Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13008 miejsce

Pierwsza pomoc to nie tylko reanimacja

Nie umiemy udzielać pierwszej pomocy. Niestety, takie spostrzeżenie nasunęło mi się ostatnio po obserwacji wyczynów sylwestrowo-zimowych.

reanimacja / Fot. pckNie umiemy udzielać pierwszej pomocy. Niestety, takie spostrzeżenie nasunęło mi się ostatnio po obserwacji wyczynów sylwestrowo-zimowych. I nie chodzi mi tu tylko o to, co zwykle przyjmuje się nazywaniem pierwszą pomocą, czyli resuscytację krążeniowo-oddechową. To również wezwanie pomocy, ułatwienie dojazdu służbom ratunkowym i przygotowanie terenu do działań, czyli np. odśnieżenie drogi dojazdowej albo wyraźnie oznaczenie numeru domu.

Historia jednego wyjazdu


Głęboka noc, pada gęsty śnieg, jest ślisko. Dostajemy wezwanie do bólu w klatce piersiowej. Opis miejsca zdarzenia: dom z zielonym dachem, na końcu wsi, droga pod górę. Od razu wiemy, że będzie ciekawie, bo jak znaleźć nocą dom z zielonym dachem, w dodatku zasypany śniegiem. W końcu udaje nam się odnaleźć miejsce, ale nie dlatego, że rozpoznaliśmy kolor, a dlatego, że świeciły się w środku światła. Pod dom nie udało się nam dojechać, bo droga była nieodśnieżona i nieposypana popiołem, a wiec czekało nas około 300 metrów marszu z całym sprzętem. W mieszkaniu, obok starszej pani siedzi rodzina - kobieta i dwóch mężczyzn. Żaden z nich nie wyszedł do drogi, bo jest zimno. Natomiast każdy z nich miał pretensje, że pogotowie tak długo jechało. Historia jest prawdziwa i zapewne każdy, kto jeździ w pogotowiu, spotkał się z podobną sytuacją. A wystarczyły tylko trzy wspomniane wcześniej rzeczy, żeby dojazd zespołu skrócił się o co najmniej kilka minut.

Jak pomagać?


Przygotowanie miejsca i pomoc w dojeździe pogotowia ratunkowego to również bardzo ważne elementy udzielania pierwszej pomocy, o których tak często zapominamy. Łańcuch ratowniczy, którego elementem są świadkowie zdarzenia obejmuje wczesne wezwanie pogotowia. To najczęstsze słabe ogniwo, ponieważ zapominamy, że samo wezwanie pogotowia nie wystarczy, należy im jeszcze umożliwić dojazd.

Warto również zrobić kurs pierwszej pomocy, by dowiedzieć się jak prawidłowo postępować z poszkodowanym. Niestety świadomość społeczeństwa w tej kwestii nadal jest niezwykle mała, choć wciąż nagłaśniane są różne akcje i organizowane pokazy ratownictwa medycznego.

Smutna statystyka jest taka (opierająca się na moich obserwacjach), że zaledwie w jednym przypadku resuscytacja jest w ogóle prowadzona, a przecież to wcale nie takie trudne. Trzydzieści ucisków i dwa wdechy wystarczą, by uratować komuś życie. Ale jak mówiłem, reanimacja to nie wszystko. Warto poświęcić trochę czasu i zapisać się na jakiś kurs ratowniczy organizowany w twojej okolicy. Nawet więcej niż raz w życiu, bo wiadomości i umiejętności ulatują z czasem. Może się tak zdarzyć, że to właśnie ty lub twoje dziecko będziecie potrzebowali pomocy. Lepiej umieć poradzić sobie w takim wypadku niż panikować, rwać włosy z głowy i narzekać, że pogotowie za długo jechało.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Każda sroczka swój ogonek chwali a do mnie pogotowie przyjechało w około 3-4 minutach lecz miałem też okazje zaobserwować jak ze stacji pogotowia ratunkowy wyskoczyła załoga, a potem wyszedł sobie PAN doktor a że przechodził jeszcze przez chodnik spotkał tam znajomą i spokojnie sobie gadali. Pociesznie to wyglądało gdy kierowca włączył już syrenę a pan doktor ucinał sobie pogawedkę. Trwało to ponad 5 minut których może zabrakło do tego aby uratować komuś życie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.