji.
Przeszło 60 lat od tego wydarzenia, dwa lata temu dostałem od Pułkownika Eugeniusza Ajewskiego (bohater Powstania Warszawskiego, który znał całą moją rodzinę) dokładną relację przejścia kanałami i morderstwa 120 Polaków na ul. Dworkowej, już po kapitulacji.

Ojciec trafił do Pruszkowa. Potem został zabrany do obozu jeńcow w Sandbostel.
Tam bardzo schudł (najgrubszą częścią jego nogi było kolano). Głód wpłynął negatywnie na jego zdrowie i wzrok. Jakiś czas potem otrzymał paczki z Czerwonego Krzyża i to trochę pomogło w odzyskaniu sił. Przy pewnej okazji kiedy jeden ze strażników zobaczył, że on i jego towarzysze wykonywali prace powiedział im: “Wy Polacy jesteście leniwi nie nadajecie się do pracy”, po czym pokazał im jak pracę tę wykonałby on sam. Wtedy Stanisław odparł, że podziwia jak on ją wykonuje i że oni się jeszcze nie nauczyli pracować w ten sposob. Wartownik bardzo się ucieszył pochwałą i sam skończył czyszczenie całego baraku. Po pewnym czasie grupa starszych więźniów postanowiła uciec i Stanislaw z nimi. W czasie zmiany straży rozbroili opiekunów i uciekli. Stanisław opowiadał, że kiedy alianci bombardowali, na niebie było tyle samolotów, że zasłaniały słońce. W miastach, nad którymi przelatywały bombowce zostawały tylko kupy gruzów. W roku 1994 podczas obchodów 50 -lecia Powstania Warszawskiego Stanisław spotkał się z osobą, która właśnie zaplanowała tę ucieczkę i wtedy zapytał się go “Ja jestem bardzo wdzięczny ześ mnie włączył do tej grupy uciekinierów, ale mógłbyś mi powiedzieć dlaczego mnie właśnie wybrałeś?” Ten człowiek popatrzył się na niego i z uśmiechem odpowiedział “Byliśmy dosyć blisko od wojska alianckiego i ty byłeś jedynym mówiącym poprawnie po angielsku i francusku”. Po wojnie Stanisław studiował ekonomię w Belgii skąd przyjechał do Argentyny. Dopóki nie opanował języka był zmuszony do pracy jako robotnik budowlany aby zarobić na życie.
W Argentynie założył rodzinę i własną firmę.
Nie mógł wrócić do Polski aż do roku 1987 gdyż było zagrożone jego życie.
Andrzej Chowańczak.
Buenos Aires-Argentyna

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.