Facebook Google+ Twitter

Piękno Toma Waitsa

Ostatnio usłyszałem najwspanialszy komentarz dotyczący muzyki Toma Waitsa. Po długich namowach mój przyjaciel w końcu włączył płytę, a po kilku godzinach dostałem od niego smsa: „Wiesz nie powiedziałeś mi, że ten staruch uzależnia”.

„Urodziłem się w bardzo młodym wieku, na tylnym siedzeniu żółtej taksówki stojącej na parkingu (…) Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem w życiu, było zapłacenie dolara i osiemdziesięciu pięciu centów według wskazań licznika. Kiedy tylko wylazłem z taksówki, poszedłem szukać pracy. Jedyną pracą, na jaką mogłem się wtedy załapać, była posada kierownika na oddziale położniczym. Jak mnie wylali, to potem na pewien czas zraziłem się do porodów”. Tak Tom Waits przedstawia swoje pierwsze chwile na ziemi, ziemi na której znalazł miejsca piękne i odrażające zarazem, niebezpieczne i pociągające, o których ciągle śpiewa w swych poetyckich pieśniach.
Tom Waits / Fot. Theplatypus, CC, Zdjęcie należy do domeny publicznej, źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Tom_Waits.jpg
Czegoż można się spodziewać po piosenkarzu, którego edukacja muzyczna przypadała na twórczość takich zespołów jak The Beatles, Jimi Hendrix czy całej plejady twórców, szalonych lat 60? Otóż tego, że nigdy ich nie słuchał zbyt wiele. Bardzo wcześnie odkrył bluesa i jazz, i jak sam wspominał, o wiele większe wrażenie wywarły na nim dokonania takich muzyków jak George Gershwin, James Brown, Ray Charles czy Dizzy Gilespie. A zwłaszcza całe pokolenie poetów, tak zwanych beatników. Utwory Jacka Kerouaca (słynne
„W drodze”), Boba Dylana oraz Charlesa Bukowskiego ukształtowały jego wrażliwość, dzięki której świat ujrzały jego płyty i teksty. Stał się wiecznym włóczęgą, uosobieniem młodzieńczych marzeń o podróżach pełną przygód z butelką dobrego wina i tomikiem wierszy pod pachą.

Wsiąść do swojego starego cadillaca i ruszyć w świat


Punktem przełomowym, w podjęciu decyzji o zostaniu muzykiem, był koncert sir Montiego Rocka III w spelunce o bardzo wątpliwej reputacji. Publicznością na tymże koncercie było kilku podpitych mężczyzn w garniturach, Tom Waits oraz obsługa baru. W trakcie wykonywania jednego z utworów, sir Monti przerwał występ i wygłosił wielką tyradę na temat świata i muzyki, cisnąwszy wcześniej z całym impetem szklankę po whisky na deski sceny. Jak wspomina sam Waits, przemowa ta otworzyła mu oczy na to jak może wyglądać granie koncertów i jak on sam może odnaleźć się na scenie, choć jak stwierdza, tamten monolog Montiego był „skrzyżowaniem egzekucji ze striptizem”.

Od tamtej pory młodemu Tomowi zawsze towarzyszył klimat podrzędnych spelunek i całej otoczki wokół takich miejsc. Inspirowały i nadal inspirują go historie ludzi przegranych, zrezygnowanych, którzy nie mają już sił na walkę, a jedynym sposobem na przetrwanie jest bytowanie w takich właśnie knajpkach, popijając mocne trunki, topiąc stracone szanse.

Z baru na szczyt


Jak głosi legenda, przyczyną rozmowy Toma Waitsa z jego pierwszym menedżerem i rozpoczęcia z nim współpracy, były buty muzyka, który właśnie skończył grać koncert. Nie wiadomo ile w tym prawdy, jednak od tamtej rozmowy kariera Waitsa ruszyła do przodu i trwa tak od ponad dwudziestu lat.

Po rozpoczęciu pracy z Herbem Cohenem (owym menedżerem, który zwrócił uwagę na obuwie muzyka) ruszyła praca nad pierwszym albumem. „Closing Time”, bo tak brzmiał tytuł pierwszego pierwszej artysty, uważana jest za jeden z najdojrzalszych i najciekawszych debiutów roku 73- ego. Krytyka od razu zwróciła uwagę na młodego muzyka, jednak sama płyta nie znalazła zbyt wielu nabywców. Miała to być zapowiedź reakcji na wszystkie albumy Toma Waitsa - zawsze doceniony i wielbiony przez recenzentów (m.in. został wyróżniony dwiema nagrodami Grammy), nigdy nie sprzedający zbyt wielu płyt.

Rozpoczęły się pierwsze trasy koncertowe, spanie w hotelach (na ogół w tych o marnej reputacji i strasznym wyglądzie). Każdy występ na żywo Toma, miał swój niecodzienny charakter, co jakiś czas muzyk w zawadiacki sposób opowiadał o swoim życiu, racząc publiczność niezliczonymi historiami wymyślanymi naprędce, jako zlepki historii gdzieś zasłyszanych i połączonych z fantazją piosenkarza. Waits zawsze skutecznie tworzył legendy o samym sobie, skutecznie budując przy tym barykadę dostępu do swojego prywatnego życia. Jego oficjalni biografowie mają nie lada problem w zdobyciu jakiegoś ważnego faktu z życia muzyka. Jakże rzadko coś takiego zdarza się w dzisiejszym showbiznesie.

