Facebook Google+ Twitter

Piekielna kuchnia, czyli "Kill Grill" Anthony'ego Bourdaina

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-09-05 16:51

Zabawna, wstrząsająca i niesamowicie wciągająca podroż po mrocznych zakamarkach nowojorskiej gastronomii. Po jej lekturze zastanowisz się zanim zamówisz posiłek w restauracji.

Wydawnictwo W.A.B. / Fot. Anthony BourdainCo dostajemy od kucharzy, którzy chwycili za pióro? Najczęściej są to mniej, lub bardziej klasyczne książki kucharskie. Znajdziemy w nich przepisy na potrawy tanie jak ryż z jabłkami , ale i tak wyszukane, że zasługują na gwiazdki Michelina. Chcesz zjeść coś z kuchni fusion, to sięgasz po Jamiego Oliviera. Masz ochotę na kaloryczną przekąskę więc szukasz rady u Nigelii Lawson. "Kill Grill" Anthony’ego Bourdaina to całkowite przeciwieństwo tych pozycji.

Autor jest starym wygą, który pracował w wielu nowojorskich knajpach, kafejkach i restauracjach (m.in. Brasserie Les Halles). Skończył CIA (Culinary Institute of America), ale jak sam podkreśla, o wiele więcej dało mu doświadczenie zdobyte "w boju". Bourden prowadzi na kanale Travel Channel własny program dokumentalny No Reservation, w którym odwiedza najciekawsze kulinarne zakątki globu. No i oczywiście pisze. "Kitchen Confidential. Adventures in the Culinary Underbelly" (tytuł oryginalny) jest jego kolejną książką.

Oczywiście znajdziemy w niej to, czego chcielibyśmy się dowiedzieć od „mistrza patelni”. Anthony nie wchodzi jednak na etap przepisów zilustrowanych podretuszowanymi zdjęciami. Jego rady są niesłychanie proste. Przede wszystkim sugeruje czego używać do gotowania. Okazuje się, że oprócz mitycznego już noża szefa kuchni, równie przydatna jest rura PCV, czy zwykła plastikowa butelka. Chcesz wiedzieć jak skomponować pięknie wyglądający talerz z daniem? W tej książce znajdziesz proste chwyty i sposoby jak tego dokonać. Bourden jednak nie owija w bawełnę i jasno pisze, że przy braku talentu żadne sztuczki nie pomogą.

Przede wszystkim jest to autobiografia, dla której tłem są lata osiemdziesiąte. Autor chwyta nas brutalnie za rękę i ciągnie na zaplecze restauracji. Uwierzcie, że to co zobaczycie dalekie jest od cieplutkiego kąta u Karola Okrasy. Trafimy do lokali gdzie pracownicy przypominają grupę przestępczą, a mieszanina narodowości tworzy językową wieżę Babel. Zdarzają się sytuacje, w których pracownicy zachowują się jak naćpana grupa rockowa, która na każdym kroku stara się oszukać pracodawcę. Wszystko to podlane jest dużą ilością seksu, krwi i języka ostrego jak papryczka jalapeno.

To właśnie narracja jest najsilniejszą stroną tej książki. Jeśli ktoś wcześniej widział program Hell’s Kitchen Gordona Ramsay’a ten domyśla się jak zachowuje się i mówi doświadczony szef kuchni. Bourden jest identyczny. Przypomina sierżanta w wojsku i właśnie takim językiem snuje opowieść. Oczywiście pełno tu wulgaryzmów, ale dzięki temu czujemy prawdziwą temperaturę miejsc, w których pracował. Po kilku stronach czytelnik zdaje sprawę, że niektórzy kucharze nie są tak milutcy jak Pascal Brodnicki. Natomiast kiedy opowieść dotyka samego jedzenia autor pokazuje prawdziwą pasję i miłość dla fachu który wybrał.

Jednocześnie Bourden nie stara się wybielać siebie. Bez skrępowania opisuje lata uzależnienia od narkotyków i liczne potknięcia w karierze. O wiele ważniejsze jest to, że nie próbuje wybielać branży gastronomicznej. Wprost mówi o jej wadach, co dla amatorów restauracyjnego bufetu jest niezwykle cenną wiedzą. Nie wiem na ile nowojorskie rady da się przeszczepić na polski rynek. Wiem natomiast, że po przeczytaniu "Kill Grill" nigdy już nie zamówię ryby w poniedziałek, a po wejściu do restauracji łatwiej przewidzę szansę zatrucia pokarmowego.

Kill Grill. Restauracja od kuchni
Anthony Bourdain
Wydawnictwo W.A.B.
2008

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

+ Gastronomia to temat rzeka. Znam się na tym, bo kilka lat żywiłem się w różnych jadłodajniach. Co prawda restauracje znam jedynie od strony sali konsumpcyjnej, ale nie tracę nadziei, że kiedyś uda mi się zapuścić głębiej. Raz, to nawet próbowałem. A było to wtedy, gdy w kaszy gryczanej na sypko, którą zamówiłem, zamiast skraweczek znalazłem obierki ziemniaka. Gdy próbowałem wyjaśnić to z kelnerem, ten spojrzał na mnie z góry i bez żenady zapytał: - A co to, pan szanowny obiereczek nigdy nie widział? Ujął mnie tą zdrobniałą formą „obiereczek”, więc potwierdziłem, że widziałem, ale żeby w kaszy gryczanej, to nigdy. Na to on odparł spokojnie: - No i masz pan teraz nowe doświadczenie, za co należy podziękować, a nie handryczyć się przy stole w porządnej restauracji. Tak mnie tym uspokoił, że nawet mu napiwek z ostatnich drobnych dałem, bo dostrzegłem w nim człowieka, który zadbał, abym z restauracji wyszedł mądrzejszy, a nie tylko przejedzony.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i plus :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja ją właśnie dzisiaj przeglądałam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Ostatnio widziałam tę książkę w księgarni, ale myślałam że to zwykła książka kucharska. Widzę, że muszę po nią wrócić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.