Facebook Google+ Twitter

Pieniądze rosną na szynach

Przez wiele lat bydgoski producent pojazdów szynowych z mozołem toczył się pod górkę, a kłody na tory rzucało mu mnóstwo osób: od inwestorów po polityków. Tymczasem w roku 2013 PESA dotarła w końcu na stację "SUKCES".

PESA mknie po torach do sukcesu. / Fot. MBxd1Znają je już mieszkańcy Warszawy, Gdańska, Łodzi, Szczecina, Elbląga, Częstochowy i Katowic, a także miast zagranicznych, m.in. Cluj, Sofii i Pawłodaru. Mowa o tramwajach wyprodukowanych przez spółkę PESA z Bydgoszczy. A przecież można by też wymienić pociągi z logo tego zakładu. Kursują one obecnie po wielu polskich województwach, oraz - podobnie jak tramwaje - poza granicami naszego kraju. Przede wszystkich w Czechach, ale także we Włoszech i Niemczech.

Wróćmy jednak do źródeł powodzenia bydgoskiej PESY. Jak to się stało, że z zaniedbanej i wykorzystującej przestarzałe technologie fabryki (a w zasadzie remontowni), PESA przeistoczyła się w kolejowego potentata? Za sukces tej transformacji odpowiadają przede wszystkim Tomasz Zaboklicki, Zenon Duszyński i Zygfryd Żurawski, którzy w 2000 roku wykupili firmę (na kredyt) z rąk Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, a następnie zaczęli wdrażać autorski plan restrukturyzacji. W jego powodzenie nie wierzył wówczas nikt.

Żeby przetrwać, firma początkowo zajmowała się przerabianiem starych platform czołgowych na kryte wagony, w których można by przewozić zboże bądź drewno. Po zebraniu środków zaczęto myśleć o produkcji szynobusów, które to z kolei okazały się być absolutnym strzałem w 10. Zdecydowana większość rynku tych pojazdów zaczęła należeć do PESY. I tak, w przeciągu zaledwie kilku lat priorytety firmy zmieniły się o 180 stopni. Teraz już nie remonty lub modernizacje, a samodzielna produkcja pojazdów zaczęła odgrywać pierwszorzędną rolę.

Później, wydarzenia potoczyły się już bardzo szybko. PESA odważnie ruszyła na podbój świata przemysłu tramwajowego. Pomimo silnej konkurencji (m.in. Siemens i Bombardier) oraz dość nieugruntowanej pozycji na rynku, spółka wygrała przetarg na wykonanie tramwajów dla Warszawy w roku 2006. Przedstawiła ona wtedy niezwykle niską, bo opiewającą na 72mln zł ofertę, przy 141mln Siemensa. I właśnie to zlecenie zapewniło PES-ie brzemienny w skutkach rozgłos.

PESA kontynuuje tę taktykę w większości przetargów, w których bierze udział. Niemal za każdym razem to właśnie propozycja bydgoskiej spółki jest propozycją najtańszą, albo jedną z najtańszych. Oczywiście, daje to komentatorom powód do licznych, złośliwych uwag pod adresem producenta. Często używają oni chociażby określenia „pesozłom”, podważając jakość wykonanych przez niego pojazdów.

Zresztą, nie tylko cena tramwajów i pociągów jest powodem ataków na spółkę. Koncernowi często wypomina się problemy węgierskich kontrahentów z tramwajami PESA Swing. Owe problemy dotyczyły wad oprogramowania układu hamulcowego dostarczanego przez Knorr–Bremse, a w ich wyniku Węgrzy musieli na jakiś czas wymienić nowe PESY na... stare Tatry. Poza tym, swego czasu dużo mówiło się o konflikcie PESY z Warszawską Koleją Dojazdową. Rzecznicy WKD twierdzili wówczas, że koła bydgoskich pojazdów odkształcają się samoczynnie. Kłopoty techniczne zgłaszali także przedstawiciele Kolei Śląskich. Łącznie doszukali się oni 40 mniejszych bądź większych usterek.

Pomimo to, znawcy rynku i ekonomiści często wróżą bydgoskiej korporacji świetlaną przyszłość, a ich optymistyczne prognozy nie są wcale wyssane z palca. Wystarczy przejrzeć chociażby podstawowe informacje na temat kontraktów podpisanych przez spółkę w ubiegłym roku. Są wśród nich zamówienia przyprawiające (w sensie pozytywnym) o ból głowy, takie jak 120 tramwajów dla Moskwy, kolejnych 40 pociągów zamówionych przez Włochów, 45 pociągów dla Niemców, czy 10 pociągów na potrzeby województwa małopolskiego, oraz zamówienia krajowe na – łącznie – 128 tramwajów dla poszczególnych polskich miast. Całkowity przychód? 1,86mld zł. Zyski ze sprzedaży? Ponad 200mln zł. Niestety, polscy rządzący wciąż uparcie stoją murem za zagranicznymi rozwiązaniami. Oczywiście oprócz tych decydentów, którzy w blasku sukcesu PESY i błysku fleszów pod fabryką próbują ogrzać swój wizerunek.

Słowem podsumowania, prawie 3700 pracowników zakładów PESA z całą pewnością jeszcze długo będzie mieć pełne ręce roboty. Sukces spółki, której od 5 sierpnia 1998 roku niezmiennie przewodniczy Tomasz Zaboklicki jest najlepszym przykładem, że w Polsce można produkować i inwestować. A co ważniejsze, również bardzo dobrze na tym zarabiać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.