Rozmowa z Iggym Popem


Niemal co roku można spodziewać się płyty Toma Waitsa. Z każdą przychodzi rozwój muzyczny. Ciągle są to opowieści o straconych szansach i niemożliwej miłości, jednak zmienia się forma. Pierwsze trzy płyty to jeszcze barowe ballady śpiewane przez poetę utracjusza, który sam zanurzony jest w świecie outsiderów. Każda następna to ewolucja w brzmieniu i, co ważniejsze, w środkach przekazu stosowanych przez Waitsa.
Przełomową była muzyka z albumu „Rain Dogs” (uznana za płytę roku 1985 przez „New York Times”), która przyniosła rewolucję w brzmieniu.

Tom Waits stracił w imię sztuki swój dawny dość łagodny głos. Teraz śpiewa mocno zniszczoną barwą, czasem na pograniczu krzyku, czasem szeptu, mocno zachrypnięty, opowiada, romansuje ze słuchaczami. Używa różnych środków, zniekształca swój śpiew za pomocą megafonu, nieraz tyko deklamuje słowa w języku tworzonym przez niego na potrzeby chwili. Zawsze jednak są to tęskne rozważania człowieka doświadczonego życiem, muzyką, światem. Aranżacja koncertów jest całkowicie stworzona przez artystę. Często śpiewa na specjalnym podeście, scenę pokrywa ciemność, tylko piosenkarza oświetla lampka zwisającą z sufitu. Czasem rozsypuje piach na deski w czasie występu, imitując w ten sposób zakurzoną drogę, w którą zabiera publiczność.

Na jego występach pojawia się "śmietanka towarzyska" światów muzycznego i filmowego. Wyprawy te zaowocowały pojawieniem się muzyka na ekranach kin (z dużym sukcesem). Najczęściej obsadzany jest w rolach, które w zasadzie nie są rolami. Pijący muzyk, grający w kącie starego wyludnionego baru swoje pieśni utracjuszy. Ta postać tak się przyjęła, że reżyserzy pokroju Francisa Forda Coppoli, Roberta Altmana czy Jima Jarmusha często kompletując obsadę swoich filmów, nie zapominali o Tomie Waitsie. Zobaczyć go można w takich obrazach jak „Otton Club”, „Fisher King”, Dracula” czy „Kawa i papierosy”.

Przemiana


Przychodzi taki czas w życiu każdego mężczyzny, że czas zrobić coś ze swoim życiem. Zasadzić drzewo, spłodzić syna, wybudować dom. Jak podają źródła, Tom Waits drzewa nie posadził, domu nie zbudował, ale założył rodzinę.

Podczas pracy na planie filmowym, do którego pisał muzykę, poznał swoją przyszła żonę, a późniejszą współpracowniczkę w tworzeniu płyt. Kathleen Brennan stała się partnerką życiową Toma, jego najbliższą przyjaciółką, powierniczką, żoną i matką jego dzieci. To dla niej Waits zmienił tryb życia, porzucił przepastne hotele, zrezygnował z roli wiecznego wagabundy, osiadł w jednym miejscu. Stał się nudny? Podobno jest przykładnym mężem i ojcem, woli spędzać czas z rodziną niż w trasie koncertowej, a płyty pojawiają się po dłuższych przerwach (ostatnia z 2006 roku pt. „Orphans”). Mimo to nie jest typowym rodzicem, który w czasie weekendów zabiera swoje pociechy do wszelakich miejsc rozrywki, bo jak sam wyznaje: „nienawidzę Disneylandu, bo przygotowuje nasze dzieci na Las Vegas”.


Od dłuższego czasu nie rozstaję się z pomrukami Toma i tak się zastanawiam... Gdzieś tam na bezkresnej drodze prowadzącej w nieznane, jedzie stary facet z dwudniowym zarostem i nieświeżymi myślami. Jego muzyka nie jest lekka i przyjemna, ale nieraz lepiej się zasłuchać, pocierpieć i zasępić, niż uśmiechać bezmyślnie do krajobrazu bez śniegu w święta i do świata bez poezji...




Źródła: Jay S. Jacobs: "Dzikie Lata. Muzyka i mit Toma Waitsa", wikipedia.pl, filmweb.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

A mnie ostatnie, hmm...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najbardziej podoba mi się przedostatnie zdanie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tom Waits to legenda muzyki. Jak Cohen, jak inny Tom - Jones. Tak jak Dylan. Tak jak Joan Baez - to jest ten sam klimat. Fajny artykul :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hm... postaram się:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
podoba mi się.
jeszcze napisz o Morrisonie skoro wkleiłes go sobie w awatar.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tom Waits to absolutna klasyka. Jeśli ktoś nie wie kto to, to ubogi jest duchem...oj, ubogi! (niech szbko nadrobi)... Uwielbiam "Rain Dogs", turpiczną "Bone Machine", "Frank's Wild Years", "Swordfishtrombones", piękne pianino w "Closing Time", "Mule..."... No i to co zrobił Kazik z Waitsem - absolutnie fantastyczne.

a tu link to wiersza o Tomie ;-)
http://www.nieszuflada.pl/klasa.asp?idklasy=83704&rodzaj=1

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tom Waits!!!

Dawidzie, dzięki za to przypomnienie czytelnikom postaci Wielkiego Toma :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

miło :) +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.