Facebook Google+ Twitter

Piątkowe mecze 16. kolejki Orange Ekstraklasy

W piątek rozpoczęła się 16. kolejka Orange Ekstraklasy. Gospodarze nie mieli szczęścia w tych meczach, ponieważ wszystkie trzy przegrali.

Na pierwszym planie - Adrian Sikora. / Fot. Andrzej Szozda/Gazeta PoznańskaNa stadionie przy ulicy Cichej Ruch Chorzów podejmował Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski. Świetnie ten mecz zaczął się dla gości, bowiem już w czwartej minucie, po błędzie Sebastiana Nowaka bramkę dla grodziszczan strzelił niezawodny Adrian Sikora. Ruch w dwudziestej siódmej minucie miał doskonała okazję, Janoszka poradził sobie z defensywą Dyskobolii, później świetnie ominął Sebastiana Przyrowskiego i dośrodkował, a piłkę nad poprzeczką przeniósł Wojciech Grzyb. W pierwszej połowie było jeszcze kilka ciekawych akcji, jednak żaden z piłkarzy nie umiał wpakować futbolówki do bramki.

Od razu po przerwie Adrian Sikora z pięciu metrów trafił w Sebastiana Nowaka. W siedemdziesiątej ósmej minucie Pavol Balaz dryblował na lewej flance po czym huknął w stronę bramki, a piłka wpada w samo 'okno' bramki Sebastiana Przyrowskiego. Do dziewięćdziesiątej minuty ro 'Niebiescy' przeważali, jednak ostatnie słowo należało do gości z Wielkopolski. Sikora mimo, że był pilnowany przez Ireneusza Adamskiego uderzył piłkę głową, a ta przeleciała obok bezradnego bramkarza gospodarzy. Dyskobolia może się więc cieszyć ze zdobytych trzech punktów na trudnym terenie, jakim jest stadion przy ulicy Cichej.

Ruch Chorzów - Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski 1:2 (0:1
0:1
- 4' Sikora
1:1 - 78' Balaz
1:2 - 90' Sikora

Żółte kartki: Ninković, Janoszka, Balaz, Sadlok, Jezierski, Grzyb, Nykiel - Majewski, Yunisoglu, Tupalski.
Sędzia: Jacek Granat (Warszawa).

Ruch: Nowak - Jakubowski, Nykiel, Adamski, Ninković (73' Domżalski)- Grzyb, Pulkowski, Sadlok (58' Jezierski), Balaz - Fabusz, Janoszka (87' Bonk).
Dyskobolia: Przyrowski - Lazarevski, Tupalski, Yunisoglu, Sokołowski Marek - Piechniak, Kozioł, Majewski (68' Muszalik), Lato - Ivanowski (90' Peter), Sikora (90' Rocki).

Legia wygrała po raz pierwszy od ponad 37 lat w Krakowie z Cracovią

Edson / Fot. Janusz Wójtowicz/SPGWOd 37 lat na stadionie Cracovii, Legia nie umiała wygrać. Tym razem piłkarze Jana Urbana zapowiedzieli, że chcą wygrać na stadionie przy ulicy Kałuży. Od początku spotkania to właśnie 'Wojskowi' byli bardziej aktywni na boisko i przejęli inicjatywę, niestety strzał Piotra Gizy dobrze obronił Marcin Cabaj, inni piłkarzy przyjezdnych nie umieli stworzyć stuprocentowej sytuacji.

Po trzydziestej minucie do głosu doszli goście, najpierw strzelał Paweł Nowak, później Bartłomiej Dudzic i Kamil Witkowski, na szczęście na posterunku stał Jan Mucha, który nie pozwolił aby futbolówka wpadła do jego bramki. Do końca pierwszej połowy wynik się nie zmienił i stuprocentowych sytuacji było jak na lekarstwo.

