Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9498 miejsce

Piekielnie gorzki los generała pilota Ludomiła Rayskiego

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-09-27 10:39

Ile może znieść pomawiany o najgorsze przewinienia generał? Dla lotnika honorowym wyjściem jest kula wystrzelona w łeb. W czasie wojny byłoby to jednak poczytane zupełnie inaczej, niż w okresie pokoju. Wtedy liczył się każdy żołnierz.

Pamiątkowa płyta z sylwetką bohatera wpisaną w kształt lotniczej szachownicy. / Fot. Fot. Public Domain z Wikipedii.Listopadowe święto to czas pamięci o zmarłych. Przy okazji niepostrzeżenie mija kolejna zapomniana rocznica, w której zapewne nie uczestniczyliśmy sądząc, że skoro ktoś odchodzi 1 kwietnia, to chodzi wyłącznie o prima aprilis... Niestety, schorowany pionier awiacji, świetny pilot i organizator lotnictwa w odrodzonej Polsce, zmarł opuszczony przez rodaków na obczyźnie. Trzydzieści lat po śmierci generała pilota Ludomiła Rayskiego niewielu młodych ludzi w Polsce zna to nazwisko tak dobrze, jak chociażby asa Bitwy o Anglię, Stanisława Skalskiego. Gdzieś z głębi własnej niepewności i niewiedzy pojawia się pytanie: "kogo obchodzą dzisiaj dawni piloci?"... Przy lotniczych śmigłach na Powązkach zawsze płoną lampki, ale każdy ma przecież swoich bliskich, którzy niech spoczywają w spokoju.

Czy historia Polski może obyć się bez bez bohaterów?


Nazwisko zmarłego przed trzydziestu laty na emigracji generała pilota Ludomiła Rayskiego wyczytywane jest, co prawda, w okolicznościowych przemówieniach razem z innymi nazwiskami przedwojennych lotników, ale nikt nie kwapi się do przypomnienia zasług tej świetlanej postaci. Tak naprawdę prawie nikogo to nie interesuje. Nikogo. Chyba tylko weteranów polskich skrzydeł ujrzymy przy poświęconej jego pamięci tablicy pamiątkowej w Kościele Garnizonowym. W trzydziestą rocznicę śmierci złożono tam wiązankę kwiatów. Ktoś zawsze pamięta. Jednak popularyzacja chwały polskich skrzydeł idzie nam tak opornie, że tekst poświęcony polskim lotnikom przegrywa nawet z kroniką wypadków. Lepiej czyta się zapewne news o spadającej na ruchliwą arterię albo do Kanału Żerańskiego awionetce.

Takich tragicznych upadków i katastrof było multum w chwili narodzin polskiego lotnictwa na lwowskim aerodromie Lewandówka i krakowskich Czyżynach.Tam, spod Oleandrów ruszył w legionowy bój młody członek drużyn "Sokoła", Ludomił Rayski. Syn powstańca styczniowego miał iście piekielny żywot w okresie odrodzenia i upadku ojczyzny.

Historia spisywana z plotek i pomówień


Są tacy historycy, którym nazwisko to kojarzy się podobnie źle, jak generałowi Sikorskiemu, który wysłał go za niesubordynację na okrytą fatalną sławą "Wyspę Wężów". Na pewno nie była to Bereza, ale przypominała do złudzenia rewanż za obóz dla przeciwników Józefa Piłsudskiego. Generał Sikorski w czasie wojny wykorzystał sposobność, by umieścić tam swoich niepokornych podwładnych. Brytyjczycy uznali jednak, że umiejętności tak doświadczonego pilota, jakim był Ludomił Rayski, nie mogą w czasie wojny być marnotrawione z powodu personalnych rozgrywek polityka i żołnierza.

