Facebook Google+ Twitter

Petter Northug mistrzem olimpijskim w narciarskim maratonie

Petter Northug został mistrzem olimpijskim w biegu masowym techniką klasyczną na dystansie 50 km podczas XXI Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver. Medal srebrny wywalczył Axel Teichmann, a brązowy Johan Olsson. Polacy nie startowali.

Logo XXI ZIO w Vancouver / Fot. vancouver2010.comW niedzielę podczas XXI Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver rozegrano bieg masowy mężczyzn techniką klasyczną na dystansie 50 km. Ten maraton tradycyjnie jest ostatnią konkurencją narciarską na igrzyskach olimpijskich. Niezwykle prestiżowy bieg jak żaden inny przyciąga uwagę kibiców, a triumfator oprócz tytułu mistrza olimpijskiego otrzymuje nieoficjalny przydomek "króla nart". W zawodach wzięło udział pięćdziesięciu pięciu zawodników. Polacy nie startowali.

W tak długim biegu w stylu klasycznym wielką rolę odgrywa smarowanie nart. By więc wyrównać szanse biegaczy w trakcie zawodów można było dokonywać zmiany nart. Na olimpijskiej trasie w Whistler Park każda pętla liczyła 5 km, ale wiodła dwiema różnymi trasami - niebieską i czerwoną. Ta ostatnia była nieco trudniejsza, gdyż znajdowało się na niej więcej podbiegów i tam zawodnicy, którzy lubią podbiegi mieli szukać szansy na oderwanie się od rywali. Bieg rozpoczął się od czerwonej trasy, a zakończył na niebieskiej.

Bieg ten na igrzyskach dopiero po raz drugi rozegrany został w nowej formule - ze startu wspólnego. Niestety przez to, że trasy w Vancouver są łatwe, przez blisko dwie godziny brakowało jakichkolwiek większych emocji. Cała czołówka światowa biegła bowiem razem i wszyscy czekali na finisz. Ten okazał się ciekawy, ale nie zrekompensował wcześniejszych nudnych 48 kilometrów. Maraton z Vancouver nie zapadnie zatem pewnie zbytnio w pamięci fanów biegów narciarskich.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Brakowało emocji, bo bieg na 50 km powinien być rozgrywany co 30 sek., a nie ze startu wspólnego. Nie mogą się z tym pogodzić koneserzy biegów narciarskich ze Skandynawii. Traktuje o tym chociażby ten artykuł: http://www.sportowefakty.pl/zimowe/2010/03/21/daniel-ludwinski-biegi-na-50-kilometrow-czyli-o-dyskusyjnej-/ I też tu jest wspomniane o biegu w Vancouver - "ciekawiej było w Sapporo, czy nawet w Libercu, a także w Vancouver, jednak i tam długo emocji brakowało."

"... Ci, którzy kochają ten sport od lat, od dawna protestują jednak przeciwko kolejnej innowacji, czyli wprowadzeniu biegów ze startu wspólnego na dystansie 50 kilometrów, zamiast dawnej zasady rozgrywania tej konkurencji, czyli puszczania zawodników na trasę co trzydzieści sekund. Pozornie nowa reguła miała na celu spopularyzować biegi w jeszcze większym stopniu, gdyż przy wspólnym starcie oglądana konkurencja jest bardzo prosta, a wygrywa ten, kto pierwszy przekroczy linię mety, jednak działacze FIS nie pomyśleli o dwóch rzeczach.

Pierwsza to taktyka, jaką obierają najlepsi w biegach masowych, czyli brak ryzyka i wspólny bieg przez co najmniej półtorej godziny, a następnie rozstrzygnięcie zawodów albo na ostatnich kilometrach, albo dopiero na finiszu. Efekt był taki, że maratony na mistrzostwach świata czy igrzyskach nierzadko były śmiertelnie nudne aż do końcówki - taki stan rzeczy miał miejsce choćby w 2005 roku w Oberstdorfie czy rok później w Turynie. Z pewnością ciekawiej było w Sapporo, czy nawet w Libercu, a także w Vancouver, jednak i tam długo emocji brakowało. Naprawdę ciekawie było dopiero przed tygodniem w Holmenkollen, gdzie legendarny bieg na 50 kilometrów był bardzo interesujący. Nie zmienia to jednak faktu, że w ostatnich latach najczęściej maratony rozczarowywały.

