Facebook Google+ Twitter

Perkusyjne solo na gitarze

  • Tomasz J
  • Data dodania: 2008-08-23 14:47

Gdy po finałowym koncercie pierwszego dnia festiwalu gitarowego we Wrocławiu Tommy Emmanuel zszedł ze sceny, siedzący obok mnie znajomy gitarzysta powiedział tylko: - Przerzucam się na trąbkę. Tego gościa na gitarze nikt nie prześcignie.

Opisywany już wcześniej Wrocław Summer Guitar and Folk Festival to jedno z najważniejszych gitarowych przedsięwzięć w naszej części Europy. Wielkie święto sześciu strun rozpoczęło się wczoraj, a było to rozpoczęcie w najlepszym, hitchcockowskim stylu. Istne muzyczne trzęsienie ziemi!

Wybierając się na wrocławską Wyspę Słodową, gdzie cała impreza się odbywa, wiedziałem, że pierwszego dnia festiwalu (nazwanego Acoustic Jazz Day) dane będzie mi wysłuchać rzeczy w formach swych bardziej zwiewnych i ulotnych, że bliżej będzie widowisku do zadymionej salki, jazzowego półmroku i subtelnej harmonii, niż dajmy na to do improwizowanego szaleństwa i festiwalu niekończących się popisów. Było to zresztą przedmiotem niemałego mojego zafrapowania. O ile formy spokojniejsze i bardziej stonowane są absolutnie miłymi słuchowi mojemu, tak okoliczności, w których miały być zaprezentowane (wielka scena na wyspie, dużo przestrzeni, otoczenie Odry, gmachu Uniwersytetu i Ostrowa Tumskiego) mogły wydawać się przeznaczone nieco dla odmiennych form ekspresji. Na szczęście moje obawy bardzo szybko zostały rozwiane, ponownie okazało się, że połączenie rzeczy, które pozornie do siebie nie pasują, daje zaskakujące efekty. No, ale po kolei!

Polak potrafi, czyli popisy rodaków (i nie tylko)


Marek Napiórkowski (gitara) i Gregoire Maret (harmonijka ustna) podczas koncertu we Wrocławiu, 22 sierpnia 2008 roku / Fot. T. JośkoOtwierający festiwal występ Marka Napiórkowskiego "Wolno", któremu towarzyszył wirtuoz harmonijki ustnej, Gregoire Maret, tezę tę potwierdzał. Zespół, w składzie którego obok wspomnianych muzyków zagrali jeszcze Robert Kubiszyn na basie, Michał Miśkiewicz na perkusji i Michał Tokaj na pianinie, zaprezentował przede wszystkim repertuar wyciszony i liryczny, pochodzący w dużej mierze z ostatniej solowej płyty Napiórkowskiego. Z przyjemnością słuchałem, jak w takiej konwencji koncertowej odnajduje się Maret, muzyk współpracujący z największymi światowego jazzu (Pat Metheny, George Benson, Marcus Miller, Mike Stern, i inni). Zespół zagrał na wysokim poziomie, zaś w finale Marek Napiórkowski dał się ponieść i gitarę akustyczną zamienił na popularnego "elektryka", co zdecydowanie podniosło temperaturę występu. Jedynym mankamentem była dość wczesna pora (dzienne światło) i jednak nieco mała frekwencja (ludzie sukcesywnie się schodzili). Napiórkowski zagrał bardzo dobry koncert, zaś dobór repertuaru zagranego w dość niecodziennych okolicznościach potwierdził, że dobra muzyka zawsze się obroni.

Pierwsza liga jazzu


Larry Koonse Trio. Wrocław Summer Guitar and Folk Festival, 22 sierpnia 2008 / Fot. T. JośkoPo pierwszym występie, pełniący tradycyjnie obowiązki konferansjera Jarema Klich zapowiedział koncert kolejnego artysty, którym miał być uznany amerykański gitarzysta jazzowy, Larry Koonse. Muzykowi na scenie towarzyszyli kontrabasista Darek Oleszkiewicz i perkusista Adam Czerwiński. Trio zaprezentowało się w klasycznej jazzowej odsłonie, wykonując głównie autorski repertuar, w którym także przeważały kompozycje spokojne i stonowane. Nienaganne brzmienie, ciekawe kompozycje, światowy poziom wykonania – jeśli istnieje coś takiego jak elegancja muzyki, to z całą pewnością reprezentuje to Larry Koonse Trio.