Lotnik nazywany przez kolegów "Turkiem" nabył te niepospolite umiejętności nie tylko w tureckiej armii, ale podczas studiów inżynieryjnych na Politechnice Lwowskiej. Świeżo zaprawiony w boju legionista Józefa Piłsudskiego równie wiernie służył w czasie wojny rosyjsko-tureckiej, jako powołany "w rekruty" syn Teodora - uchodźcy z Polski, obywatela tego kraju.

Ojciec walczył pod wodzą Michała Czaykowskiego – słynnego Sadyka Paszy. Do dzisiaj istnieje w Krakowie przy Długiej 30 kamienica , gdzie ojciec Ludomiła zamieszkał po powrocie do Polski. Została ona przebudowana, a jej krańce ozdobione wieżyczkami. Minaret wieńczy półksiężyc, symbol Islamu.

W Turcji Ludomił Rayski wyuczył się lotniczego fachu tak świetnie, że po wykurowaniu się z wojennych ran prowadził do boju z sowieckimi aeroplanami i konnicą Budionnego słynną amerykańską "Eskadrillę Kościuszki". Jedyny „Turek” w polskim lotnictwie wysłał w 1926 roku do Japonii Bolesława Orlińskiego w wiekopomny rajd do Tokyo z Leonardem Kubiakiem jako mechanikiem pokładowym. Para polskich lotników została przez cesarza Japonii odznaczona Orderem Wschodzącego Słońca. To był element udanego planu propagowania polskiego lotnictwa w świecie. Uzupełniały go sukcesy pilotów balonowych w Pucharze Gordona Bennetta i tryumf tandemu Żwirko-Wigura na samolotach RWD.

Wina, kara i sprawiedliwość zwyciężonych

Ludomił Rayski z lewej przy samolocie Albatros z godłem amerykanskiej Eskadry Kosciuszkowskiej / Fot. Fot. Public Domain z Wikipedii.
A jednak wszystkie te osiągnięcia przekreśliła klęska wrześniowa 1939 roku i późniejsze losy wojenne Polski. Zdymisjonowany Inspektor do spraw Lotnictwa, generał Ludomił Rayski bez przydziału, nie mógł już znaleźć miejsca wśród walczących pilotów we Francji. Zanim dotarł tam z okupowanej Polski (po dopilnowaniu ewakuacji polskiego złota do Rumunii) sojusznicy zdążyli podpisać kapitulację. Nie zdążył także wziąć udziału w wojnie sowiecko-fińskiej. Stworzył więc opracowanie stanu polskiej floty powietrznej w postaci osobistego memoriału. Efekt był piorunujący.

W Anglii wylała się na niego cała zawartość otwartej puszki Pandory. Przecież to jego obciążano za wynik nierównej walki powietrznej z Luftwaffe. Ba, pojawiły się nawet podejrzenia o korupcję i brak orientacji w źle prowadzonej polityce zakupów uzbrojenia. Można jeszcze dyskutować o jego wątpliwej roli w zamachu majowym, ale wtedy nikt z uczestników walk nie miał czystych rąk. Wszystkie domniemane winy, brudy, pomówienia i konfabulacje faktów skłoniły go do osobistego przeciwstawienia się im i napisania wspomnianego memoriału.

Była w nim cała prawda o polskim lotnictwie. Władysław Sikorski nie pozwolił Rayskiemu na jego ujawnienie, a tym samym oczyszczenie się, wobec skazanych na plotki i domysły, szeregowych żołnierzy Armii Polskiej na Zachodzie. Rayski obwiniany wraz z innymi o korupcję, nepotyzm, brak kompetencji, słowem wszystko, co znamy dobrze ze współczesnych afer finansowych. Już wcześniej zdecydował się więc postawić ultimatum sanacyjnym władzom - albo jego rezygnacja, albo natychmiastowe wywiązanie się ze zobowiązań Państwa wobec lotnictwa. Nie żałował tego kroku nawet wtedy, gdy został z tego powodu odsunięty od sprawa polskiej awiacji. Bolało go jednak, że odpowiada za stan lotnictwa pomimo braku wpływu na jego losy. Najgłośniej oskarżali go uczestnicy afer, w których nie chciał uczestniczyć. Generał Ludomił Rayski zdecydował się na opublikowanie memoriału aby dać świadectwo prawdzie. Wynik już znamy.

