Facebook Google+ Twitter

Pierwsze referendum lokalne na Białorusi się nie odbędzie

Władze Grodna nie zarejestrowały grupy inicjatywnej: wszystko odbywa się właśnie tak, jak oczekiwali jej członkowie. To kolejna porażka w walce o zachowanie historycznego oblicza miasta.

Tu stał budynek końca XVIII wieku. / Fot. Aliaksei ShotaOd 2005 roku w Grodnie jest prowadzona tzw. „rekonstrukcja”, polegająca na burzeniu budynków Starego Miasta i budowaniu na ich miejscu „czegoś podobnego”. W wyniku takiej polityki władz miasta całkowicie zmieniono wygląd dawnego Rynku (dzisiaj placu Sowieckiego), zniszczono znajdujące się pod nim cenne i nie badane dotąd przez archeologów przestrzenie miasta.

W ciągu ostatnich dwóch lat inteligencja grodzieńska kilka razy zwracała się do władz, chodziła na spotkania z merem, ciągle zapraszała na swoje konferencje i prezentowała swoje alternatywne do oficjalnych projektów rozwiązania, w tym globalne rozwiązanie problemów transportowych miasta z zamknięciem centrum dla transportu. Odpowiedzią była jednak pełna ignorancja.

Zadziwiające było również milczenie władz centralnych w Mińsku, gdyż głównym zarzutem grodnian wobec władz miasta było naruszenie Generalnego Planu rozwoju miasta, podpisanego przez samego prezydenta Łukaszenkę. A jednak podróże do Mińska, a później i wszelakich mińskich komisji do Grodna nie dały żadnego rezultatu. Skarga na miejski komitet wykonawczy do prokuratury też nie zadziałała, bo ta przekazała go do... miejskiego komitetu wykonawczego! A on, oczywiście, uznał skargę za bezpodstawną.

Jedna z akcji informacyjnych. Napis: "Jestem drzewem, spiłujcie mnie" / Fot. Aliaksei ShotaProbowano też metod nieformalnych: przeprowadzano happeningi, flash-moby, akcje informacyjne, a przez krótki czas istniał nawet obóz w lesie pod Grodnem, gdzie mieszkała młodzież z innych rejonów Białorusi gotowa bronić starych budynków.

Wyczerpawszy wszystkie znane legalne metody, aktywiści postanowili inicjować lokalne referendum, które dotąd nie było w Białorusi praktykowane, aczkolwiek możliwe pod względem prawnym. Od samego początku wszyscy mieli obawy: czy uda się zarejestrować, potem zebrać potrzebne podpisy 10%
wyborców (około 20 tys) i wreszcie wygrać? Niezbyt pozytywnie nastawiała ilość ludzi w grupie inicjatywnej: początkowo około 120, a przy ubieganiu się o rejestrację już tylko 48. No i proces jej tworzenia rozciągnął się na całe lato.

Dokumenty zostały złożone w urzędzie miesiąc temu, a wczoraj odpowiedź dostał doktor Smalańczuk: władze uważają, iż grupa inicjatywna naruszyła Kodeks wyborczy i inne akty normatywne Republiki Białoruś. Miejski komitet wykonawczy poszedł na najtańszy sposób wygrania referendum – po prostu go nie przeprowadzi. Trochę drożej było by zarejestrować grupę, a potem uznać zebrane 20 tys podpisów za fałszywe, a najwięcej wydatków pochłonęło by samo przeprowadzenie referendum. Lecz wygrać je nie było by dla władz trudnością – wielu ludzi jednak nie ma nic przeciwko prowadzonej „rekonstrukcji”.

Jeden z budynków grodzieńskiej starówki. / Fot. Aliaksei ShotaAktywiści obywatelscy chcieli tylko jednego: by historycy, archeolodzy i architekci niezależni od urzędu miejskiego mogli brać udział we wszystkich pracach renowacyjnych. Z czasem dołączył postulat przerwania wyniszczania zieleni w mieście. Nikt z przeciwników „rekonstrukcji” nie ma wątpliwości: jeżeli w czasach radzieckich niszczono historię ze względów ideologicznych, to teraz tylko dla pieniędzy. Na ziemię w centrum miasta czekają bogaci inwestorzy, a cementową kostkę, która zamieniła prawie stuletni bruk, produkuje krewny mera. Ktoś też jest zainteresowany finansowo w wyrębie zdrowych drzew i sprowadzaniu drogich sadzonek na ich miejsce. I póki co nic sobie nie robią z apeli międzynarodowych (w tym Polski i Europarlamentu), artykułów w Niemieckich gazetach i reportaży w telewizji rosyjskiej. Póki zamknięta jest przestrzeń informacyjna w Białorusi, nie może efektywnie dotrzeć do grodnian to, czego władze boją się najbardziej – informacja.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

"Skarga na miejski komitet wykonawczy do prokuratury też nie zadziałała, bo ta przekazała go do... miejskiego komitetu wykonawczego! A on, oczywiście, uznał skargę za bezpodstawną."

"Nikt z przeciwników „rekonstrukcji” nie ma wątpliwości: jeżeli w czasach radzieckich niszczono historię ze względów ideologicznych, to teraz tylko dla pieniędzy. Na ziemię w centrum miasta czekają bogaci inwestorzy, a cementową kostkę, która zamieniła prawie stuletni bruk, produkuje krewny mera. Ktoś też jest zainteresowany finansowo w wyrębie zdrowych drzew i sprowadzaniu drogich sadzonek na ich miejsce. "

Późno odkryłam ten artykuł, ale mam zamiar go rozporpagować wśród znajomych w Gliwicach. Gliwicką demokrację nie bez powodu porównujemy do białoruskiej. Te dwa cytaty... wypisz wymaluj jak moje biedne miasto. Znika z ulic granitowa kostka brukowa, padają drzewa, a skargi na prezydenta są z założenia bezzasadne". Ech...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.