Absolutny władca gitary


Im bliżej było godziny dwudziestej, tym większe napięcie można było wyczuć wśród publiczności. Elegancja elegancją, ale wiadomo, kto miał być największą gwiazdą pierwszego dnia imprezy Tommy Emmanuel, gitarzysta – legenda, fantastyczny wirtuoz, przemiły człowiek, genialny showman… Można by wymieniać bez końca. Wczoraj Tommy zagrał we Wrocławiu wespół z kwartetem smyczkowym The Endless Road String Quartet i był to premierowy występ takiego projektu w Polsce. Gdy tylko mistrz pojawił się na scenie, by nastroić swoją gitarę, publiczność momentalnie zareagowała owacją. To dawało do myślenia i rokowało nadzieje na świetny koncert.

A ten? No właśnie. Tu dochodzimy do momentu, o którym sądziłem, że nie nadejdzie nigdy (choć bardzo się cieszę, że jednak nadszedł). Panie i Panowie… kompletnie nie wiem co mam napisać. Absolutnie żadne słowa nie oddają tego, co działo się w ciągu dwóch godzin we Wrocławiu, podczas koncertu Tommy’ego Emmanuela. Koncertu, który uświadomił mi, jak niewiele jeszcze wiem o muzyce i gitarze. To, co gość wyprawia z instrumentem i w jaki sposób potrafi na nim grać, jest absolutnie fenomenalne! Uderzenia perkusyjne, akordy, linia basu i solówki – wszystko zagrane jednocześnie przez jedną osobę. Coś niebywałego!

Tommy Emmanuel wraz z The Endless Road String Quartet podczas próby dźwięku przed wrocławskim koncertem, 22 sierpnia 2008 roku / Fot. T. JośkoDla jasności - widywałem już gitarzystów posługujących się techniką fingerstyle. Nieobce są mi także nagrania video prezentujące koncerty Tommy’ego. Sam param się nieco grą na gitarze, stąd dokładnie zdaję sobie sprawę w jaki sposób Emmanuel gra. Tylko co z tego? Gdy tylko gitarzysta pojawił się na scenie, absolutnie oczarował publiczność i nieistotne było to, czy ktoś jest kompletnym gitarowym laikiem, czy też może czołowym polskim gitarzystą (z przyjemnością odnotowałem pojawienie się wśród publiczności Jarosława Trelińskiego, gitarzysty Raz Dwa Trzy). Emmanuel zagrał fantastyczny koncert, mogliśmy usłyszeć utwory zarówno z jego repertuaru (od bluesa, przez bluegrass, po jazz), jak i innych artystów, spośród których gitarzysta nadzwyczaj upodobał sobie The Beatles (łącznie Tommy zaprezentował pięć utworów Wielkiej Czwórki, w tym dwa z towarzyszeniem kwartetu smyczkowego). Poza tym był i gospel (zaśpiewany na pięć głosów z towarzyszeniem gitary), była solówka perkusyjna na gitarze (to da się zagrać!), była przepiękna wersja Moon River zaaranżowana na gitarę… Genialny występ fantastycznego człowieka!

Gdy koncert Tommy’ego dobiegł końca, zasępiłem się na moment. Oto i zakończył się najlepszy (tak!) koncert, na którym byłem w życiu. Trwało to jednak tylko chwilę. Rzut oka na program festiwalu i… Proszę Państwa, po Acoustic Jazz Day czas na Tommy Emmanuel Day! Czy coś jeszcze trzeba dodawać?
Do zobaczenia już dziś, na Wyspie Słodowej!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Poproszę o opinię! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobrze, posłucham, nie będę taka:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klara :-)

A Tommy'ego słyszałaś? Z dorobku takiego artysty naprawdę trudno wybrać coś reprezentatywnego, ale może taka ciekawostka na dobry początek - http://pl.youtube.com/watch?v=AzwS4t8ZhMA&feature=related :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ileż entuzjazmu w tej relacji:)
+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.08.2008 20:59

(+) Tommy jest swietny, tekst tez dobry...

Komentarz został ukrytyrozwiń

wiesz, skoro to najlepszy koncert na jakim byłeś, to trzeba zaplusować:D ja tylko dodam, że mam płytę Napiórkowskiego, ktoś tam mi ją dał i ten, umieram przy tej muzyce z nudów:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

o wrócił;-) coś się system psuje,

Komentarz został ukrytyrozwiń

zniknął mój plus z godzimy 15;) ej kto to zrobił???

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.