Rehabilitacja "trędowatego" asa


Uwolnienie z "Wyspy Wężów", (właściwie Węgorzy, ale pierwsza nazwa potocznie funkcjonuje), umożliwiło Rayskiemu wykazanie się dalekimi rajdami z brytyjskich fabryk lotniczych, aż do Singapuru.
W jednym z lotów transportowych wykorzystał doświadczenie Bolesława Orlińskiego, który po zwycięskim rajdzie w sierpniu 1926 r. wspominał o zdradliwych prądach powietrznych w drodze do Japonii.
Bez wyczucia tych potężnych sił natury można było zboczyć z kursu, a po wypaleniu benzyny spaść do morza. Opłaciła się szaleńcza eskapada Orlińskiego do Japonii i z powrotem. Bywało, że tuż po dostarczeniu bombowców na lotnisko myśliwce japońskie, "Mitsubishi Zero", w jednej chwili zamieniały nowiutkie samoloty w płonący stos żelastwa. Nieraz z takich opresji udawało mu się w ostatniej chwili uchodzić z życiem.
Generał brał udział w najbardziej niebezpiecznych, uznawanych przez lotników alianckich dywizjonów za straceńcze, misjach lotniczej pomocy Powstańcom Warszawy walczącym latem 1944 r.

Ludomił Rayski jako Szef Departamentu Lotnictwa w latach 1926 - 1938 / Fot. Fot. Public Domain z Wikipedii.Ludomił Rayski był świetnym pilotem i rasowym lotnikiem uczestniczącym zarówno w lotach bojowych, jak też misjach transportowych wszędzie, gdzie otrzymał rozkaz. Dużo gorzej szło Rayskiemu z odzyskaniem dobrego imienia wśród skłóconej emigracji. W zderzeniu z legendą tragicznie zmarłego premiera Sikorskiego jego racja osobista nie miała szans na rehabilitację. Odsunięty od polskiego (nie alianckiego) lotnictwa generał nie ustrzegł się pomówień, żyjąc w poczuciu niesprawiedliwego oskarżenia ze strony polskiej.

Pamięć i miłosierdzie obwinionych


Zwolennicy premiera Władysława Sikorskiego nie zdobyli się na odkłamanie najbardziej nieprawdopodobnych opinii na temat Rayskiego, chociaż prywatnie przyznawali generałowi rację. Mało kto odważył się tytułować go publicznie należnym mu stopniem wojskowym. Szanowano decyzję Sikorskiego, który odsuwając pierwszego w odrodzonej Polsce Szefa Departamentu Lotnictwa od możliwości walki z wrogiem wykazał się, niestety, w tym wypadku, krótkowzrocznością. To bardzo trudna do usprawiedliwienia decyzja bardzo przecież zasłużonej dla Polski postaci historycznej...
Ludomił Rayski nie doczekał się rzeczywistego zadośćuczynienia krzywdy, jaką rodacy niewątpliwie wyrządzili mu w Wielkiej Brytanii. Dokonało się to dopiero na łożu śmierci.

Pogrzeb bohatera wielu wojen odbył się z pełnym ceremoniałem wojskowym należnym tej świetlanej postaci. Prochy generała sprowadził do Polski obywatelski komitet kierowany, z woli kombatantów lotnictwa, przez największego polskiego asa II wojny światowej, Stanisława Skalskiego. W Katedrze Polowej Wojska Polskiego - w murach Kościoła Garnizonowego wmurowano granitową płytę upamiętniającą zmarłego pilota i jego niezapomniane zasługi dla ojczyzny. Poświęcił jej całą młodość, wszystkie swoje siły i za wolność Polski nie wahał się poświęcić życie.