Druga połowa była już popisem gości. Świetne rajdy przeprowadzał Edson, Roger Guerreiro i Tomasz Kiełbowicz. W pięćdziesiątej czwartej minucie właśnie Edson podał do wychodzącego lewym skrzydłem Tomasza Kiełbowicza, a ten dośrodkował dobrze do Takesure'a Chinyamy, który bez zastanowienia się strzelił w stronę bramki Cracovii, piłka jeszcze odbiła się od Mateusza Urbańskiego i Marcin Cabaj mógł patrzeć bezradnie jak piłka wpada do bramki.

Po tej bramce 'Pasy' nie mogły się otrząsnąć. Legia co raz śmielej atakowała. W siedemdziesiątej szóstej minucie piłka znowu po strzale Takesure'a Chinyamy wpada do bramki, jednak sędzie tego gola nie uznał i odgwizdał faul Bartłomieja Grzelaka na Marcinie Cabaju. Dwie minuty później Edson dośrodkował w pole karne, a tam Takesure Chinyama uderzył piłkę głową i bramkarz gospodarzy musiał po raz drugi wyjmować piłkę z bramki.

Do końca spotkania nic się nie zmieniło i 'Wojskowi' mogli się cieszyć z pierwszego zwycięstwa od 37 lat na stadionie Cracovii.

Cracovia Kraków - Legia Warszawa 0:2 (0:0)
0:1
- 54' Chinyama
0:2 - 78' Chinyama

Żółte Kartki: Smoliński (Legia).
Sędzia: Jarosław Żyro (Bydgoszcz).

Cracovia: Cabaj - Kulig, Urbański, Radwański - Nowak, Baran, Kłus (25' Wacek), Pawlusiński (66' Bojarski) - Moskała, Witkowski, Dudzic (75' Wiśniewski).
Legia: Mucha - Rzeźniczak, Choto, Szala, Kiełbowicz - Smoliński (46'
Radović), Vuković, Roger Guerreiro, 7. Piotr Giza (75' Grzelak), Edson da Silva - Chinyama (87' Ekwueme).

Wymęczone zwycięstwo Odry
Dla obu ekip był to mecz o śmierć i życie, bowiem oba kluby plasują się pod koniec ligowej tabeli. Jak ktoś kiedyś powiedział: 'Z kim wygrać jak nie z Odrą ?'. Od kilku sezonu piłkarze z Wodzisławia prezentują się kiepsko i raczej ciężko im idzie jak grają z niżej notowanym zespołem.

Od początku meczu oba zespoły grały dość dobrze, jednak pierwsza okazja bramkowa była po trzydziestej minucie. Marcin Nowacki wykorzystał błąd Arkadiusza Mysony i pięknym lobem wpakował piłkę do bramki Bogusława Wyparły. Do końca pierwszej połowy obie jedenastki bały się zagrać ofensywnie, bo przeciwnik mógłby to wykorzystać.

Po przerwie znowu dużo walki w środku pola i mało strzałów na bramkę. Jedna sytuacja, którą powinienem przypomnieć to ta z osiemdziesiątej minuty, gdy Robert Szczot w wybornej sytuacji nie strzelił bramki, a dobitka Ensara Arifovicia także nie wpadła do bramki gości.

Mecz zakończył się wymęczonym zwycięstwem Odry Wodzisław, a ŁKS może powoli myśleć o II lidze.

ŁKS Łódź - Odra Wodzisław 0:1 (0:1)
0:1
- 35' Nowacki

Żółte Kartki: Woś, Aleksander (Odra).
Sędzia: Piotr Pielak (Warszawa).

ŁKS: Wyparło - Mysona, Woźniczka, Kłos, Łakomy - Madej Kascelan (46' Dąbrowski), Leszczyński, Sikora, Szczot - Arifović.
Odra: Pilarz - Cichy, Dudek, Szary, Malinowski - Hinc, Kuranty, Nowacki (84' Aleksander), Woś - Seweryn (90' Jakosz), Socha (66' Iwan)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Super robota. Widać w artykule ogrom twojej pracy. Lubię jak ktoś pisze regularnie na jakiś temat :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.