Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

179748 miejsce

Pieniądze i namiętności rządzą sportem

Jesteśmy oburzeni tym, do jakiej tragedii dopuścili organizatorzy Pucharu Świata w Zakopanem, ale czy nie jesteśmy czasem temu współwinni?

Dramatyczne wydarzenia podczas sobotniego konkursu Pucharu Świata w Zakopanem wstrząsnęły chyba wszystkimi kibicami. Wszyscy zaczęliśmy się zastanawiać czy do tego musiało dojść, czy nie można było przerwać zawodów? Patrząc na warunki wietrzne, jakie panowały na skoczni, nie sposób nie zgodzić się ze słowami Thomasa Morgensterna czy Jakuba Jandy, którzy stwierdzili, że druga seria w ogóle nie powinna się odbyć. Rzeczywiście – wiatr nie tylko się wzmagał, ale z sekundy na sekundę zmieniał swój kierunek. Powodowało to powstawanie nad zeskokiem wirów i dziur powietrznych, tak bardzo niebezpiecznych dla zawodników. Z przerażeniem obserwowałam jak kolejni zawodnicy mają problemy w powietrzu, jak dosłownie spadają na dwie nogi, wymachując rękoma, by ratować się przed upadkiem. Nieszczęście wisiało w powietrzu aż w końcu spadło na niedoświadczonego Jana Mazocha.

http://www.freebok.net/books/Jans/view.htmlWierzę Adamowi Małyszowi, że „było niebezpiecznie, ale dało się skakać”, jednak zdrowy rozsądek nakazuje, zwłaszcza w tak ekstremalnej dyscyplinie sportu, mieć na uwadze przede wszystkim bezpieczeństwo najmniej doświadczonego zawodnika występującego w zawodach. W drugiej serii sobotniego konkursu takim zawodnikiem był Jan Mazoch, który właśnie zdobywał swoje pierwsze w karierze punkty w Pucharze Świata. Za walkę o to, by było ich jak najwięcej, zapłacił bardzo wysoką cenę.

Trudno jednak całą winą za to, co się stało obarczać dyrektora Pucharu Świata Waltera Hofera. Czasem zwyczajnie żal mi tego człowieka. Żyje on cały czas pomiędzy młotem a kowadłem, a gdy pogoda nie sprzyja, jest niczym bohater tragedii greckiej – jeśli przerwie konkurs, narazi się bardzo wielu firmom, które skoczków traktują jak inwestycję o dużej stopie zwrotu oraz tysiącom kibiców, którzy w swym rozgoryczeniu mogą być agresywni; jeśli natomiast, pozwoli skakać, bierze na siebie odpowiedzialność za zdrowie i życie skoczków. Po upadku Jana Mazocha musiał pewnie żałować, że pozwolił mu skakać. Gdyby jednak przerwał zawody, kibice mogliby mu nie wybaczyć, że „z powodu jakiegoś tam wiatru” pozbawił Adama Małysza szansy na podium. Teraz kibice nie mogą mu wybaczyć, że kontynuował zawody i jednoczą się myślami z Janem Mazochem. Można to zauważyć nie tylko na różnych forach internetowych, ale także na spontanicznie założonej, przez internautów, księdze życzeń dla czeskiego skoczka, wypełniającej się błyskawicznie wpisami z całego świata.

Jak widać sportem zawodowym rządzą namiętności kibiców oraz pieniądze. Gdyby nie było zainteresowania kibiców, nie byłoby marketingu sportowego, który narzuca swoje – często brutalne – zasady, ale też pozwala rozwijać się zdolnym sportowcom. Bez sponsoringu sportowego zawodnicy nie mieliby za co żyć. Nie bez przyczyny wśród fizjoterapeutów funkcjonuje przewrotna maksyma: „przez sport do kalectwa”. Może, gdyby został spisany jakiś ogólnoświatowy kodeks etyczny marketingu sportowego, zakazujący zmuszania organizatorów zawodów sportowych do narażania życia sportowców, to powiedzenie fizjoterapeutów wreszcie straciłoby na swej aktualności...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 10.02.2007 10:17

Oddaje plusika

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.01.2007 15:40

Co do tego marketingu, to nie tylko sportowego marketingu to dotyczy. Pod tym względem tak ogólnie nie jest najlepiej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.