Pragnę wyrazić wdzięczność Maciejowi Lewandowskiemu za konsultację merytoryczną i pomoc w doborze właściwych ilustracji do artykułu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Tadeusz Zuba
  • Tadeusz Zuba
  • 22.11.2010 00:22

Ja także uważam że Ludomił Rayski był tylko kozłem ofiarnym.
Po klęsce wrześniowej winny musiał być.
Nie zapominajmy że rozwijając własny przemysł lotniczy Rayski godził w interesy kół związanych z Francją.
Nie tylko nie kupował tam sprzętu ale stawał się ich konkurentem.
Wcale jego koncepcja lotnictwa nie była zła.Upadek projektu P-38 Wilk jest dla mnie bardzo podejrzany.
Wszyscy prowadzili prace nad myśliwcem szturmowym.Polacy,Niemcy,Anglicy i Rosjanie.
Dlaczego nie pozwolono mu zastosować innych silników w prototypie Wilka to jest pytanie?
W przypadku silnika MorsII byłby to bardzo dobry szturmowiec.Parametry miał lepsze od BF-110.
W przypadku zastosowania silników Mercury VIII /wersja Lampart/ na pewno byłby dużo lepszy od wyżej wymienionego.Ale byłby to drogi samolot.
Tak wyśmiewana koncepcja lekkiego myśliwca P-45 Sokół jest zwykłym nieporozumieniem.
Sokół był konstrukcją całkowicie metalową o wadze 1500 kg.Z silnikiem Mercury to on a nie Jastrząb miał szansę powodzenia. Jastrząb był o 500 kg cięższy.
Niemiecki Bf-109 w 1939 roku był też myśliwcem lekkim. Waga 1500 kg .
Za bardzo krytykujemy.Wysiłek tamtych ludzi był tytaniczny. Przecież oni nie wiedzieli że wojna wybuchnie w 1939 roku.Dlatego budowali COP i rozwijali własny przemysł.Oczywiście łatwiej byłoby kupić sprzęt we Francji.Tylko nikt nie sprzedaje nowoczesnego sprzętu.Tak było wtedy tak jest i teraz.
Uważam że jego koncepcja rozwijania własnego przemysłu była słuszna.Nawet projekt "Łoś".
Choć ten samolot nie wykazał się we wrześniu dał nam duży skok technologiczny.
Stał się początkiem wielu póżniejszych konstrukcji.Sam samolot się nie wykazał bo nie mógł.
Został użyty do celów szturmowych.Do tego rodzaju ataków na kolumny pancerne idealny byłby Wilk.
Łoś był przeznaczony do nalotów dywanowych na węzły komunikacyjne i miasta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak to prawda mało kto wie i sie obecnie tym zajmuje a lotniska polskie mają dziwacznych niektórych patronów szczególnie na wybrzeżu!!! co to za życia stawiają sobie pomniki chwały i zasług wiele sobie przypisują belwedery budują!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrzy było przypomnieć tą postać. Nie zasłużył sobie na takie pomówienia. Nie byliśmy tak silni gospodarczo, aby stworzyć lotnictwo mogące podjąć równorzędną walką z Luftwaffe. O ile wiem tuż przed śmiercią został przez sąd honorowy zrehabilitowany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

w końcu tu trafiłem :) Ciekawy i dobrze napisany tekst

Komentarz został ukrytyrozwiń

Duży plus. Dziękuję i proszę o kolejne teksty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To są nasze historie, nasze fabuły, nasze kreacje...

To kolejny dowód na to, że niepotrzebni nam:
Rob Roy, Kojak czy Gotowe na Wszystko

Komentarz został ukrytyrozwiń

"+" - za ciekawą i mnie zupełnie -do tej pory- nieznaną historię.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.09.2007 08:36

(+) bardzo interesujace

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus, za ciekawy ważny tekst

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.