Drugim błędem FIS było pominięcie oczekiwań zwolenników dawnych reguł. Szukając nowych kibiców w Europie Środkowej i Zachodniej kompletnie zapomniano o jakże licznej i wiernej publiczności skandynawskiej, która pokochała biegi narciarskie z klasycznymi zasadami. Nic więc dziwnego, że w Szwecji zbierano nawet podpisy pod petycją o przywrócenie startu co trzydzieści sekund, pod którą podpisały się tysiące osób, w tym znani narciarze (Henrik Forsberg, Frode Estil z Norwegii). Nie przyniosła ona jednak żadnego efektu. Czarę goryczy w Skandynawii przelała decyzja FIS o masowym starcie w Holmenkollen.

O ile koniec dawnych reguł na mistrzostwach świata i igrzyskach jakoś zdołano przeboleć, o tyle kultowy maraton w Oslo rozgrywany tam od 1902 roku (!) dla wielu równoznaczny był z rywalizacją indywidualną i startem co trzydzieści sekund. Nie brak więc na północy opinii, że triumfatorzy z 2008 roku, Walentina Szewczenko i Anders Soedergren, to ostatni prawdziwi zwycięzcy, gdyż obecnie nie można już mówić o klasycznym biegu na 50 kilometrów.

Jakie byłoby rozwiązanie problemu, które zadowoliłoby wszystkich? Wbrew pozorom o takie nie jest trudno. Wystarczyłoby przywrócić klasyczne zasady na jednym dystansie - 50 kilometrów. Rozgrywany jest on w Pucharze Świata tylko raz w roku, w ramach Pucharu Świata w Oslo, a ponadto na igrzyskach (raz na cztery lata) i na mistrzostwach świata (raz na dwa lata). Dawni fani narciarstwa byliby zadowoleni, bo mieliby ukochany bieg w dawnej formie, natomiast poprzez Tour de Ski czy sprinty dyscypliną mogliby zainteresować się również ci, którzy wcześniej jej nie oglądali. Błąd FIS polega na tym, że działacze z góry zakładają, iż masowy start będzie kluczem do przyciągnięcia nowych kibiców. Tymczasem maraton na 50 kilometrów nie jest konkurencją, która od razu każdego zainteresuje. To dystans dla koneserów biegów narciarskich. Masowy start, w który, przez 40-45 kilometrów wszyscy biegną razem, nie przyciągnie nowych kibiców, tak samo jak nie przyciągnie ich rozgrywanie maratonu ze startem co trzydzieści sekund.

A skoro tak, może warto byłoby zrezygnować z ulepszania najtrudniejszej konkurencji na siłę i pozostawić ją w niezmienionej formie jako ukłon w stronę oddanych fanów narciarstwa. W żadnym innym biegu nie ma tak wielkich emocji związanych z esencją tego sportu i tym, co jest w nim najpiękniejsze, czyli z porównywaniem czasów i z analizowaniem taktyki obranej przez poszczególnych zawodników. Kto rozpoczął szybko, a kto wolno? Kto zyskał w porównaniu z poprzednich punktem pomiaru czasu, a kto stracił kilka pozycji? Tego biegi ze startu wspólnego, niezależnie od tego jak bardzo ciekawe byłyby, nie dadzą nigdy."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Finisz Northuga - http://sport.tvp.pl/vancouver2010/dyscypliny/biegi-narciarskie/wideo/imponujacy-finisz-northuga

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sodergren bardzo poważnie przez chwilę uciekał :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja napisałem, że brakowało jakichkolwiek większych emocji. Miałem na myśli jakieś poważne ucieczki i pogonie za nimi, rozerwanie/rozciągnięcie dużej grupy zawodników na mniejsze. A wywrotki Włochów i kłopoty Gaillarda i Hellnera z zapięciem nart to były mniejsze emocje, które wynikały ze zmęczenia na tak długim dystansie. Generalnie widać było, że wielu zawodników czeka na finisz.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No jak to emocji brakowało, a wywrotka Włochów, a kłopoty Gaillarda? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.